FANDOM


Okładka od Czytającej

Pikna okdładełka od Czytającej C:

Także ten... Corn wcale nie zaczyna kolejnego opowiadania, bo skończyły jej się pomysły na ostatnie... A tak na serio to będzie to moje drugie (opublikowane xD) opo ze zgłoszeniami C: Niżej macie formluarz, ALE! Przyjmuję tylko zwierzęta (żadne półsmoki, wilkołaki, wampiry etc.). A o czym będzie opowiadanie? Przekonacie się już nie długo gdy zgłosi się odpowiednia ilość postaci C:

Tylko błagam, nie róbcie więcej wilków ;-; Dwa to i tak dużo ;_;

Postacie użytkowników:

Formularz jest na osobnym blogu tak jak reszta postaci ;) Dla leniwych: Wszystkie postacie - Animlas

Ucieczka

Nie mogą mnie znowu złapać. Nie mam pojęcia, jakim cudem to robią, że już po raz siódmy wiedzą gdzie jestem. Znają każdy mój ruch, wiedzą gdzie jest każda moja kryjówka. Nie mam już gdzie się ukryć. Muszę się poddać. Słyszę każdy ich krok, wiem, gdzie są i skąd wyjdą, by mnie złapać. Powoli zmniejszam prędkość, wiedząc, że nie mam żadnej drogi ucieczki. Staję i siadam, pokazując im, że nie daję rady więcej uciekać. Znów tam wrócę, znów będą na mnie eksperymentować. Podchodzi jeden z nich, zarzucając mi linkę na szyję. Jeszcze inny wiąże mi łapy, ściskając tak, bym nie mogła się ruszyć. Zamykam moje zielone oczy, wiedząc, że znów będę musiała tam wrócić. Jestem ciekawa, ile przede mną już złapali, i czy znajdę kolejną drogę ucieczki.
- Jinx, ależ to przezwisko do ciebie pasuje, wiesz. Nigdy jeszcze nie wymknęłaś się nam na dobre. Cieszysz się, że wracamy do Przytuliska? - zapytał wielki olbrzym. W odpowiedzi tylko mruknęłam pod nosem i po chwili osunęłam się w ciemność, gdy podali mi środek na uspokojenie...
Obudziłam się kilka godzin przed świtem. Skąd to wiem? W mojej „celi” jest małe okno, którym uciekałam, gdy jeszcze się tam mieściłam. Niestety, przez zmienione geny, mam ponad dwa metry długości, i z metr wysokości. Jestem dość wielka jak na geparda, ale to już nie moja wola, by taką być. To ludzie mi to zrobili. Na każdym z nas przeprowadzają eksperymenty, nikomu nie darują życia. Jedynie co wiem to, że działają pod przykrywką milutkiego schroniska, gdzie są same słodkie kotki i pieski. Ale tak nie jest. Prawda jest ukryta w dalszej części budynku. Tuż za drzwiami, schroniska, jest wejście do laboratorium, a właściwie do Miejsca Śmierci. Wszyscy złapani tak to nazywają. Jeśli jakiś eksperyment się nie powiedzie, zwierzę po postu... umiera. A co robią z ciałem? O tym powiem innym razem.
Próbuję wstać z zimnej ziemi. Tym razem przykuli moje wszystkie łapy do podłogi, a na szyi mam obrożę z lokalizatorem. Nie mam szans ucieczki. Klatka właściwie ta sama, co zawsze. Zostało tu kilka pamiątek po moich wcześniejszych ucieczkach. Między innymi zabetonowana dziura po podkopie, mocniejsze kraty w oknie, po rozciągnięciu ich na zewnątrz. Jest ich jeszcze kilka, ale nie będę wszystkiego wymieniać.
- Hej, Jinx! - zawołał mnie stary znajomy, Felix.
- Heja Lisie – odpowiedziałam.
- Co znowu cię złapali? - znów zadaje te głupie pytania, które i tak nie mają sensu.
- Nie, tak sobie wpadłam na chwilkę, zaraz spadam.
- Teraz już nie ma szans, żeby się stad wyrwać. Zabezpieczyli wszystko nowym sposobem.
- Niby czym? - dopytuję się.
- Magią. I to nie byle jaką. Nix – tu wskazuje łbem na gryfa, który siedzi obok w klatce obok – powiedziała, że ciężko im było ją tutaj ściągnąć. Ich magiczna tarcza blokowała przejście zwierzętom takim jak ona. Zresztą Luke też miał mały problem.

No to pierwszy next, możecie ocenić jak wyszedł :) Tylko nie zabijać proszę!

'
DSC 0024(2)

To je ta cała organizejszyn C:

'
Macie tutaj plan całej tej organizacji :) Mam nadzieję, że pomoże wam się jakoś zorientować co jest gdzie ;) A tam gdzie jest Pokój "Szefa" to chodzi mi o takiego głównego dowodzącego wszystkimi tymi badaniami, nic nie może być zrobione bez jego zgody itd.


Kilka godzin później...

- Srebrna, a ty dalej tutaj? - zapytałam mojej znajomej, pantery śnieżnej.
- A gdzie tam, już trzy razy uciekałam. Byłam prawie przy alpach, ale wzięli i mnie przyciągnęli tu z powrotem. - odpowiedziała Lagertha.
- Nie mogłaś trochę poskakać na tych górach? Przecież skaczesz tak wysoko, jak oni cię dorwali? - dopytuję się.
- Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie te ich helikoptery i jak oni to mówią? Draki? Drony? Coś takiego, w każdym razie małe, latające i z kamerami... A ty co znowu tu robisz? Co zrobiłaś, że cię złapali? - pyta Srebrnofutra
- Eh.. Znów dorwali mnie przy Rozstaju Wierzb. Wiesz, tam obok Strumyka Jesiennego. Chciałam im uciec, ale otoczyli mnie, skubańce ze wszystkich stron.
- Opracowują nową taktykę, no nieźle...
- A co tu robią feniks i gryf? Jak was złapali? - zapytałam o tą dwójkę, o której mówił mi Felix
- Jestem Nix – odezwała się gryfka – Dałam się złapać na zwykłe mięso. Byłam głodna, nie jadłam nic od... W sumie kilku dni, a żołądek zaczął trawić sam siebie. I jak głupia polazłam za tym zapachem, tam się na mnie zaczaili i BUM jestem tutaj.
- No a ja – zaczął mówić kirofeniks – jestem Luke, zwykle mówią mi Hell..
- Czyli jesteś lodowym feniksem, na którego mówią piekło? - przerwałam mu.
- No tak... Ale mniejsza z tym. Siedziałem jak zwykle, na jednym ze świerków, i nagle usłyszałem, jakby wołanie o pomoc. Więc nie mogłem tego zignorować i podleciałem tam, prosto do klatki gdzie siedziała kukła udająca podobnego feniksa do mnie...
- Czyli oboje jesteście tu pierwszy raz?
- Na to wygląda – odparła Nix
- Czyli są czyści... Możecie pocieszyć się jeszcze czystymi genami, później, jeśli przetrwacie eksperymenty, to przyzwyczaicie się do nowych zachowań, może nowych kończyn...
- Nowych kończyn!? - wykrzyknął Hell
- Zdarzały się przypadki, gdzie przeszczepiali na przykład skrzydła do jaszczurki, ale zwykle kończyło się to śmiercią obu zwierząt.
Luke zrobił się jeszcze bielszy, niż jego piórka, a Nix patrzyła na mnie. Pewnie chciała się dowiedzieć, co jeszcze tu robią. Trochę pogadaliśmy, było kilku nowych, między innymi dwa wilki – Mira i Matrix. Był jeszcze czarny jaguar o imieniu Serin.
Po przeglądnięciu kilku innych klatek, w których było pusto, położyłam się na ziemi i obserwowałam innych. Mira i Matrix wyraźnie coś łączyło, albo po prostu chcieli czuć się bezpiecznie. W każdym razie oboje położyli się obok siebie, jak najdalej wyjścia. Mira w sumie była nieco większa od Matrixa, ale prawdopodobnie była już po eksperymentach.
Nix miała pomiędzy piórami wczepione kolczyki. Nie mam pojęcia czy jej się podobało, czy po prostu ludzie chcieli ją jeszcze bardziej uatrakcyjnić. Kiedyś słyszałam, jak przyszedł do „Szefa” właściciel cyrku. Chciał się dowiedzieć, ile „Szef” by za nas chciał. Nie dość, że się nie dowiedział, to jeszcze nie wyszedł stąd żywy...
Po kilku godzinach prawie zasnęłam, dopóki nie zadzwonił dzwonek, oznaczający, że ktoś pójdzie do laboratorium. Nie wróci już taki sam... O ile w ogole wróci...

A teraz proszę zlińczować/dziękować (niepotrzebne skreślić) ludziom z JWS Wiki, że mnie obudzili i kazali pisać nexta xD

Nowa

Po jakiś pięciu minutach słyszę stukot kopyt. Przeciskam głowę przez kraty mojej celi, by zobaczyć, kogo prowadzą przez hol. Widziałam tam karą klacz. Wyglądała niczym demon. Miała zawiązane oczy, prawdopodobnie prowadzili ją do laboratorium. Musiałam szybko schować głowę z powrotem do klatki, by nie zauważyli, że w ogóle się mieści. Klacz to usłyszała i obróciła głowę w moją stronę. Jedyne co zdążyłam zobaczyć, to to że miała białą gwiazdkę na głowie. Naukowcy oddalili się razem z klaczą. Usłyszałam jeszcze czyjeś kroki. Ktoś tu szedł. Odsunęłam się na sam koniec klatki, by mnie nie słyszał. Wstrzymałam oddech, gdy pochodził do mnie. Otworzył drzwi do mego więzienia. Mogłam uciec. Nie zrobiłam tego. Wiedziałam, że teraz choćby spróbuję, to i tak mi się to nie uda. Siedziałam jedynie w kącie, uszy miałam położone po sobie, a oczy szeroko otwarte. Wszedł ubrany w biały fartuch, który sięgał do ziemi. Na jego nosie były kwadratowe okulary, a w rękach miał smycz, zrobioną z bardzo grubej skóry. Zapiął mi ją na szyi, razem z obrożą, i nagle dostałam bardzo mi już znanego „prawie paraliżu”. Oznaczało to, że sama nie mogę się ruszyć, a jedynie iść za naukowcem. Prawdopodobnie stosowali to tylko przeciwko mnie. Jeszcze nie było nikogo, kto próbowałby tyle razy uciekać z tego strasznego miejsca. Wyszliśmy z mojej celi, kątem oka widziałam jedynie jak Felix, Luke i Nix oglądali się za mną. Skręciliśmy w lewo, prosto do laboratorium. Po drodze minęliśmy jeszcze magazyn i klatki Serina, Miry i Matrixa. Largetha odprowadziła mnie wzrokiem, w kierunku do Pomieszczenia Śmierci. Gdy weszliśmy, pod ścianą po mojej prawej, słyszałam dźwięk kopyt. To raczej na pewno była ta klacz, którą widziałam wcześniej. Nie mam pojęcia, co z nią zrobią. Mnie zaprowadził na stanowisko numer 4. Zawsze to samo, już od 5 lat. Jeden z nich złapał mnie i położył na stole. Jak zwykle przywiązali mnie od góry tą smyczą, związali mi łapy i pysk. Nie musiałam zamykać oczu, wiedziałam, co mnie czeka, ale nie wiedziałam jeszcze, co tym razem mi podadzą. Jedyne co pamiętam przed zastrzykiem to rżenie klaczy, a później zapadła już tylko ciemność...


Dedykuję tego nexta dla wszystkich, którzy to czytają, tak nawet dla ciebie  :) Nowe komórki przedostawały się do mojego ciała. Czułam wyraźnie ich obecność. Mimo że nie byłam świadoma, co mi robią na zewnątrz, to wewnątrz ciała czułam każdą zmianę. Coś zrobili z moim DNA. Miałam wrażenie, że wybudziłam się po dziesięciu godzinach. Leżałam dalej na stole operacyjnym, już świadoma. Słyszałam, jak dwoje naukowców mówili do siebie, co chwila jakieś dziwne do zrozumienia nazwy leków, płynów i urządzeń. Na pysku miałam maskę, która prawdopodobnie miała utrzymać mnie w letargu. Jeden z nich zobaczył, że się obudziłam. Szturchnął swojego kolegę, by zobaczyć co się ze mną dzieje. Niestety ten idiota, właśnie miał wstrzyknąć mi koleją dawkę „czegoś”, i gdy się odwrócił, igła idealnie się wbiła. Powinnam jakoś zareagować, ale nie czułam bólu. Nic nie poczułam. Leżałam dalej i patrzyłam się na nich lekko zamglonymi oczami. Wytrzeszczali szeroko oczy. Pierwszy, szybko wziął inną igłę i wbił mi ją w okolice szyi, po czym już na dobre odleciałam.

Usłyszałam cichy szept, po mojej lewej. Szybko rozpoznałam ten głos. Otworzyłam oczy. Znów znajdowałam się w mojej celi. Byłam cała zdrętwiała od zbyt długiego leżenia. Po chwili dało się słyszeć ciche westchnienie Lagerthy.
- Hej kochana... - powiedziała do mnie cicho.
- Hejka. - odpowiedziałam równie cichutko.
- Co tym razem?
- Jakieś kolejne komórki. Dają teraz jakieś znieczulenie, czy co? Nic mnie nie bolało, gdy wbijali we mnie igły.
- Jeżeli dobrze pamiętam to nie. Przynajmniej ja nie miałam.
- Zabrali kogoś jeszcze? - Nie. Tylko ciebie i Hope.
- Kogo? A tą klacz?
- Tak. Nie zgadniesz, co jej zrobili.
- Hmmm?
- Znaleźli całkiem nie daleko martwego gryfa... - ostatnie dwa słowa wypowiedziała nader cicho, by Nix nie usłyszała. (Spokojnie, to żaden ze zgłoszonych gryfów ;) )
- M... Martwego...?
- Prawdopodobnie nie był z Przytuliska...
- Uffff... - odetchnęłam.
- Zabrali go do nas. Odcięli mu skrzydła i... chyba nie muszę mówić co dalej...
- To teraz mamy kolejną mutantkę. Jestem ciekawa co... - nie dokończyłam, bo przerwało mi kolejne dzwonki. Miałam nadzieję, że nie będzie już dzisiaj eksperymentów.
To nie był dzwonek do laboratorium. To był dzwonek na walki zwierząt...

Tak więc ogłaszam konkurs z okazji wbicia 50 komentarza! Jak zwykle, będzie to konkurs na okładkę :D Wymyślcie coś co zwali mnie z nóg, a ja już lecę pisać następnego nexta, żeby w razie W mieć co wam wstawić nextopożeracze ^^ Daję wam czas do... hmmm... Do pierwszego dnia wakacji czyli 25 czerwca :D Jakby ktoś nie mógł to dajcie znać, na pewno coś da się zrobić ;) A teraz trzymajcie się, do następnego nexta ^^

Walka

Trzy razy zadzwonił dzwonek. Z każdej strony wychodzili naukowcy ze smyczami. Najciężej chyba poszło z Nix, bo do niej przyszło aż pięciu naukowców. Każde z nas wzięli na smycz i poprowadzili przez hol i laboratorium. Nigdy nie widziałam drugiego wyjścia. Poszliśmy tam, nie mogliśmy uciec, bo wszyscy mieli lokalizatory w obrożach. Nie było z nami Miry.
- Matrix. - powiedziałam.
- Hmmm? - odezwał się.
- Gdzie jest Mira?
- W klatce. Nie mogła przyjść.
- Coś jej zrobili? - dopytuję się.
- Nie... Ale, chyba będziemy mieli młode... - odparł.
- Na serio?! Gratuluję! - krzyknęłam chyba aż za głośno. Naukowiec, który miał mnie na smyczy, pociągnął jeszcze bardziej.
- To nie jest tak, jak myślisz. To będzie straszne. Gdy Mira urodzi, prawdopodobnie wezmą szczeniaczki do eksperymentów.
- Ou...

Nie mogłabym się pogodzić z losem jeszcze nienarodzonych szczeniąt. Nie mogą całego swojego życia spędzić tutaj. W tym okropnym miejscu...

Dotarliśmy w końcu do Areny, jak to oni nazwali. Wszystko było aż rażąco białe. Kazali nam wejść do klatek. Znowu. Mam dość tych klatek. Ja to się ledwo zmieściłam, a co ma powiedzieć Nix? Nie było klatki jej rozmiaru, więc praktycznie z każdej strony ją związali. Łapy, dziób, nawet ogon. Nie ma jak się ruszyć. Ja zresztą też. Jedyny plus to taki, że obok mnie dali Largethę i Fenixa. Przed moją klatką na ścianie była lista, z imionami, kto z kim będzie walczył.

  • Hope - Nix
  • Serin - Matrix
  • Shea - Luke
  • Largetha - Felix


Chciałam napisać coś jeszcze ale wyganiają z kompa ;c

Najpierw walkę zaczynają Hope i Nix. Hope dała się spokojnie wyprowadzić na arenę, za to, gdy tylko wypuścili Nix, ta rzuciła się od razu do ataku. Klacz za to świetnie unikała każdy cios gryfa. Gdy w końcu Nix była zmęczona, Hope zadała cios, który zwalił ją z nóg. Po chwili wyprowadzili oba zwierzęta z areny.
Następnie walczą Serin i Matrix. Serin skrada się w kierunku Matrixa, wilk robi to samo. Zaczynają się okrążać, tym samym cierpliwość naukowców się kończy. Jeden z nich zaczyna się na nich drzeć i w tej samej chwili Matrix skacze na Serin. Ta nie zdążyła zareagować i upadła. Ludzie oddzielają zwierzęta.
Jestem przygotowana na swoją walkę, lecz ona nie nadchodzi. Zamias tego wyprowadzają Largethę i Felixa. Stają naprzeciw siebie. Largetha wygląda, jakby nic jej to nie robiło, że ma walczyć. Felix więc zaczyna walkę. Rozpędza się, próbując wskoczyć na irbisa. Srebrna chcąc się obronić, także skoczyła, wyciągając pazury. Trafiły. Z mojego gardła wyrwał się cichy krzyk. Felix padł ranny na podłogę. Srebrna chciała do niego podejść, sprawdzić, czy żyje, lecz naukowcy szybko ją odciągnęli. Usiadłam i spuściłam głowę. On musi przeżyć.
Teraz moja kolej. Wchodzę na arenę, a po drugiej stronie stoi Luke. Leci w moim kierunku. Odskakuję i zaczynam biegać dookoła areny. Zawsze, gdy Luke atakował, odskakiwałam, starając się nie zrobić mu krzywdy. Nie chciałam walczyć. Nigdy. Co chwila uniki, gdy feniks zbliżał się do mnie. Podleciał teraz ostatni raz. Nie uciekłam. Podrapał mnie po pysku, poleciało trochę krwi. By nasza walka wyglądała realistyczniej, odepchnęłam go łapą na sąsiednią ścianę. Naukowcy szybko nas odciągnęli, a mnie o dziwo, opatrzyli. Po walkach wszyscy znów byli w klatkach. Leżałam na zimnej ziemi, rozmyślając co z Felixem. Nix też nie było w klatce. Po kilku godzinach wyczekiwania zasnęłam z przemęczenia, przy okazji zastanawiając się, co przyniesie kolejny dzień. Wiedziałam na pewno, że nie będzie to nic dobrego...

Coś dziwnego...

OSTRZEŻENIE! W TYM NEXCIE ZNAJDUJĄ SIĘ SCENY BARDZO SŁODKIE! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ! ZOSTAŁAŚ/EŚ OSTRZEŻONA/Y!

Obudziłam się, czując się... dziwnie. W ogóle nie czułam łańcuchów, które... właśnie. Gdzie łańcuchy? Odeszłam kawałek i mało się nie wywróciłam, widząc moje ciało, przykute łańcuchami do ziemi. Skoro ja jestem tu, to jak moje ciało może leżeć tam? Nie czułam też ziemi. Jakbym płynęła w powietrzu, unosiła się. Bez problemu przeszłam przez kraty, Felixa w klatce naprzeciwko nie było. Leciałam dalej, mijając klatkę Luke. Miał zabandażowane skrzydło po wczorajszej walce. Idąc dalej, w kierunku klatek Seriny, Hope i Largethy, usłyszałam ciche skomlenie. Podeszłam do klatki Miry i Matrixa. Widziałam, jak Mira zwija się z bólu, ale Matrix cały czas siedział przy niej. W jednej chwili zaczął wyć. Przybiegło trzech naukowców, by zobaczyć, co się dzieje. Była akurat chwila, gdy Mira miała wydać na świat malutkie szczeniaczki. Ludzie szybko wzięli ją na stół operacyjny do laboratoriów. Biegłam ile sił w łapach. Wskoczyłam za nią na stół i starałam się jakoś ją przekonać, że jestem tam z nią. Po kilkudziesięciu minutach na świecie było 5 szczeniąt. Dwa z nich były bialutkie, jak śnieg chłopiec i dziewczynka. Kolejne dwa, samce byli bardzo podobni do Matrixa [1], [2]. Było jeszcze jedno, najmniejsze i czarne jak noc [3]. Ludzie wzięli Mirę i pieski z powrotem do klatki. Towarzyszyłam im, dopóki nie byłam w stu procentach pewna, że na razie są bezpieczne. Wróciłam do mojej klatki, by po chwili znów być w swoim ciele.
- Ugh...
- Shea? Coś się stało? - zapytała Largetha.
- Nie... Nic. Śpij. - odparłam, a ona zasnęła.
Nie miałam pojęcia, co się ze mną stało. Ale przynajmniej mogłam być razem z Mirą, choć ona pewnie nie miała pojęcia, że tam jestem. Leżąc, raz na jakiś czas było słychać skomlenie małych wilczków. Uśmiechnęłam się i dalej słuchałam.

NIE ODPOWIADAM ZA ROZTOPIENIE OCZU SŁODKOŚCIĄ! MOJE TEŻ SĄ JUŻ W POSTACI PŁYNNEJ OD SŁODKOŚCI!

Ok, łapajta nexta, trochę krótki wyszedł, ale postaram siem napisać coś jeszcze dzisiaj i wrzucić :) A jak nie, to jutro najwyżej wrzucę ;p Dobra, dość mojego gadania, łapajta nexta C:


O ile dobrze się orientuję, minęło już kilka tygodni, odkąd urodziły się wilczki. Dwa z nich nie przeżyły. Kilka razy udało mi się jeszcze „wyjść z ciała”, ale to akurat wtedy, gdy stała się ta tragedia. Przez kolejne noce można było noc w noc słychać wycie, zrozpaczonych rodziców. Mira i Matrix nie mieli pojęcia, że jestem tam z nimi, nie ciałem, a duchem. Nie pozwalali naukowcom na wchodzenie do ich klatki i zabranie martwych piesków. Pewnej nocy, gdy znów byłam przy Mirze, gdy ona i Matrix spali, dwójka ludzi przyszła i zabrała szczeniaki. Gdy Mira się obudziła, przez cały dzień praktycznie w ogóle się nie ruszała. Tylko leżała.

Tej samej nocy, gdy okazało się, że psiaki nie żyją, zmarł także Felix. Byłam zrozpaczona, lecz nie mogłam pokazać skruchy. Naukowcy pewnie by uznali, że mnie to zabolało i jestem w stanie zrobić wszystko, co mi każą.

Nie mogłam znieść widoku śmierci. Było jej za dużo w moim życiu. Najpierw moja siostra, zaraz po niej rodzice. Gdy trafiłam do Przytuliska, pani Śmierć zabrała dwójkę moich przyjaciół – kangurzycę Kianę i borsuka Filipa. Przez to zawsze chciałam stąd uciec jak najdalej.

A tak ogólnie, to ma ktoś z was konto na Ising? Albo czy śpiewacie w domu? C: Ja przez długi czas nie mogłam się przemóc, i śpiewałam tylko jak rodzice wyszli z domu xD Ale teraz to już na lajcie, (prawie) każdą piosenkę mogę wam zaśpiewać jak ktoś jest w domu ;p Tylko musi wyjść z mojego pokoju i nikt nie może się na mnie patrzeć, inaczej nie śpiewam xD

Nie jestem w stanie nad tym zapanować...

Shea

Kolejnej nocy znów byłam przy Mirze i szczeniaczkach. Usłyszałam kroki. Zobaczyłam, że to naukowcy. Chciałam już uciekać, ale przecież oni mnie nie widzieli. Otworzyli drzwi do klatki i wzięli jedno ze szczeniąt. Najmniejszą, czarną Nox. Jeden z nich wziął ją na ręce i zaczęli kierować się do rażąco jasnych drzwi. Gdy tylko zobaczyłam, gdzie idą, nie wytrzymałam i skoczyłam na nich. Ku mojemu zdziwieniu, padli oboje na podłogę, a ja byłam w swoim ciele. Nie mam pojęcia, jak to zrobiłam. Przebiegłam po ludziach i biorąc w zęby malutką Nox, biegłam ile sił w łapach do klatki Miry...

Mira

Obudziłam się, słysząc czyjeś dyszenie. Zobaczyłam, że to Jinx jest po drugiej stronie klatki, z moją Nox w pysku. Co dziwne, gepardzicy świeciły się oczy. Jednym ruchem wyważyła drzwi od klatki. Obudziłam szybko Matrixa, by wziął Buttona, a ja złapałam Cookiego. Szybko wyszliśmy stąd, a Jinx otwierała kolejne klatki. Po chwili było nas już jedenaście, razem ze szczeniaczkami. Jinx prowadziła, a w pysku niosła dalej naszą Nox. Kolejnymi szybkimi ruchami rozwalała drzwi, prowadzące do atrapy schroniska. Po drodze gepardzica praktycznie rozerwała na strzępy resztę naukowców. Wybiegliśmy wszyscy głównymi drzwiami. Byliśmy niczym jedno stado, nikt ani nic nie mogło nas powstrzymać. Biegliśmy pod przewodnictwem Jinx i Srebrnofutrej, byle jak najdalej od Przytuliska. Czuliśmy się wolni, niezależni jak za dawnych czasów.

Next być może pojawi się jutro. A teraz mam dla was konkurs :D

Waszym zadaniem jest opisanie jednego dnia w lesie, jako swoja postać (Tylko nikogo nie zabijajcie! Od tego jestem ja *szatański uśmiech*). Zdaję się na waszą kreatywność i spośród wszystkich wybiorę najciekawsze. A dla zwycięzcy nagroda-niespodziewajka :D

Powodzenia i miłego dnia/wieczoru (zależy kiedy czytacie ;p)

PS. Robi ktoś okładkę? Bo nie wiem czy przedłużać pierwszy konkurs ;/

Dzicy

Lagertha

Biegłyśmy cały czas z Sheą przez las. Wszędzie było wręcz aż za zielono. Było czuć zapach różnorodnych roślin i kwiatów. Biegliśmy całą grupą przed siebie. Luke i Nix lecieli nad nami i starali się nam mówić gdzie biec.

Kilka godzin później

Po kilku godzinach biegu postanowiliśmy wszyscy odpocząć. Znaleźliśmy polanę, na której panował dziwny spokój. Nie mogliśmy się jednak zatrzymać gdzie indziej, bo wszystkich już bolały łapy i kopyta. Zamierzaliśmy odpocząć tylko kilkanaście minut, ale wystarczyło tylko kilka chwil, a już wszyscy zasnęli. Jedynie zanim też odeszłam w objęcia snu, zobaczyłam jedynie, że ktoś nas obserwuje, a po chwili zapadła ciemność.

Wybaczcie za takiego krótkiego nexta, zaraz zacznę pisać dalej, ale oznajmiam wam nextopożeracze, że już niedługo będzie tego więcej C:

I ogłaszam, że Czytająca wygrała konkurs na okładkę C: Gratuluję :D

Albo nie! Mam pomysł. Jeśli nikt się nie zgłosi do poprzedniego konkursu to ZAWIESZAM opko. Opisy można zamieszczać na tablicy, będzie lepiej się sprawdzało ;) (pamiętajcie, macie jeszcze 3 dni)

Pozdrowionka

Corn


Unila

Obudziły mnie promienie wschodzącego słońca. Leniwe poderwałam się z wygodnego podłoża, pomimo że nie chciałam jeszcze wstawać. Ale gdy się już obudzę o trudno mi zaraz potem zasnąć z powrotem. Otrzepałam się więc z liści, które przyczepiły mi się do futra i ruszyłam przed siebie w poszukiwaniu śniadania. Nie to żeby jedzenie jagód od paru dni było złe, ale brakowało mi smaku świeżego mięsa. Odkąd uciekłam z tego przeklętego laboratorium, w końcu mogę jeść to, co chcę. Moje uszy uważnie nasłuchiwały okolice i odkąd jestem wolna, wyostrzyły mi się zmysły. Co niestety sprawiało, że ciągle nie czuję się do końca bezpieczna. Na szczęście nigdy nie złamali mojej dzikości. Po upolowaniu paru mniejszych ptaków ruszyłam w kierunku mojego ulubionego miejsca. Był to wodospad ukryty wśród drzew. Miejsce, o którym nie wszyscy wiedzą przez to, że trudno się tam dostać. Ale dla mnie to nie był żaden problem. Wdrapałam się na jedno z wyższych drzew i przeskoczyłam na następne. Wtedy też po raz z resztą kolejny raz moją uwagę zwróciło jedno miejsce. Był to niewielki obszar wypalonego lasu. Tak to ja go spowodowałam pamiętnej nocy, kiedy myślałam, że mnie ktoś goni. W panice go wywołałam i jakby nie, wczesny deszcz prawdopodobnie większość lasu stanęłaby w ogniu. .Od tamtej pory trzymam się z dala od tego miejsca. Jednak po drodze dostrzegłam coś jeszcze. Grupkę zwierząt uciekających przed czymś. Nie wyglądały, jakby pochodziły stąd. Z daleka dało się słyszeć jakby skomlenie czyiś młodych. Natychmiast pobiegłam w tym kierunku, będąc ciekawa, kim są te zwierzęta. Może też uciekają? Na samą myśl przebiegły mnie ciarki po grzbiecie. Gdy byłam dostatecznie blisko, wdrapałam się na pobliskie drzewo, by im się przyjrzeć. Ku memu zdziwieniu ujrzałam gepardzicę, dwa dorosłe wilki i szczeniaczki, panterę śnieżną, gryfa, pegaza, jaguara i lodowego feniksa. Skąd oni się tu wzięli? Spytałam siebie. Zauważyłam, że postanowili zrobić krótki postój. I dobrze, ale po ich stanie raczej przydałby się im znacznie dłuższy. Niemożliwe, żeby aż tyle zwierząt uciekło z tego laboratorium. Musiało się coś stać. Jeśli są niebezpieczni, mogą zrobić mi krzywdę. Ale z drugiej strony nie powinni uciekać wtedy z młodymi. Chciałam im pomóc, ale bałam się do nich podejść. W końcu skoczyłam z drzewa, nowo przybyli byli nieco zaskoczeni.

- Kim jesteś?- spytała gepardzica. >- Jestem Unila ale mówcie mi Red. Jeśli chcecie przeżyć, chodźcie za mną!- Doradziłam im.

- A kim jesteś, żeby nam rozkazywać?- Spytał Feniks.

- Nie pyskuj, bo się roztopisz!- Mam nadzieję, że go nie wkurzyłam.

- Możemy ci zaufać?- Spytała wilczyca.

- Nie macie wyboru. Ja też uciekłam- Powiedziałam i pobiegłam w stronę wodospadu.

Na szczęście pobiegli i polecieli za mną. Wodospad to jedyne bezpieczne miejsce, jakie znam. Ludziom będzie ciężko się tam dostać. Zatrzymałam się przed małym wzniesieniem. Spojrzałam na wilki i gepardzice.

- Wy pobiegnijcie teraz prosto tym tunelem, a gryf i feniks niech lecą między drzewami. – Powiedziałam.

Po chwili wahania zrobili to, o co ich prosiłam. Po chwili wszyscy znaleźli się przy wodospadzie. Mam nadzieję, że nie narobią mi kłopotów, chociaż jak podejrzewam już je mam. Gdy reszta odpoczywała przy wodospadzie, ja pobiegłam jak najszybciej do Wielkiego Drzewa.

[STOP ;-; Czy tylko ja nienawidzę dźwięku kosiarki za oknem? ;-;]

Właśnie wchodziłam do Leśnego Miasta. Po drodze przywitały mnie AhkBru, Ara i Masakra.

Postaram się jeszcze coś dzisiaj wrzucić


Właśnie wchodziłam do Leśnego Miasta. Po przejściu przez barierę, przywitały mnie AhkBru, Ara i Masakra.

- Witaj Red! - przywitała mnie, niebiesko żółta ptaszyna.

- Hejka – odpowiedziałam Arze.

- Co tu robisz? Dawno cię tu nie było! - powiedziała AhkBru.

- Muszę coś załatwić. Nie wiecie może, gdzie jest Saila i Naira?

- Pewnie jak zwykle w Drzewie. Dlaczego pytasz?

- Później zobaczycie – mrugnęłam im – szybko muszę się do nich dostać.

I już po chwili mnie nie było. Biegłam przez główną ulicę, gdzie było pełno różnych zwierząt. Od łosi, saren i danieli przez dziki, lisy i rysie aż po kilka skunksów, zajęcy i kun. Wszyscy mieszkaliśmy w malutkich domkach wydrążonych przez bobry, naszych budowniczych w drzewach, lub Ci więksi mieli domy w koronach drzew. Każdy był tutaj równy, wszyscy mieliśmy takie samo prawo, ale największą władzę mieli Naira i Saila. We dwie mieszkały w największym drzewie w naszym mieście, razem z Sandrią, która robiła magiczną barierę ochraniającą nasze miasto przed ludzkim wzrokiem. Weszłam do Drzewa, gdzie na powitanie drogę zastawił mi gryf, którego dobrze znałam.

- Talion wybacz, ale muszę naprawdę szybko dotrzeć do Saili i Nairy. - odparłam jednym tchem.

- Tożsamość?

- Kurde, Talion. Przecież wiesz, kim jestem!

- Wybacz Red, ale wiesz... Muszę to robić. A więc twoja tożsamość to...?

- Unila, panda mała zwana przez znajomych Red. Przepuścisz mnie?

- Tak, tylko cię zapowiem. - Talion kilkoma ruchami skrzydeł wleciał na wielką koronę Drzewa, a ja zaraz po nim dość szybko się na nie wdrapałam. Tam czekały już nasze władczynie. Chociaż nie. Władczynie nie brzmi dobrze, może bardziej... przewodniczące? Nie, też nie. Najbardziej pasuje chyba głowy naszego Leśnego miasta. Podeszłam i pochyliłam głowę.

- Witaj Unila. Co cię do nas sprowadza? - odezwała się czarna ptaszyna, Saila.

- Witam was. Muszę was o czymś powiadomić. - odparłam.

- W takim razie słuchamy. - odpowiedziała Naira, smoczyca z komodo.

- Dzisiaj w lesie spotkałam, prawdopodobnie uciekinierów Przytuliska.

- Ilu ich jest? - zapytała Saila.

- Ośmioro, plus trójka młodych wilków. Razem jedenaścioro.

- Kto to jest dokładnie?

- Dwa wilki ze swoimi młodymi, jeden lodowy feniks, gryfka, pantera śnieżna, pegaz i... - tutaj popatrzyłam się na Sailę – jaguarzyca i gepardzica. - Saila na te słowa poderwała się do lotu, ale Naira szybko zablokowała ją swoim nadzwyczaj długim ogonem.

- Gdzie oni teraz są? - zapytała Naira, dalej próbując uspokoić ptaka.

- Są przy wodospadzie Reoia. Odpoczywają, gdyż uciekli z Przytuliska dość dawno.

- Rozumiem. Sylian! Talion! - zawołała Naira. Po chwili przed nimi stanął gryf i lis – Unila pokaże wam, gdzie są zwierzęta. Waszym zadaniem jest przyprowadzenie wszystkich tutaj. Do naszego miasta. Możecie się oddalić.

Talion i Sylian skłonili głowami, zaraz po nich zrobiłam to samo.

Ogłaszam, że konkurs z okazji 100 komentarzy walkowerem wygrała Pola1301! Gratulacje wygranej, a info o nagrodzie wyśle ci na tablicy ;) Rozumiem, że mam więcej nie robić konkursów, skoro tylko jedna osoba się zgłasza? ;-;

Shea

Po przyjściu nad wodospad, gdzie przyprowadziła nas panda mała, Unila, postanowiliśmy odpocząć. Zrobiliśmy postój, jednak ja chciałam porozmawiać z Unilą. Niestety, nie mogłam jej nigdzie znaleźć. Rozpłynęła się jak mgła. Nawet Serin nigdzie nie mogła jej wyniuchać. Powiedziałam wszystkim, żeby sobie odpoczęli, prawdopodobnie czeka nas jeszcze długa droga. Wszyscy położyli się i powoli zasypiali. Musiałam jeszcze odciągnąć Mirę od Luke'a, by go nie capnęła swoimi zębami. Gdy obojga uspokoiłam, mogłam się w końcu położyć obok Lagerthy. Mimo to długo nie odpoczęłam.

Po jakiejś godzinie znów przyszła Unila, ale nie była sama. Razem z nią był także gryf, w sumie wyglądał jak normalny gryf, gdyby nie pazury na zgięciach skrzydeł i był nieco duży. Obok Unili stała też lisica. Miała dwukolorowe oczy, jedno było hipnotyzująco żółte, a drugie czarne jak atrament. Na końcu ucha miała niewielki ubytek, jest także nieco większa niż przeciętne lisy, a na szyi ma czarny rzemyk z różnymi, srebrnymi zawieszkami. Było widać, że była z Przytuliska. Kiedyś miałam podobny rzemyk, ale po jednej z wielu ucieczek sama go sobie ściągnęłam.

Wszyscy w mgnieniu oka podnieśli głowy. Nix i Luke podlecieli do góry, gotując się do ataku. Byłam zdziwiona, że po takim wysiłku i tak krótkim odpoczynku mieli jeszcze siłę walczyć. Staliśmy tak i patrzyliśmy się wszyscy na siebie, póki lisica nie przemówiła.

- Witajcie – zaczęła. Jej głos był bardzo spokojny. - Mam na imię Sylian, Unilę już poznaliście, a ten gryf to Talion.

- Cześć – przywitałam się nieśmiale, chciałam tylko zachować pozory. - Dlaczego tutaj przyszliście?

- Prędzej my powinniśmy zadać wam to pytanie. Ale niech będzie. - dalej mówiła Sylian. - Przyszliśmy was eskortować do Leśnego Miasta. Miejsca gdzie wszystkie zwierzęta. Teraz wy powiedzcie, co tu robicie i to taką grupą.

- Uciekliśmy z Przytuliska. Szukamy schronienia, pomożecie nam?

- Jasne, chodźcie za nami. - odparł tym razem Talion.

Nie ogarniam tego!

Chciałam napisać jak to oni szli, ale gdybym musiała to pisać to pewnie na nexta poczekalibyście do końca wakacji, bo nie mam pojęcia jak to napisać :I A tak to macie nexta takiego C:

Saila

Kurcze, zaraz ten lis, gryf i panda przyprowadzą tą całą zgraję. Nie mam pojęcia czemu, Naira kazała im tutaj ich zawołać. No dobra, resztę zniosę, ale jaguar i gepard? Dobrze przecież wiedzą, że nienawidzę wszelkich kotów. Dobra, Sandrię jeszcze jakoś zniosę, mimo że jest to lwica.

Słychać już ich kroki, poderwałam się do lotu, ale Naira natychmiast zatrzymała mnie swoim ogonem.

- No co? Ja chciałam tylko... no wiesz... iść po Sandrię...

- Mhm... jasne. Siadaj i nigdzie nie leć, będę mieć cię na oku. - Gdy to powiedziała, akurat w sali pojawił się Talion i Sylian. Unilla musiała pewnie zostać z nimi. Oboje się ukłoniki.

- Panie... Chciałbym wam przedstawić, po kolei. Wilczą parę Mirę i Matrixa wraz z trójką szczeniąt, Nox, Cookim i Buttonem. - gdy to mówił, pięć wilków weszło przez drzwi, stanęli przed nami i ukłoniki się. No, prawie się ukłonili, bo Cookie upadł na nosek. - Lodowy feniks Luke – przez drzwi wleciał ptak wielkości pawia, z białymi piórkami.

- Witam piękne panie, władczynie tegoż Leśnego Miasta – powiedział i ukłonił nam się, skinęłam na niego głową.

- Ekhm – odkaszlnął Talion – Nix z rodziny gryfów. Pantera śnieżna, jaguarzyca i gepardzica, Lagertha, Serin i Shea. - W drzwiach pojawiły się trzy wielkie cętkowane koty. Pierwsza, Lagertha miała niemalże srebrne futro, na którym miała ledwie widoczne czarne cętki. Obok niej szła Serin, jaguarzyca, była niemal czarna, jedynie przez szczeliny między cętkami można było zauważyć jaśniejsze futro. I na samym końcu była Shea, wyglądała jak typowa gepardzica, z tym że miała wyjątkowo jasne, błękitne, lodowe oczy. Podeszły obok reszty i skłoniły się. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, jedynie patrzyłam w oczy gepardzicy, która niemalże mnie zahipnotyzowała. Odwróciłam wzrok dopiero wtedy, gdy ona spostrzegła, że się na nią patrzę.

Głuchą ciszę przerwał ryk innego wielkiego kota, który znikąd pojawił się w przejściu obok nas. Moja reakcja – szybkie schowanie się za Nairą, mając nadzieję, że wszystkie koty znikną, gdy tylko otworzę oczy i zdam sobie sprawę, że to jedynie jeden wielki koszmar.

Postaram się jeszcze coś dzisiaj wrzucić, ale niczego nie obiecuję!

Odbudowa Miasta

Maron

Naira i Saila podzieliły nas wszystkich na grupy, które były odpowiedzialne za różne zadania w Leśnym Mieście. Ja trafiłem do grupy z Lilianą, Sylian, Talionem i Hope. Ja, Liliana i Sylian przynosiliśmy różnej wielkości gałęzie, a Talion i Hope, która nauczyła się po części latać, mocowali je do domków. Od samego rana do późnego wieczora mocowaliśmy się z tymi gałęziami, ale teraz wszystkie domy były skończone. Od władczyń każde z nas dostało swój dom. Ja dostałem dość przytulny i oddalony od głównego Drzewa. Ściany wyglądały jakby robiły je ptaki, może prawdopodobnie tak było, ale nie zamierzałem wnikać. Bardzo mi się podobało. Położyłem się przy ścianie, tak żeby mieć widok na wejście. Przykryłem się kocem, który każde z nas dostało. Każdy dostał w innym kolorze, a mi trafił się czerwony. Chwilę przed zaśnięciem patrzyłem tylko na całe to leśne miasto, które mimo późnej pory, nadal tętniło życiem.

Lagertha

„Bezgłośnie skradam się w ciemnościach. Pyłki kurzu niczym miliardy gwiazd wirują w świetle księżyca, które smugami przebija się przez baldachim gałęzi.

Słyszę tylko swój oddech, gdy powoli wciągam powietrze poprzez obnażone kły. Poduszki moich łap miękko opadają na wilgotne leśne runo. Nozdrza mi drgają. Wsłuchuję się w bicie własnego serca, tłumiące szmer pobliskiego strumyka. Suchy patyk zaczyna pękać pod moją łapą.

Zamieram.

Czekam.

Mija dużo czasu, zanim znów ostrożnie unoszę łapę. „Cicho” - powtarzam sobie. Czuję kolejny powiew powietrza. Nagle moją uwagę przykuwa jakiś szelest w pobliżu.

Ruszam dalej w mrok. Nadstawiam uszu. Ogarnięte paniką zwierzę jest blisko. Czy to jeleń? Przystaję znowu na dłuższą chwilę, któej cisze zakłóca jedynie brzęczenie nocnego owada i gwałtowne bicie mojego serca. Jak duże jest to zwierzę? Jeśli jest ranne, to nie będzie miało znaczenia, ze poluję sama. [...]”

- Prolog „Ukojenie”, Maggie Stiefvater

Powolutku skradałam się w kierunku ofiary, ostrożnie stawiając kroki. Wyczułam krew, więc jest ranne. Praktycznie czołgam się w jej kierunku. Jeszcze tylko kilka kroków, i już jest moja...

Uwaga, może być nieco drastycznie :I

Skaczę.

Szybkim ruchem wbijam pazury w moją ofiarę. Na moje szczęście, akurat był w pułapce zastawionej przez ludzi. Trzymając się pazurami, zaciskam szczęki na gardle zwierzęcia. Widzę, gdy wydaje ostatnie tchnienie i runie na ziemie, razem ze mną. Podnoszę się, odcinam pułapkę i daję znak reszcie z grupy polowania. Po chwili przybiega Matrix i Serin z całym workiem zajęcy. Po kilku minutach widzę Nix, która podlatuje z kilkoma większymi ptakami w dziobie. Wszyscy bierzemy martwego zwierza i ciągniemy do Leśnego Miasta.

Eh.. nie mam dzisiaj weny, jutro coś spróbuję :/

Przed przeczytaniem włącz Nutkę nr 1.

Riri

Zostałam przydzielona do grupy, która jest odpowiedzialna za owoce, zioła i inne roślinki do jedzenia czy opatrunków. Razem ze mną była jeszcze Saila, Unila, AhkBru i Masakra. My poleciałyśmy górą, szukając polanki, o której wspomniała nam Saila, a ona natomiast z Unilą biegły pod nami. W końcu dotarliśmy nad polanę. Wyglądała pięknie! Wylądowaliśmy na jej środku, po chwili przybiegły do nas dziewczyny. Usiadłam na jednym z kamieni i rozglądnęłam się. Dookoła polanki były drzewa, które przypominały ściany, przez które nikt się nie przedrze. Tylko z jednej strony było wejście, tak by zwierzęta nielatające także mogły tu dotrzeć. Na całej polanie było kilka większych kamieni, takich jak ten, na którym stoję, a przy drewnianych ścianach, które jak się potem okazało, były drzewami owocowymi, rosły krzaki z malinami, porzeczkami, jagodami, agrestem, jeżynami. Kawałek dalej było małe pole z truskawkami, a bardziej po prawej, rósł nawet winogron!

Z tego, co się dowiedziałam, ta polanka należy do Leśnego Miasta. Zeszłam z kamienia, wzięłam jeden z koszy, podleciałam do winogron i zaczęłam zbierać. Dziewczyny także zabrały się do roboty.

Ot taki next

NEXT

Po południu gdy wszystkie kosze były zapełnione, zbieraliśmy się już do powrotu do Leśnego Miasta.

- To co tam robimy jak wrócimy? - zapytałam dziewczyn.

- Ja tam chyba pójdę zobaczyć, jak się miewa Saila. Wiecie, trzy duże koty naraz to dość duży szok, jak dla niej. - odparła Sylian.

- Ja powymyślam nowe kawały. O już mam jeden. - oznajmiła Clary.
- Dawaj Masakra! - powiedziałam.

- No to pierwszy. W jakiej walucie płacą ptaki?

- Em... No nie wiem.

- Wróblach.

Wszyscy wybuchli śmiechem.

- Ej, ej! Mam kolejny. Jak nazywa się ptak w drzwiach?

- Nie mam pojęcia? A wy? - powiedziałam.

- Indor! - zaskrzeczała Masakra i zaczęła się śmiać, przez co o mało nie wleciała w drzewo. Dalej rozbawieni lecieliśmy w kierunku Leśnego Miasta. Gdy weszliśmy ze śmiechem na ustach dziobach i pyskach, coś nam nie pasowało. Miasto zwykle roześmiane i śpiewające, nagle wydawało się ciche i puste. Co dziwniejsze, nigdzie nie było widać zwierząt. Podlecieliśmy do punktu, gdzie zostawialiśmy jedzenie i poszliśmy się zameldować do Liniry, zebry, która zajmowała się rozdzielaniem jedzenia, że skończyliśmy naszą robotę. Była trochę przygnębiona, co jak na nią było dziwne.

- Hej, Linira, co jest? Czemu nikogo nie ma? - zapytała się Sylian.

- Ja wam nic nie... nie powiem. Nie... nie dam rady. Musicie... Musicie iść do Drzewa... Tam się wszystkiego dowiecie.

Za jej radą poszliśmy jak najszybciej w kierunku Drzewa. W mojej głowie kłębiło się miliard myśli, co się mogło stać. W Drzewie były chyba wszystkie zwierzęta. Ledwie przepchaliśmy się do przodu. Widok całej sceny zmroził nam krew w żyłach...

I tutaj was zostawiam xD W końcu moja wena wróciła do żywych (chyba). Za to możecie podziekować piosence Cleo - Bastet. Gdyby nie ta piosenka to pewnie nexta jeszcze długo byście nie zobaczyli :v Widzimy się w następnym nexcie ;) Bayo ;p

Shea

Wyszłam z komnaty, zaraz za dwoma tygrysami, którzy wynosili Sandrię. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Wciąż nie dowierzałam, że to co przed chwilą się stało, zdarzyło się naprawdę. Dosłownie piętnaście minut temu mówiła mi techniki wytwarzania bariery, a teraz... Już jej nie ma. W jednej chwili padła bez życia na ziemię. Stałam w wyjściu z jej komnaty, zupełnie jak posąg i wpatrywałam się w sam środek Drzewa, gdzie było pełno zwierząt. Przyszły chyba wszystkie z Leśnego Miasta. Wszyscy skłonili głowy, przed martwą lwicą albinoską, okazując jej szacunek. To ona, do tej pory wytwarzała barierę chroniącą Leśne Miasto. Nauczyła mnie jej wytwarzać, ale nie jestem tak silna, by ochronić całe miasto. Po prostu nie wierzyłam, że dam radę.

Po kilkunastu minutach Saila kazała przenieść ją do kaplicy. Wieczorem odbędzie się pogrzeb.

Wróciłam do jej komnaty i położyłam się tam, gdzie przed chwilą pokazywała mi tworzenie bariery. Skupiłam się całą sobą i powoli wiedziałam, gdy od mojego ciała robiła się coraz to większa bariera, która powoli otaczała las. Zamknęłam oczy i położyłam głowę na łapach. Znów wyszłam spoza swojego ciała i dryfowałam w przestrzeni. Przeszłam przez tłum zwierząt, by sprawdzić, czy bariera ogradza całe miasto. Przeszłam dookoła, dokładnie sprawdzając czy nawet najmniejsza gałązka nie wystaje poza nią. Gdy zbadałam całą barierę, udałam się, nadal w postaci ducha, na pogrzeb Sandrii.

Zgromadzenie Smoków

Zofira Przybyłam na zgromadzenie smoków. Przyszły po dwójce przedstawicieli każdej klasy. Ja i mój przyjaciel, Koszmar Ponocnik o imieniu Inferno przylecieliśmy zobaczyć, co się dzieje. Usiedliśmy tam gdzie zwykle, przy głazie, na którym były namalowane płomienie – symbole klasy ognistej. Tuż obok usiadł Śmiertnik Zębacz i Gruchotnik – klasa tropicieli. Dalej była kamienna – Gronkiel i Szeptozgon, ostra – Drzewokos i Zbiczatrzasł. Niedaleko w dość szerokiej rzece byli przedstawiciele klasy wodnej – Wrzeniec i Raziprąd. Obok wielkiej skały siedziały dwa smoki z klasy tajemniczej – Zmiennoskrzydły i Zbrojoskrzydły, który co chwila poprawiał sobie metalowy pancerz. Na największym kamieniu siedziała Nocna Furia i Wandersmok. Z klasy uderzeniowej. Spojrzałam w zielone oczy Furii, która raz po raz oglądała się, sprawdzając, czy wszystkie smocze klasy już są. Wandersmok ryknął, a wszystkie gady przerwały rozmowy i z zaciekawieniem popatrzyły na dwa smoki na skale.

- Uwaga wszystkie smoki! - zaczął Nocna Furia. - Leśne Miasto ma wielki problem! - kontynuował smok, a wszyscy popatrzyli po sobie. - Lwica, Sandria zmarła ostatniej nocy, z tego, co wiem, co my wiemy – tutaj popatrzył na Wandersmoka. - nie zostawiła Leśnego Miasta bez opieki. Jest tam inne zwierzę, które potrafi zrobić barierę, lecz powiedziano mi, że nie jest na to przygotowana, więc tym samym bariera może szybko osłabnąć, co może skutkować kolejną śmiercią.

moki zaczęły rozmawiać między sobą, lecz Wandersmok znów ryknął, a na polanie zapanowała cisza. Furia mówiła dalej.

- Musimy wyznaczyć przynajmniej jednego smoka, który może tam polecieć i ochraniać tamtejsze zwierzęta.

- Dlaczego my mamy je chronić? - obruszył się Śmiertnik Zębacz.

- Właśnie! Dlaczego? - dało się słyszeć głosy kilku innych smoków.
Zwiesiłam głowę i tylko czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Tym razem Furia strzeliła plazmą nad samym środkiem polany, po czym znów zapanowała cisza.

- Chyba muszę niektórym przypomnieć, gdy zwierzęta z Leśnego Miasta pomogły nam, gdy ludzi było zbyt wielu i ledwo dawaliśmy sobie radę z obroną Smoczej Góry. - powiedział groźnie, tym razem Wandersmok, który od dłuższego czasu siedział bez słowa.

- Właśnie. - Tutaj Nocna Furia skinęła głową na przyjaciela. - Czy ktoś jest chętny, by polecieć tam i obronić Leśnego Miasta w razie napaści na ludzi? Oczywiście, może polecieć więcej niż jeden smok.

Wystąpiłam do przodu.

- Ja chętnie polecę. - Powiedziałam. - Ktoś chce lecieć ze mną?
Obejrzałam się po całej polanie, lecz smoki udawały, że mnie nie widzą. Podeszłam do skały, na której siedziały Nocna Furia i Wandersmok.

Wyzwanie

Shea

Nadal wytwarzam barierę, ale jestem w poza ciałem. Jest właśnie pogrzeb Sandrii. Są wszystkie zwierzęta, a lwica leży na wielkim, jasnym kamieniu. Widze, jak pod drzewem siedzi Mira i Matrix razem z młodymi, obok nich jest Lagertha, Serin oraz Maron. Na drzewach rozpoznaję wśród ptaków AhkBru, Riri, Clary i Luke'a, a tuż obok siedzi Lillianna i Sylian. Nix i Talion razem pilnują porządku na polanie. Gryfce chyba spodobała się praca w „ochronie”.

W jednym momencie wszyscy się obróciliśmy. Na polanie za nami wylądował wielki, fioletowy gad. Podchodzę do smoka, który okazał się być smoczycą, teraz mogę lepiej się jej przyjrzeć. Rozgląda się swoimi jasnozielonymi oczami, uważnie obserwując całą polanę. Schowała swoje skrzydła zakończone szponami i podeszła porozmawiać z Sailą i Nairą.

Idę w kierunku Lagerthy i kładę się obok niej. Znów mam w pamięci scenę, kiedy Sandria po prostu zamyka oczy i wydaje ostatnie tchnienie.

Kilka wilków kopie dół, w którym lwica będzie pochowana. Nie mogę na to patrzeć. Uciekam stamtąd, byle jak najdalej w las. Obwiniam się, że może jednak powinnam tam być, lecz nie dam rady. Po raz setny dzisiaj idę się upewnić, czy bariera jest w porządku, staram się nie myśleć o tym wszystkim, co dzieje się na polanie.

Idę powoli i spokojnie, rozglądając się na wszystkie strony. Moją uwagę przykuł dziwny przedmiot, którego jeszcze godzinę temu tutaj nie było. Wygląda jak kula, która ma na sobie, jasnoniebieskie paski. Podchodzę bliżej, a to coś zaczyna świecić. Odsuwam się, ale to dziwnie mnie przyciąga do siebie. Kula wbija się lekko w powietrze, a z niej wylatuje błękitny promień, który tworzy hologram.
- Jinx. Wiemy, że to słyszysz, i wiemy, że to rozumiesz. Musisz się poddać. Opuść barierę, inaczej zrobimy coś złego twojej przyjaciółce. Kogoś ci nie zabrakło?
Nie mogę sobie nikogo przypomnieć. Widziałam Lagerthę na polanie, Felix już nie żyje, zatem kto? O nie... Wiem, o kogo im chodzi. W hologramie pojawia się czarna, skrzydlata klacz, związana i upokorzona.
- Oddasz się dobrowolnie, wypuścimy ją na wolność. - Widzę jak Hope kręci głową, żebym tego nie robiła. Jest związana i leży bezwładnie na podłodze, jakby sparaliżowana. - Nadal nie jesteś przekonana? Jesteś potrzebna nam tylko ty. Nie zabierzemy nikogo z waszego Leśnego Miasta. Myślałaś, że nie wiemy o barierze i o waszym istnieniu? Masz czas do jutra po południu. Inaczej zaatakujemy Leśne Miasto, a wtedy ty będziesz temu wszystkiemu winna.

Hologram znika, a kula odlatuje, prawdopodobnie tam, skąd przyleciała. Wracam pędem do Leśnego Miasta. Nie mogę zostawić Hope.

Jeśli się uda, postaram się jeszcze w tym tygodniu coś wrzucić. 3-majcie się i narka ;)

Poświęcenie

Dedyczek dla Poli1301 oraz Szeptozgonka :)

Biegnę ile sił w łapach do swojego ciała, po chwili jestem już przy nim. Znów jestem sobą, nie duchem. Powoli opuszczam barierę. Wychodzę z komnaty i ruszam w kierunku Przytuliska. Na szczęście, nikt nie może mnie zobaczyć, wszyscy są na pogrzebie Sandrii.

Jestem już przy miejscu, gdzie znajdowała się wcześniej bariera. Przechodzę powoli, sprawdzając, czy na pewno jej nie ma. Zniknęła. Biegnę w stronę starego laboratorium. Czuję, jak krew pulsuje mi w żyłach, moje serce bije coraz mocniej, lecz nie mogę biec szybciej. Łapy miarowo uderzają o ziemię, gdy biegnę. Przedzieram się przez gęsty las, obrywając co chwila po pysku niskimi krzewami.

W końcu jest. Staję przed tylnymi, białymi drzwiami. Siadam i czekam na ich ruch. Jestem pewna, że wiedzą, że tu jestem. Słyszę zgrzytnięcie, pode mną pojawia się klatka, która zaczyna otaczać mnie ze wszystkich stron. Nie ruszam się ani o minimetr. Gdy jestem już zamknięta, z laboratorium wychodzi czworo ludzi, ubranych na biało, z niebiesko-zielonymi maskami na twarzy. Po chwili wychodzi piąty, ubrany praktycznie tak samo, ale ciągnie za sobą czarną klacz. Rozpoznaję skrzydlatą Hope, wodzę za nią wzrokiem, kiedy oni ją wypuszczają. Chce wzbić się w powietrze, ale gdy tylko ogląda się za siebie i widzi mnie w klatce, chce zawrócić. Kręcę tylko głową, by leciała, niech nie ryzykuje.
- Hope... Leć do Leśnego Miasta, znajdziesz drogę. - Mruknęłam do niej cicho, a klacz na znak, że zrozumiała, kiwnęła mi głową i wzbiła się w powietrze.

Cztery osoby podnoszą klatkę ze mną i wchodzimy do laboratorium. Korytarze jak zwykle są ciemne, wilgotne i ponure. Prowadzą do pomieszczenia, w których są stanowiska do eksperymentów. Stawiają mnie na jednym ze stołów. Jest zadziwiająco czysto, odkąd byłam tutaj ostatni raz. Wszędzie jest aż porażająca biel, na suficie wiszą okropne, oślepiające lampy, wszędzie, gdzie wcześniej walały się igły i inne narządu do eksperymentów, teraz są, prawie że idealnie poukładane.

Wychodzę z klatki, nie stawiam oporu. Wiem, że wiedzą, gdzie jest Leśne Miasto i co mogą zrobić moim przyjaciołom...

Ktoś jeszcze oprócz Poli i Szepta to czyta? ;-;

Ene Due...

Wsadzają mnie do wanny. Nie zdziwiło mnie to, że woda jest zimna. Szorują moje futro, jakby chcąc doprowadzić je do jak największej czystości. Wcierają w sierść masę płynów, których zapach strasznie drażni w nos. Spłukują całą pianę i pozwalają wyjść, a raczej mnie podnoszą i niosą na kolejne stanowisko. Suszą moje futro, przez co staje się puszyste i miękkie. Prawdę mówiąc, jest to nawet przyjemne.

Lekko zamykam oczy, ale to im wystarcza, by wybudzić mnie ze stanu względnego spokoju. Przykuwają moje łapy do podłoża. Brzuch, szyję i ogon oplatają pasami, które mocują do chwytaka, który jest nade mną. Związują mi pysk. Jestem bezbronna. Zaczyna się koszmar.

Włączają jakieś urządzenia, strasznie hałasują. Zbliżają się niebezpiecznie do mojego ciała. Już po chwili wiem, co robią. Ścinają mi sierść. Wolę zamknąć oczy i udawać, że to tylko zły sen...

Po kilku godzinach budzę się w nowej klatce. Jest aż za sterylnie biała. Biel razi w oczy, wszędzie jej pełno. Przyglądam się sobie. Nie jestem już taka sama. Moja sierść, niegdyś gęsta, długa i piękna, teraz rzadka, krótka i matowa. Z puszystej końcówki mojego ogona nic nie zostało. Na szyi oczywiście mam obrożę, także wygląda jakby była nowa. Jest, jakżeby inaczej, biała, z małym urządzeniem, które wystaje mi z jej drugiej strony. Prawdopodobnie nadajnik.

Przychodzi kolejny facet w białym fartuchu. Przyglądam mu się spode łba. Ma w ręku smycz. Podpina mi go do obroży i wychodzimy z klatki. Zaczynają się eksperymenty.

Nie chcę was martwić, ale... zostało jeszcze tylko kilka nextów do końca historii. Więc mam do was pytanie, macie wybór. Wolicie, żeby nexty były częściej ale krótsze czy rzadziej ale dłuższe? Dla mnie to w sumie bez różnicy, bo tak czy siak, to się kiedyś skończy. Pod koniec roku planuje skończyć całkiem Animalsy. To chyba tyle ode mnie. Trzymajcie się i cześć ;)

'Nie, to nie next, ale jeszcze nie wyłączaj! Przychodzę do was z pytankiem. Jaki byście chcieli konkurs? Jak tak teraz patrzę to chyba pobiliście już dawno rekord komentarzy na jakimkolwiek moim blogu, z czego sie bardzo cieszę :D Ale... Nie mam pojęcia jaki byście chcieli konkurs i... czy w ogóle go robić czy wymyślić coś innego <ta druga opcja zajmie więcej czasu :v> No, to tyle jeśli chodzi o konkurs, a teraz druga sprawa, zrobiłam bloga z One-partami (po mojemu po prostu szorty), więc bardzo was tam zapraszam C: Wpis nazywa się' Jedna chwila...

Jestem pusta w środku. Nic nie czuję, chociaż wróć, czuję, jak mój cały świat się zawalił. Ale jednego jestem pewna. Moi przyjaciele są bezpieczni, a to jest najważniejsze. Powoli idę znów tym samym białym korytarzem, wchodzimy do rażąco sterylnego pomieszczenia, jakim jest laboratorium i podchodzę z jednym z naukowców do jednego z wielu stanowisk. Nie mam pojęcia, po co im ich tak dużo, przecież mają tylko mnie, a tylko na mnie im zależy. Przywiązują mnie do jakiegoś drutu i zaczynają. Niczym wyliczanka, wybierają co nanieść mi na skórę lub co wlać do pyska. Niemal słyszę ich szepty. „Ene due rike...”. Nie czuję kompletnie nic, kiedy chyba już za setnym razem wcierają coś w sierść. Padam nieprzytomna na ziemię. 

Czy to już koniec...?

Pamiętam to jak przez mgłę. Bitwa. Ludzie, kontra zwierzęta, ich eksperymenty. Były silne, zdawały się nie do pokonania. Naukowcy byli wgnieceni w ziemię, lecz... Jeden z nich otworzył czarną klatkę, w której zaświeciły się czerwononiebieskie, jakby smocze oczy. Bitwa jakby na chwilę się zatrzymała, wszyscy w nie spoglądali. Powoli wyszłam z klatki. Słyszałam ich ciche westchnienia ulgi, które jednak później przemieniły się w jęki strachu. Nie byłam już dawniej sobą. Krótka, matowa sierść, naostrzone duże metalowe pazury, długi ogon a do tego... Para biomechanicznych skrzydeł przyczepiona do grzbietu. Z moich oczu płynęła złość, na nich, na ludzi, na przyjaciół, na wszystko. Mój wewnętrzny głos podpowiadał mi, że to moi przyjaciele, że nie mogłam ich skrzywdzić. Oni przyszli mnie uratować, ale... Zaprogramowali mój mózg na niszczenie ich. Doszczętnie. Pamiętam jakby mechanicznie, rzucałam się na każdego z pazurami, chcąc wydrapać im serce. Nie mogłam tego powstrzymać, byłam jakby sterowana pilotem.

Wszystkie zwierzęta rzuciły się mi na pomoc, zapominając o ludziach. Wykorzystali te szanse i zaczęli do nich strzelać.
- Nie! - krzyknęłam i potrząsnęłam głową. Odeszłam od wszystkich. Nikt nie mógł do mnie podejść, mimo że słyszałam ich zmartwione głosy. „Shea, wróć do nas!” „Shea, proszę...” „Shea...”. Potrząsałam tylko głową, chcąc pozbyć się głupiego uczucia.

Coś jakby zadziałało, przeskoczyła zębatka, przestawiło się. Skoczyłam między przyjaciół a ludzi i zaryczałam głośno, niczym lew, lecz mi się wydawało, że nie wydałam z siebie najmniejszego dźwięku. Ludzie padli na ziemię, łapiąc się za uszy, z których pociekła krew. Zaczęli się powoli podnosić i... uciekać. Tak, uciekać przed swoim własnym tworem, nad którym stracili kontrolę.

Odwróciłam się w stronę przyjaciół. Przejechałam wzrokiem po każdym z nich. Mira, Matrix, Luke, Unila, Nix, Lagertha, Naira, Saila, Serin, AhkriinBruniik, Hope, Riri, Clary, Talion, Maron, Sylian, Lilian, a nawet Zofira... Po moim policzku spłynęła łza, lecz w środku jakbym nie czuła nic. Chcieli do mnie podejść, przytulić. Spojrzałam każdemu z nich w oczy, cofnęłam się o krok.

- Shea... To my... - powiedziała cicho Lagertha, idąc w moją stronę. Spojrzałam jej w oczy. Nie chciałam ich skrzywdzić, zależało mi na ich dobrze. Cofnęłam się znów o krok.

- Nie poznaje nas... - powiedziała Serin, podchodząc do Lagerthy.

Chciałam krzyknąć „Poznaję was, wiem, kim jesteście”, ale nie mogłam. Wolałam, by myśleli, że ludzie całkiem wyprali mi mózg. Cofnęłam się znów o krok.

- Shea... - powiedziała Hope, podchodząc kilka kroków do przodu, lecz szara łapa Lagerthy ją powstrzymała.

Nie chciałam ich krzywdzić. Cofnęłam się znów o krok i odwróciłam od nich. Zamknęłam oczy i potrząsnęłam głową. Spięłam mięśnie, poruszyłam biomechanicznymi skrzydłami i po chwili wahania wzbiłam się w powietrze. Nie wiem, co ludzie jeszcze mi zrobili, ale wewnętrznie czułam, że nie mogłam zostać z przyjaciółmi. Oddalałam się od nich coraz bardziej, kierując się w stronę gór, zaś po moich policzkach spływały coraz to świeższe łzy, płynące strumieniami.

Od tamtego czasu minęło kilka lat. Nadal się o nich boję. Czuję się jak czasowa bomba, która nie wie, ile czasu zostało jej do końca, by wybuchnąć, ale... Czuję, że to będzie niedługo. Westchnęłam i położyłam głowę na łapach, patrząc w oddali na las, w którym mieszkają moi przyjaciele. Dawno bym ich już nie widziała, gdyby nie polepszony wzrok, który jak wszystko zresztą, zrobili mi ludzie. Oddałabym wszystko, byle móc ich spotkać raz jeszcze. Żałuję, że nie pożegnałam się wtedy z nimi... Na moich policzkach znów poczułam płynące łzy.

Now it's time to say goodbye

But starting now a brand new life

And I ask myself

"Where do I go from here?"

(Where do I go from here?)

I'm scared about a million things

I don't know what the future brings

And I ask myself

"Where do I go from here?"

(Where do I go from here?)

I'm stading at the cross roads

looking for the way

My life will never be the same

Where do I go from here?

Can anybody is my sorrow?

I'm afraid because I got so much to lose

Where do I go from here?

I'm having visions of tomorrow

But I don't know which patch I got choose

Holding on to hear you now

'Cuz life is turning on upside down

And I ask myself

"Where do I go from here?"

(Where do I go from here?)

And all the friends I had before

Will they last forever more?

And I ask myself

"Where do I go from here?"

(Where do I go from here?)

I'm stading at the cross roads

looking for the way

My life will never be the same

Who are you?

Who am I?

I'm not the girl I used to be

Or is wrong?

Or is right?

Guessing what the future holds for me

Everthing has changed

and it feels so strange

Where do I go from here?

I really don't know

Ohhh Ohhh Ohhh

Where do I go?

Shea Dragon

Więc, tak, to już koniec. I opowiadania "Animals" i mojej działalności na koncie Cornoctis. Dziękuję wam wszystkim, za to że byliście, że być może jeszcze jesteście i jeśli kiedyś się spotkamy, to dziękuje wam też za to, że będziecie mnie pamiętać. Tak jak mówi ta piosenka, "Gdzie stąd pójdę?". Sama jeszcze nie wiem. 

Właśnie, "mojej działalności na koncie Cornoctis" co to znaczy? Kończę z tym kontem, ponieważ wraz z nim, skończył się pewien rozdział w moim życiu, a zaczyna się nowy. Idę do nowej szkoły, poznam nowych ludzi, więc chciałabym zacząć od nowa. I to wszędzie, nie tylko w życiu, ale też na wiki. Będzie mi miło, jeśli ktoś mnie gdzieś rozpozna, być może na czacie, lub w moich opowiadaniach :) Na razie jeszcze niczego nie planuję, choć może... Nie wiem. Wszystko się okarze.

Chciałabym podziękować wam wszystkim i również każdemu z osobna. Onyksie, Wilczycy, Citełowi, Poli, Ilitce, Szarlotce, Resqiu, Yetkowi, Marzycielce (DreamGirl), Agadoo, Hołpowi, Ararunie, Pozytywnie Rombniętej, Szeptowi, Czkastrid Fance, Saphi i  za to, że po prostu tu jesteście i czytacie moje pożegnanie. 

Coś się kończy, coś zaczyna, tak już jest w życiu. 

Dziękuję wam bardzo i do zobaczenia następnym razem

Trzymajcie się

Po raz ostatni

~Wasza Corn 

Spis Nutek

Nutka nr 1

8 Hour Nature Sound Relaxation-Soothing Forest Birds Singing-Relaxing Sleep Sounds-Without Music

8 Hour Nature Sound Relaxation-Soothing Forest Birds Singing-Relaxing Sleep Sounds-Without Music

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA o ile nie wspomniano inaczej.