FANDOM


Hej :) Z tej strony CzkAstrid Fan i Tajemniczy Jeździec :3

Kolejne opko pisane we dwie.

Info:

-opko nie dla osób, które nie są fanami horroru, czyt: Krew, mord i flaki

-przepraszamy za wszystkie błędy

-dzieje się w teraźniejszości

-Trochę (ale tylko trochę) bazowane na grze "Lucius"

-nie będzie to opowiadanie o tematyce wikii

Zaczynajmy :)


Rozdział 1


Dwie małe dziewczynki kuliły się z zimna na ulicy. W zimowe popołudnie, odziane tylko w podarte sukieneczki siedziały na mrozie pod kamienną, brudną ścianą. Ludzie mijali je obojętnie. Przytulały się do siebie, byle troszkę się ogrzać. Nikt nie przejmował się ich losem. Dla nich mogły zamarznąć na śmierć. Głodne, zziębnięte i brudne siedziały na ulicy, a za nimi na ścianie, napisane kredą "Szukamy domu". Ludzie szli dalej, nikt się nie zatrzymał, nikt na nie nawet nie patrzył. Jedna miała długie, brązowe włosy, poczochrane od wiatru, z brudną, zieloną kokardką.

Oczy jarzyły jej się jak dwa, małe szmaragdy. Niemal biała twarz i sine usta były obrazem nędzy i biedy. Ubrana w brudną, podartą sukieneczkę, kiedyś w odcieniach pastelowej zieleni, teraz poplamioną od błota ulicy. Druga miała blond włosy i szare oczy, fioletowe usta i blada cera dopełniały obrazu. Poszarzała kokardka, zawiązana niedbale na jasnych włosach, powiewała na wietrze. Nosiła jasnoniebieską, niemal białą, poszarpaną, brudną sukienkę. Kuliły się pod brudną ścianą, prawie umarły z głodu, prawie zamarzły na śmierć...


Wiele miesięcy później


-Julka, idziesz?-spytała Kasia

-Już, już...dopakuje tylko zeszyty!

Tego dnia siostry pierwszy raz szły do szkoły. Powinny one już od sześciu lat do niej uczęszczać, ale co chwila zmieniały rodzinę zastępczą, i tak miały dużo szczęścia, że nareszcie mieszkały same. W pierwszy dzień szkoły siostry ubrane były nienagannie czysto, kiedyś to były ubrania ze snów, dziś to były tylko koszulę, krawaty, podkolanówki, lakierki i spódniczki. Swoją drogą... i tak ich życie bardzo się zmieniło. Z ulicy przeniosły się do małego mieszkania w bloku, kiedyś mogły tylko o tym pomarzyć.

Najbardziej ze wszystkich pomieszczeń lubiły sypialnie.

Łóżka, zasłane czystą, świeżą pościelą, stały po obu stronach ścian, naprzeciw drzwi stały dwa biurka, a nad nimi wielkie okno z widokiem na miasto. Obok drzwi stała szafa i komoda, a na ścianie wisiały oprawione zdjęcia dziewczyn. W mieszkaniu mieściła się też kuchnio-jadalnia, łazienka i salon. Pod ścianą w saloniku stał duży, stary kredens. Pełno w nim było porcelanowych figurek i gustownej zastawy. Jednak dziś to dawne cudo stało się zwyczajne. Jako iż dochodziła 8 siostry zbierały się na rozpoczęcie roku. Zarzuciły na ramiona plecaki i wybiegły z mieszkania w kierunku małej szkoły, jakich wiele, ale to się miało zmienić.

Po krótkim przemówieniu dyrektora i powitaniu nowych uczniów zaczęło się oficjalne rozpoczęcie. Po nim uczniowie wraz z nauczycielami rozeszli się do swoich klas. Nie była to duża szkoła, była malutka. Było w niej tylko 6 klas, i to dzielonych tylko na klasę pierwszą, drugą, trzecią i tak dalej. Szkoła ta mieściła się w słabo zaludnionej części miasta, więc nic dziwnego, że uczniów nie było zbyt wiele. Zaledwie 94. Kasia i Julka usiadły na samym końcu klasy w jednej ławce. Patrzyły wilkiem na wszystkich szóstoklasistów i nauczycielkę. Ta przywitała wszystkich

-Witam was bardzo ciepło i serdecznie! Ja nazywam się Beata Nowak. Mam nadzieje, żę wszyscy będziecie dobrze czuć się w tej klasie. Sprawdźmy listę obecności...

Po wykonaniu tejże czynności zaczęła się pierwsza lekcja. Siostry omiatały całą klasę spojrzeniem, nie przerywając zapisywania notatki, dyktowanej przez panią. Ich pióra skrobały cicho o kartki zeszytów. Gdyby ktoś przyjrzał się im uważnie, mógłby dostrzec niepokojące przebłyski w ich oczach.

Gdy lekcje dobiegły końca obie siostry wyszły ze szkoły z kamiennymi twarzami. Wróciły do swojego mieszkania. Ustawiły bez słowa swoje tornistry pod ścianą i zajęły się swoimi sprawami. Kasia usiadła na blacie w kuchni i majtała nogami wpatrzona w nicość, a Julia usiadła przy stole i zaczęła pisać wypracowanie na polski. Po kilku minutach ciszy Kasia odezwała się

-Dlaczego nasi rodzice nas porzucili....?

Julia westchnęła, wstała od stołu i podeszła do siostry

-Hej, przerabiałyśmy to już...Nie wiem.

Ale skłamała, obie wiedziały...tak jakby...


kilka godzin później


Siostry szykowały się do snu. Przebrane w piżamy myły zęby wpatrzone w lustra. Kasia związała włosy w kucyka, na sobie miała szare shorty, zieloną koszulkę z ciemniejszymi rękawami i z misiem na brzuchu. Julia włosy miała jak zwykle rozpuszczone i trochę poczochranę. Nosiła luźną, niebieską koszulkę z napisem "Time to sleep" i żółtę shorty. Gdy skończyły, weszły do sypialni, ale nie poszły jeszcze spać, jak zawsze musiały pogadać. Od najmłodszych lat tak robiły.

-Co sądzisz o nowej szkole?-spytała blondynka

-Jest ok...A ty?

-Coś mi mówi, że będzie...ciekawie.

Jej siostra pokiwała głową

-...Dobranoc.

-Dobranoc.


Rozdział 2


Kolejny dzień w szkole zapowiadał się zwyczajnie, był nawet taki w rzeczywistości. Lekcje minęły spokojnie, co prawda Julia i Kasia czuły się nieswojo w towarzystwie obcych rówieśników, więc przerwy spędzały razem, w szkolnej łazience.

Jednak po lekcjach pani poprosiła dziewczynki, aby zostały. Zaprowadziła je do pokoju nauczycielskiego. Pokój był całkiem ładny, ściany były pomalowane na delikatny morelowy kolor, a meble były z jasnego drewna. Okno wyglądało na tył szkoły, więc widać było boisko, kilka witryn sklepowych, a dalej sosnowy las. Na środku pomieszczenia znajdował się długi stół z wieloma krzesłami, a obok wysokiej szafy stała błękitna kanapa. Pani wskazała na kanapę, a siostry spojrzały sobie w oczy po czym usadowiły się w dwóch oddzielnych końcach.

-Chciałabym was o coś poprosić - zaczęła pani - czy mogłybyście przyjść jutro do szkoły z rodzicami?

-Nie mamy rodziców. - pierwsza jak zwykle odezwała się Julia.

-Jesteśmy adoptowane. - dokończyła Kasia

-W takim razie czy mogłybyście przyjść do szkoły ze swoimi opiekunami? - Pani zacisnęła smukłe palce na zielonej spódnicy.

-Nie - rzuciły stanowczo obie siostry i wstały z kanapy.

-Dziewczynki, zaczekajcie.

Pani również wstała, przybrała dziwnie srogą minę i zagrodziła drzwi Kasi i Julii.

-Może zechciałybyście mi wyjaśnić, czemu wasi opiekunowie nie mogą pojawić się w szkole?

Kasia wywróciła oczami

-Po prostu nie przyjdą - oświadczyła Julia z lekceważącą miną.

-Więc podajcie mi do nich numer telefonu - zażądała wychowawczyni.

-Nie! - fuknęła Kasia. Na koszulkach obu dziewczyn pojawiły się czerwone plamki.

Siostry z niewyobrażalną siłą odepchnęły nauczycielkę, doskoczyły do drzwi, przekręciły klucz w zamku, wyciągnęły go i złamały.


Następnego dnia


Następnego ranka w drodze do szkoły, ktoś podrzucił Julii gazetę. Lekcje dla uczniów ich szkoły zostały odwołane, zniknęła nauczycielka matematyki, wychowawczyni klasy szóstej.

-Zobacz siostrzyczko - mówiła z udawanym współczuciem Julia

-Ciekawe co się jej stało - dziewczyny ruszyły z powrotem do domu. - pewnie zabiły ją jakieś złe demony.

Kasia i Julia roześmiały się. Przyspieszyły kroku.

Kiedy znalazły się z powrotem w domu - z siatką słodyczy - rzuciły się na kanapę i włączyły telewizor.

Leciały właśnie widomości. Na każdym kanale. Policja już znalazła ciało nauczycielki, zmasakrowane, większość kości połamanych, oczy wyrwane z oczodołów, poderżnięte gardło, spuszczona krew.

Siostry szczerzyły się od ucha do ucha. Kasia rzuciła Julii spojrzenie, które wyraźnie coś sugerowało. Julia kiwnęła głową. Kasia sięgnęła pod łóżko i wyjęła małą buteleczkę wypełnioną szkarłatnym płynem.

-Kolejna do kolekcji-szepnęła Julia

Wzięła buteleczkę od siostry i podeszła do starego kredensu otworzyła, jeden z porcelanowych dzbanuszków, włożyła buteleczkę do środka i zamknęła. Kolekcja się powiększa

Mało było już w nich z człowieka. Zostało jednak trochę wspomnień. Większość z nich i tak znały tylko ich wewnętrzne ja.

Jako małe dzieci, Kasia i Julia były w pełni ludźmi. Rosły w szczęśliwej rodzinie. Zaczęła się ich stopniowa przemiana; niekiedy czerwone przebłyski w ich oczach, potem ich twarze straciły całą dziecinną radość.

W wieku 4 lat zamordowały swoich rodziców, trafiły na ulice.

Opko 2

Arcik :3

Z tamtego miejsca - bardziej z obowiązku niż z chęci - jakaś staruszka zabrała je do sierocińca. Ale za każdym razem, kiedy chociaż jedna z nich była adoptowana, po kilku dniach wracała. Każej rodzinie przytrafiał się "nieszcęśliwy wypadek" i każda z nich przewracała się w grobie.

Mimo to dziewczynki zachowały ludzkie cechy: szczątki współczucia, umiejętność odczuwania radości. W końcu uciekły.

Znowu wylądowały na ulicy. Zainteresowała się nimi pewna bogata para. Przez dłuższy czas było dobrze, jednak gdy para dowiedziała się, że siostry nie są normalne chcieli oddać je z powrotem do sierocińca. Wtedy nie wytrzymały. Zabiły ich. Z zimną krwią, a ich demony wreszcie wyżarły z nich ostatnie ludzkie cechy. Został im tylko ludzki wygląd, umiejętność jedzenia i spania.

Rozdział 3


Kolejnego dnia lekcje odbywały się normalnie. Nauczyciele nie chcieli wyjawić sposobu śmierci nauczycielki. Większość dzieciaków nawet nie wiedziała, że matematyczka nie żyje. Mało kto ogląda wiadomosci. Wszyscy przyszli ubrani na czarno, z nosami na kwinte snuli się po korytarzach. Jedynie siostry przyszły ubrane w normalne stroje. Nauczyciele patrzyli na nie krzywym okiem, ale nic nie powiedzieli.Jako iż był to ciepły, piękny dzień, dziewczyny wyszły na dwór. Usadowiły się samotnie na ławce przy boisku.

-Nie rozumiem smutku tych ludzi.-powiedziała Julia bez rzadnych uczuć w głosie

-Ja też. Przecież ten dzień jest taki piękny.

Nagle Kasia krzyknęła

-Julia, uważaj!

Julia spojrzała w stronę, gdzie patrzyła sie jej siostra. Jak zawsze w chwilach, gdy coś miało ją uderzyć poprostu patrzyła się na piłkę, nieuchronnie zblizającą się do jej twarzy. Uderzyła dziewczynę tak mocno, że siła zrzuciła blondynkę z ławki. Wsparła się na łokciach. Piłka zostawiła jej czerwony ślad na policzku. Po chwili podbiegli do nich chłopcy. Roześmiani wzięli piłkę.

-Uważaj, sieroto!-krzyknał Piotrek

Kasia patrzyła się przez chwilę na siostrę, po czym przeniosła wzrok na Piotrka

-Masz ja przeprosić!

Chłopaki roześmiali się.

-Bo co?

Julia podniosła się z ziemi i podeszła do Piotrka. Jej oczy kilka razy błysnęły czerwonym światłem.

-Masz. Mnie. Przeprosić!

-Nie odzywaj się, sieroto.

Chłopaki roześmiali się i pobiegli z powrotem na boisko, kontynuować mecz.

-Mam nadzieje, że zginą-uśmiechnęła się Kasia.

-Ja też...-Julii wrócił humor


Kilka godzin później


Lekcje dobiegły końca. Siostry założyły tornistry i szły w stronę domu. Jednak zerkały co jakiś czas na Piotrka. Wsiadł na swój rower i odjechał. Nawet nie był świadomy, jak bardzo ułatwił im robotę. Ich oczy znów zaiskrzyły się czerwienią.Śledziły go wzrokiem, aż pod jego dom. Spojrzały na siebie porozumiewawczyo i wróciły do domu. Pozostało im czekać. By umilić sobie czas postanowiły porozmawiać przez planszę do rozmowy z duchami. Jeżeli ich demoniczne moce nie były używane przez dłuższy czas zaczynały słabnąć, a wtedy dziewczyny odczuwały bolesne kłucie w klatce piersiowej, aby więc nie odczuwać bólu siostry musiały używać planszy. Usiadły po turecku na podłodze, pomiędzy nimi leżała plansza. Julia spóściła wzrok, po czym spojrzała na Kasię. Gwiazdka z kółkiem w środku zaczęła latać po alfabecie.

-" Cześć siostrzyczko"

Gdy gwiazdka zatrzymała się na "o" Kasia przez chwile wpatrywała się w planszę. Gdy znów podniosła wzrok na siostrę gwiazka znów zaczęła jeździć po literach

-"Cześć"

Zaczęły powtarzać te czynności, aż z liter ułożyły się zdania, a ze zdań dialogi.

-"Nie lubie tego Piotrka"

-"Ja też nie. Trzeba będzie się go pozbyć"

-"Działa mi na nerwy"

-"Za grosz kultury"

-"Wiesz na co mam ochotę?"

-"Wiem"

Obie spojrzały na plansze. Gwiazdka zaczęła się poruszać ze zdwojoną szybkością. Siostry poruszały nią jednocześnie.

-"Wróciiiiiiiiiiiiii....!"

Spojrzały sobie w oczy. Znów błysnęły w nich czerwone iskierki. Podeszły do kredensu i otworzyły go. Wyjęły porcelanową cukiernice, malowaną w pastelowe różyczki, usiadły z nią na podłodze, przy niewielkim stoliku, na którym postawiły naczynie. Zdjęły przykrywkę i zaczęły grzebać w cukrze. Po chwili z białych kryształków wyłoniła się czarna, misternie rzeźbiona końcówka buteleczki. Wyjęły szklany pojemniczek z rubionową cieczą. Przykryły cukierniczkę i odsunęły ją na bok. Przez chwilę dziewczyny patrzyły sobie w oczy, po czym sięgnęły za swoje karki i rozpięły niewielkie kółeczko. Zdjęły swoje naszyjniki, starannie ukryte pod koszulami.

Naszyjniki były ze srebra i niewielkich rubinów. Kilka srebrnych niteczek sztywno oplatało kryształy. Wyżej, nad rubinami było przymocowane pojedyncze skrzydło - niby skrzydło maleńkiego kruka. Lewe - na naszyjniku Julii. Prawe - na naszyjniku Kasi.

Siostry wyszczerzyły zęby w szaleńczym uśmiechu. Zanurzyły oba naszyjniki w krwi. Następnie zawiesiły je na swoich szyjach, łańcuszki idealnie układały się na ich kościach. Pojedyncze krople szkarłatnej posoki spływały wolno po ich zimnej skórze. Dziewczyny przestały już mrugać, chłonęły wzrokiem, jak świeżo naładowane demoniczną energią rubiny jarzą się słabym blaskiem.

-Na ile wystarczy? - zapytała szeptem Julia.

-Na dzień, może dwa... - odpowiedziała jej brunetka z nieobecnym wzrokiem skierowanym ku buteleczce z krwią.

Taka energia była niezbędna demonom na ziemi. Bez niej ich serce przestawało bić...

Tak, demony mają serca: Kasia i Julia czuły to pod opuszkami palców, kiedy dotykały swojej klatki piersiowej, gdy nie były pewne, czy naszyjniki nadal tam spoczywają. Ich serca biły wolniej - jedno uderzenie co jakieś trzy sekundy. Teraz, gdy energia dawała im nową siłę może raz na dwie...


Następnego dnia


Kolejny dzień w szkole okazał się udręką... dla wszystkich uczniów. Zimne spojrzenia sióstr przeszywały ich na wylot, uśmiechy bez radości przyprawiały o dreszcze. Nawet nauczyciele byli zaniepokojeni nieobecnymi - i zawsze prawidłowymi - odpowiedziami na pytania.

Julia i Kasia usłyszały parę obelg od Piotrka. Biedak, nie wiedział jeszcze, jak bardzo sam sobie szkodzi. Demony żywią się cierpieniem, cudzym lub swoim, więc każde złe słowo wypowiedziane pod ich adresem, było kroplą w czarze, a każda kropla mogła ją przepełnić i zdecysować o losie chłopaka.

Wieczorem, kiedy Piotrek przebywał na boisku z tyłu szkoły, dziewczyny udały się na krótki spacer.

-Śliczna pogoda - stwierdziła Kasia -co o tym sądzisz siostro?

-W pełni się z tobą zgadzam - przysiadła na ławce obok boiska.

-Sieroty. - głos dobiegł spod bramki. - Sieroty!

Julia uniosła brwi i spojrzała na siostrę. Kasia kiwnęła głową. Obróciły się i z wolna ruszyły ku Piotrkowi. W połowie drogi rozdzieliły się i podeszły do Piotrka z dwóch stron. Oczy chłopaka latały od Kasi do Julii i z powrotem. Zaczął iść tyłem, aż jego plecy oparły się o zimny słupek. Na jasnych T-shirtach dziewczyn wykwitły szkarłatne plamy - niby kwiaty na sercu. Piotrek patrzył z przerażeniem.

-Spij dobrze

Rozległ się wrzask.

Jedno ludzkie życie dobiegło właśnie końca.

Kolejna buteleczka czerwonej posoki trafiła do porcelanowej zastawy. Tym razem-dzbanka

Rozdział 4


Kolejnego dnia znaleziono ciało chłopca porzucone na szkolnym boisku. Piotrek był jeszcze bardziej zmaskarowany niż matematyczka. Miał połamane kości, wyrwane rzebro, wydłubane oczy, wyrwany język, wyłamane zęby, podcięte gardło i wargi rozciete w diabolicznym uśmiechu. Na dodatek brzuch był rozcięty, a wnętrzności wypłynęły na zewnątrz. Gdy siostry przyszły do szkoły znów wszyscy ubrani byli na czarno. Rzaden z nauczycieli nie mówił o znalezieniu ciała. Niczego nie świadome dzieciaki chodziły jak gdyby nigdy nic po boisku i nawet nie wiedziały, że chodzą po miejscu zbrodni. Jak wcześniej ani Julia, ani Kasia nie przyszły w strojach żałobnych. Założyły po prostu trampki, jeansowe shorty i T-shirty.

-Czemu wszyscy są tacy niepocieszeni...?-spytała Kasia

-Nie wiem...Ja bym się cieszyła.

-Ja też.

Uśmiechnęły się, jednak jak zazwyczaj bez radości. Poszły korytarzem na biologie. Jak raz cieszyły się z lekcji. Dziś mieli robić sekcje szczura. Gdy zadzwonił dzwonek na lekcje pierwsze stały pod drzwiami sali przyrodniczej. Nauczyciel rozdał wszystkim nienagannie czyste fartuszki, okulary ochronne i zestaw skalpeli. Siostry wzieły się do pracy. Bardzo dla nich przyjemnej, dla żyjącego jeszcze szczura...nieco mniej. Obie dziewczyny z chirurgiczną precyją zaczęły ciąć zwierzątko, piszczące ze strachu i bólu.


Kilkanaście minut później


Nareszcie skończyły. Zadowolone patrzyły na swoje dzieło. Ich białe fartuszki opryskane rubionową posoką i pochlapane krwią okulary wieńczyły scenkę. Szczurek leżał w kałuży czerwonej cieczy, sączącej się z licznych ran ciętych i kłutych. Miał roztrzaskaną czaszkę, wydłubane oczy, rozpruty brzuch i ponacinne łapy. Dodatkowo większość wnętrzności leżała sobie obok niego w kałuży krwi. Szczęka była wyrwana, niektóre kończyny wygięte były pod dziwnymi kątami. Siostry spoglądały to na szczura to na zdębiałego nauczyciela.

-Chciałbym, żebyście zostały na przerwie.

-Dobrze prosze pana.-beznamiętnie odpowiedziały jednocześnie, patrząc w punkt przed siebię.

Akurat zadzwonił dzwonek. Jako iż była to ostatnia lekcja większość uczniów radośnie wybiegła z klasy rzucając niedbale fartuchi okulary do pudełek.

-Jestem zaniepokojony waszą pracą na lekcji.-powiedział stanowczo

-Nie ma czym, prosze pana.-uśmiechnęła się ponurym uśmiechem Kasia

-Ale...

-To tylko zajęcia, nigdy byśmy muchy nie skrzywdziły.-wytłumaczyła szarooka-Nie ma powodów do obaw.

-Dziewczynki, wasze zachowanie przekonuje mnie jeszcze bardziej do wezwania szkolnego psychologa i zawiadomienia waszych rodziców.

Siostry wymieniły porozumiewawcze spojrzenia.

-A można było tego uniknąć...Życzymy panu słodkich snów...

W ich oczach błysnęła czerwień, uniosły skalpele. Nauczyciel cofnął sie o krok, ale to go nie uchroniło.

Napełniwszy starannie kolejną fiolkę, mającą trafić do posrebrzanego naczynia na łyżki, schowały ją w kieszeni.


Wyszły z sali zamykając ją na klucz. Idąc korytarzem napotkały Marię. Dziewczyna chodziła z nimi do klasy. Była pół azjatką, co można było zauważyć po lekko skośnych, ciemnych oczach. Miała długie czarne włosy z równą grzywką. Była szkolną kujonką. Zmierzyła siostry lekko przestraszonym, podejrzliwym wzrokiem.

-Od czego macie takie plamy na bluzkach?

Spojrzały po sobie. Rzeczywiście, ich jasne T-shirty miały szkarłatne plamy. Nieco zmieszane spuściły na chwilę wzrok.

-To plamy z truskawek...jadłyśmy własnie...-odpowiedziała jej Julia

Maria zmierzyła je wzrokiem jeszcze raz. Nie była osobą, którą łatwo przekonać. Przcisnęła książki, które właśnie niosła do piersi i minęła je z wyższością. Obie siostry oddaliły się szybkim krokiem, oglądając się co chwila i trzymając się obórącz za brzuchy, starając się ukryć plamy. Maria spojrzała na nie ostatni raz, zanim zniknęły na klatce schodowej. Wyjęła z kieszeni długą szpilkę krawiecką o karminowej główce i wpięła ją w swojego koka. Lepiej być ostrożnym...Od tego dnia będzie je miała na oku.


Droga do domu minęła spokojnie. Z beznamiętnymi uśmiechami Julia i Kasia weszły do sklepu, kupiły jakieś bułki. Ich ludzka część nadal potrzebowała jedzenia, więc dziewczyny je zapewniały. Tymczasem na zewnątrz padało. Woda płynęła rynnami i wpadała do ogromnych kałuż. Zwykle kolorowe witryny sklepów nie były już takie radosne. Szarość jakby pochłonęła te część miasta.

Nagle Julia uniosła trzy środkowe palce. Ich znak ostrzegawczy - ktoś je śledził. Kasia odwróciła się na pięcie, za nimi bezszelestnie podążały dwie dziewczynki, na oko jakieś dwa lata młodsze od Kasi i Julii.

Małe podeszły do nich.

-Ch-chciały-łybysmy się zap-pytać - jąkała się jedna z nich, drugiej trzęsły się kolana - s-skąd macie te-e naszy-szyjniki..

-Nie twój interes, młoda. - rzuciła z niesmakiem Julia

-Ale... - odezwała się ta druga - m-może mogłybyście je nam poż-życzyć. Pójdziemy do złotnika, wy-wyrobimy sobie podobne i jutro je wam oddamy...

-A może nie? - zapytała sarkastycznie Kasia

-Proszę?

-Nie! - fuknęły obie siostry. Ich oczy na krótki moment zabłysły czerwienią, ale tym razem odwróciły się i szły dalej.

Jednak młodsze dziewczynki nie usłuchały, na palcach podeszły do nich. Spróbowały rozpiąć łańcuszek Kasi, ale Julia zareagowała natychmiast. Z furią odtrąciła ręce dziewczynek, wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Kasią i odezwała się po chwili.

-Chodźcie z nami, do naszego domu....

-Damy wam - podjęła Kasia - takie wisiorki tylko, że... niebieskie... - wymyśliła na szybko - Okay?

Czwartoklasistki rozpromieniły się. Jakże ufne były ich małe, blade twarzyczki. Jakże naiwne

Małe podążały za nimi do ich mieszkania. Uśmiechnięte, podskakując z nogi na nogę zadowolone weszły za nimi na 13 piętro, gdzie mieszkały. Siostry otworzyły im drzwi i gestem zaprosiły do środka. Roześmiane dziewczynki weszły do środka, a gdy wszystkie weszły Kasia zamknęła za nimi drzwi na klucz. Czwartoklasistki patrzyła na nie z iskierkami w oczach, oczekując nowych błyskotek.

-Emm...pamiętacie, jak mówiłyśmy, że damy wam takie naszyjniki?-spytała Julia

-Aha!-ochoczo pokiwały głowami

-No cóż...-zaczęła Kasia

-Kłamałyśmy.-dokończyła blondynka

Z twarzy dziewczynek zniknął uśmiech, a na jego miejsce wstąpiło rozczarowanie. Iskierki w oczach przestały błyszczeć.

-Ale nie miejcie nam za złe...-uśmiechnęła się psychicznie Kasia-potrzebujemy świerzej krwi...bez niej naszyjniki nie były by tak piękne i użyteczne...

Małe dopiero teraz zrozumiały, z kąd naszyjniki miały tą piękną, krwistą barwę. Pobladły

-A-aaa...z kąd macie t-tą krew-w...-jąkała się jedna z nich

-Oh...jeżeli naprawdę chcesz, to z chęcią ci pokażemy...-Julia uśmiechnęła się psychopatycznie.-podejdź poprostu

Jedna z czwartoklasistek podeszła do Julii, najwyraźniej z cichą nadzieją, że to żart, że dostaną swoje wymarzone naszyjniki. Blondynka uklękła przy niej i szepnęła jej na ucho

-It's time to die...

Dziewczynka nie zdążyła zareagować, w chwili gdy zrozumiała znaczenie tych słów i to, co się z nimi wiązało było za późno. Ostrze przeszyło miękkie ciało dziewczynki na wylot. Rozległ się wrzask drugiej, po kilku chwilach podzieliła jej los


Godzinę później


Woda spłynęła, pochłaniając ostatnie krople krwi, które Kasia zmywała z włosów i skóry. Letni prysznic był orzeźwiający. W tym czasie Julia wycierała podłogę. Na szczęście panele były z drewna wiśniowego i niedotarte plamy wpasowały się kolorystycznie. Brunetka wyszła z łazienki, przebrana w świerze ubrania i osuszając mokre włosy ręcznikiem.-

-Daj, pomogę ci...-uklękła przy niej

-Nie, nie siostrzyczko, nie trzeba...ty już wyczyściłąś swoją część.-Julia potrząsnęła wilgotnymi włosami.

Trzeba przyznać, że to morderstwo dało im najwięcej satysfakcji. Najbardziej, gdy z psychopatycznym śmiechem zaczęły się tarzać w zwłokach. Co prawda sprzątania było po tym dość dużo, ale było warto. Ciała dziewczynek zrzuciły przez okno do śmietnika, stojącego na parterze. Gdy skończyły wstawiły dwia szklane pojemniszki do filiżanek.

-To co? 5 morderstw na karku, a nikt nas nie podejrzewa...-uśmiechnęła się bezuczuciowo Kasia

-Taa...Mam nadzieje, że już rzadna małolata nie przyczepi się do nas z proźbą o naszyjnik.

-Ja też. Przy okazji...dzieki, prawie mi go zciągnęły.

-Jestem twoją siostrą, nie pozwoliłabym, żeby serce przestało ci bić.

Rozdział 5


Następnego dnia zaginięcie dwóch dziewczynek zosatało odnotowane. Nikt nie zadał sobie kłopotu, żeby szukać ich w kontenerze pod blokiem. Dla nich-zniknęły bez śladu, znaleziono też ciało nauczyciela biologi. Czarny kolor zdawał się być modą tej szkoły. Ale siostry nie przejmowały się modą. W swoich zwykłych ubraniach z zadowolonymi minami chodziły dumnie korytarzami. Jak przez cały tydzień pogoda była piękna. Kasia i Julia wyszły na zewnątrz. Swobodnie przechadzały się naokoło boiska, wolnego od Piotrka.

-Ah, jaki piękny dzień...-zachwycała się blondynka

-Zgadazam się z tobą siostrzyczko. Niezwykle urokliwe popołudnie.-przyznała jej rację siostra

Nagle ktoś zapukał Kasi w ramię. Obejrzały się obie i zmierzyły dziewczynkę stojącą za nimi chłodnym wzrokiem. Czwartoklasistka przyglądała im się roześmianymi oczami

-Czy nie widziałyście wczoraj moich koleżanek?-spytała dość odważnie

-Może.-rzuciła Kasia.

-Miały was poprosić o te naszyjniki.-była o wiele bardziej pewna siebie, niż jej znajome

-Do rzeczy, młoda...

-Z kąd je macie?

-Nie musisz wiedzieć-powiedziała Julia zjadliwie.

-Przeciwnie!-naburmuszyła się-Chcę takie! Musze je mieć!

-Słuchaj mała. To są nasze naszyjniki i ci ich nie damy, wiec spadaj.-Kasia rzuciła jej i razem z siostrą miały już sobie iść.

-Okay, sama sobie wezmę.-powiedziała za nimi mała, roześmiała się i błyskawniczkie skoczyła ku Kasi i rozpięła jej naszyjnik.

Kasia upadła na ziemię i zakrztusiła się. Dziewczynka nie zważając na to pobiegła, śmiejąc się i wymachując naszyjnikiem. Brunetka zaczęła kaszleć, nie mogła złapać tchu. Julia uklękła przy niej, zszokowana zaczęła mówić

-Kasia? Kasia?! Kasia, powiedz coś!

-Wy-trzymam. Leć-za-nią...-wykrztusiła

Julia błyskawicznie wstała i rzuciłą się w pogoń za czwartoklasistką. Szybsza niż wiatr dogoniła dziewczynkę i wyrwała jej naszyjnik z małej rączki. Ta zaskoczona swym niepowodzeniem zaczęła tupać ze złosci i wołać za Julią.

-Oddaj! To moje!

Ale szarooka nie słuchała, musiała dobiec do siostry, zanim serce doszczętnie przestanie jej bić, a to wydawało się jej trwać lata, jakby cały świat robił jej na złość i zwolnił tępa. Dobiegła do niej i założyła jej naszyjnik. Kasia zaczerpnęła głęboko tchu i zakaszlała. Mała dziewczynka zdążyła do nich dobiedz.

-Oddajcie mi to! To mój naszyjnik!

-Kasia, lepiej ci? Już okay...Oddychaj spokojnie..-uspokajała Julka zszokowaną brunetkę, choć ona sama wydawała się być w gorszym stanie

-To moje!-krzyczała dalej czwartoklasistka

-Zapomnij.-warknęła Kasia.

Zielonooka wstała z pomocą siostry i razem z Julią poszła na lekcje, zostawiając zezłoszczoną dziewczynkę samą. Kontem oka zobaczyła, jak ta leży na ziemi, biła i kopała z całych sił sztuczną trawę.

-Zemścimy się...-powiedziała Kasia do Julki, której oczy błyskały czerwienią, gdy oglądała się przez ramie, by obserwować czwartoklasistkę


Kilka godzin później


Julia przez cały dzień była wściekła. Piorunowała wszystkich wzrokiem, zwłaszcza małe dziewczynki wesoło ganiające się po korytarzach. Czerwień lśniła w jej oczach, siostra starała się ją uspokoić

-Siostrzyczko, rozumiem cię, ale narazie nic nie zrobimy...-po czym dodała-nie w dzień...

Julia kiwała głową, ale to wcale nie zmieniło jej nastroju. Dostała nawet uwagę za pyskowanie nauczycielowi, gdy na lekcjii histori odwarknęła, że ma gdzieś to, co i tak już było. Nawet po powrocie do domu jej oczy błyskały gniewnie. Gdy Kasia odrabiała lekcje, Julia rzuciła niedbale plecak pod ścianę i podeszła do kredensu i wyjęła najpełniejszą fiolkę krwi. Mruknęła pod nosem

-Nie odpuszczę...

Kasia przyglądała jej się z zaciekawieniem.

-Julia, co ty zamierzasz...?

-Ćwiczyć do skutku...-odparła nawet nie patrząc na nią, zniknęła w sypialni

Co chwila słychać było jej poddenerwowane jęki, sapanie, a kilka razy wrzaski i dźwięk, jakby zirytowana walnęła w coś, co było najbliżej. Z pokoju wydobywało się czarno-czerwone światło. Ćwiczyła tak z godzinę. Co jakiś czas z pokoju rozlegało się krakanie. W końcu wyszła. Dysząc opadła na krzesło obok siostry.

-Jak ci wychodzi?-spytała beznamiętnie Kasia

Julia zpojrzała na nią bez słowa. Zakrwawiony naszyjnik, który tym razem miała na wierzchu zamachał czarnym, kruczym skrzydłem. Wydobył się z niego czarno-czerwony blask. Dziewczyna zmieniła się w atramentowo czarny dym, po chwili na oparciu krzesła, na którym siedziała blondynka, siedział kruk. Zakrakał donośnie, wzbił się w powietrze i wylądował Kasi na ramieniu. Zielonooka pogłaskała kruka po piórach pod dziobem. Ptak zakrakał gardłowo, zleciał na zeszyt dziewczyny, rozłożył skrzydła i skłonił się nisko. Wrócił na oparcie krzesła i zmienił się w dym. Po chwili na krześle siedziała Julia, Troche zzdyszana spojrzała na siostrę

-Całkiem-całkiem. Ile wytrzymujesz?

-Pół, może całą godzinę...-odpowiedziała zziajana

Kasia z podziem pokiwała głową. Zamienianie się w kruka wymaga wiele od demona. Nawet najlepsi nie umieją wytrzymać dłużej nic półtora godziny. Przemiana kosztuje wiele energii, gdyby zostać na dłużej w ciele zwierzęcia, demon umierał z braku krwi.

-Czas małej się kończy...


Kilka godzin później


Kasię obudziło otwieranie szuflady. Niechętnie otworzyła oczy i rozejrzała się nieco nieprzytomnym wzrokiem po pokoju. Julia kończyła się przebierać. Miała teraz na sobie czarne jeansy, glany, czarną, ażurową koszulkę i czarną kurtkę. Spojrzała na brunetkę, po czym dokończyła zapinanie kurtki.

-Gdzie idziesz?

Julia znów popatrzyła się na nią

-Spłacić dług...

-Trzeba było mnie obudzić, to poszłabym z tobą...-mruknęła Kasia

-To już sprawa osobista.-otworzyła drzwi, jej glany postukiwały o podłogę-za godzinę powinnam być.-wyszła

Cicho zamykając drzwi, żeby nie obódzić rzadnych sąsiadów Julia wyszła z mieszkania i cicho zjechała po poręczy schodów. Gdy dotarła na dół miękko stanęła na posadzce. Rozejrzała się. Czysto, wyszła z bloku. Omiotnęła ulicę spojrzeniem. Szły tu tylko pojedyńcze osoby, a sporadycznie przejeżdżał jakiś samochód. Dziewczyna wyjęła z kieszeni ciemne okulary, założyła je, włożyła ręce do kieszeni spodni i ruszyła ciemnym chodnikiem. Latarnie rzucały bladożółte światło na szary chodnik. Julia oglądała się co jakiś czas przez ramię, by sprawdzić, czy nikt za nią nie idzie. Na szczęście ludzie nie zwracali na nią większej uwagi. Wyjątkiem byli tylko około 17-o letni chłopcy w bocznej, ciasnej uliczce, śmiejący się i co jakiś czas popijający piwo.

-Hej piękna,-powiedział do niej jeden z nich, trudno powiedzieć, czy zauważył, że Julia była od niego o jakieś pięc lat młodsza. Zaśmiał się.-co takie ładne dziewczyny robią same o tej porze?-cała paczka wybuchła śmiechem.

-Lepiej dla ciebie, żebyś nie wiedział...-odpowiedziała mu zgryźliwie, po czym odeszła. Słyszała jeszcze za sobą śmiechy i gwizdy, ale chłopaki zostawili ją w spokoju.

Westchnęła, miała ochotę rzucić się właśnie na nich, ale musiała się skupić. W szkole zdążyła dowiedzieć się, kim jest dziewczynka, która prawie zabiła jej siostrę. Miała na imię Oliwia Dąbrowska. Mieszkała jakiś kilometr od nich. W końcu, po półgodzinnym marszu blondynka dotarła do domu czwartoklasistki. Zakradła się na tyły budynku. Rozejrzała się ostatni raz. Pusto. Zamknęła oczy i odchyliła głowę do tyłu. Musiała się zkoncentrować. Buchnął dym i w miejscu dziewczyny stał kruk, który szybko poderwał się do lotu i podleciał do okna na pierwszym piętrze. Tak jak sądziła, był to pokój Oliwki, dziewczynka spała w łóżku pod oknem ściskając pluszowego misia. Kruk zapukał dziobem w okno i zakrakał. Gdy to nie poskutkowało ptak pukał dziobem w szybe tak długo, aż dziewczynka obódziła się i usiadła na łóżku przecierając zaspane oczy. Kruk zakrakał donośnie.

Niczego nie świadoma mała otworzyła okno pozwalając Julii wejść do środka. Czarny ptak przysiadł na parapecie i zakrakał gardłowo, przekrzywiając głowę. Czarne, paciorkowate oczka kruka wpatrywały się w Oliwie. Po chwili ptak zmienił się w dym, a zamiast niego pojawiła się Julia, zadowolona z siebie majtając nogami.

-Nie przypuszczałam, że pójdzie tak szybko...-zaśmiała się dziewczęco

Przerażona Oliwia gapiła się na nią. Nie była w stanie nic powiedzieć. Szeroko otwarte, zielone oczy wpatrzone były w twarz Julii. Już miała krzyknąć

-Ciiiiiiiiiiiiiiiiiiii-uciszyła ją szarooka, przykłądając sobie palec do ust. Z dziwnego powodu mała usłuchała-Chyba nie chcesz, żeby twoi rodzice podzielili twój los...

Oliwia spojrzała na drzwi. Za nimi paliło się światło, mogła zawołać rodziców w każdej chwili, ale to pogorszyło by tylko sprawę. Znów patrzyła się na dziewczynę. Julia usiadła u niej na łóżku. Mrok, który miała w sobie jednocześnie sprawiał, że czwartoklasistka chciała pisnąć i uciszał ją. Julia zaśmiała się ostatni raz. Na jej czarnej koszuli pojawiły się czerwone plamy. Wyjęła spod kórtki nóż.

-Pożegnaj się...-uniosła nóż

Wtedy Oliwia wydała z siebie głośny pisk. Po chwili krzyk ucichł. Był jednak tak głośny, że z dołu Julia usłyszała głosy

-Oliwia?-mówiła z pewnością kobieta

-Córeczko, wszystko dobrze?-zapytał tata czwartoklasistki

Cisza. Blondynka usłyszała kroki na schodach. Szybko dokończyła zemste i nabrała krwi. Kroki nieubłaganie zbliżały się do niej. Zabrała nóż i zmieniła się w kruka. Odleciała, a rodzice dziewczynki znaleźli tylko zmasakrowane ciało córki, na podłodze leżał miś spryskany krwią, który wysunął się z zimnej, martwej dłoni Oliwi. Krew skapywała na podłogę, a przez otwarte na ościerz okno wpadał lodowaty podmuch nocy. Wiatr zaniósł kruczoczarne pióro na ciało dziewczynki, które miękko opadło na nią.


pół godziny później


Kasia powtórnie obódziła się, przez trzaskające drzwi. Siostra weszła do domu, otworzyła drzwi i rzuciła się na łóżko.

-Masz...?-spytała sennie

-Włożyłam do słoika na ciastka.-rzuciła Julia, w lot zgadując o co chodzi siostrze

Kasia pokiwała głową. Oparła głowę na poduszce.

-Która?

-3...-Julia wpatrywała się w sufit

Kasia mruknęła coś pod nosem. Zwlekła się z łóżka i podeszła do komody. Zaczęła wyciągać jakieś ubrania. Zdecydowała się na czarne jeansy, koralowy top i zieloną, krótką kurtkę jeansową. Z ociąganiem założyła czarne trampki i wyszła z pokoju, żeby zjeść śniadanie.

Demony zawsze lubiły wstawały wcześnie, mogły wtedy rozkoszować się jeszcze ciemnością nocy.

Niestety ich ciała nie lubiły.

Julia również postanowiła się w coś przebrać. Raczej nie odebrali by tego dobrze w szkole, a dyskrecja jest najważniejsza. Zmieniła glany na czerwone trampki, ażurową koszulę na czerwoną tunikę na krótki rękaw, a czarną kurtkę na krótszą. Postanowiła dołączyć do Kasi

Rozdział 6


Kończyła się już lekcja plastyki, gdy pani poprosiła o oddanie prac. Dziś uczyli się o scenkach rodzajowych. W ramach utrwalenia nauczycielka kazała im narysować scenkę rodzajową. Siostry oddały swoje rysunki. Kobieta spojrzała na kartki z nieco przstraszonym wyrazem twarzy. Julia zrozumiała w czym rzecz

-Czerwony i czarny to nasze ulubione kolory do rysowania.-z udawanym uśmiechem patrzyła na nauczycielkę.

Pani pokiwała zszokowana głową i odłożyła rysunki na blat biurka

-Możecie wychodzić...

Kasia i Julia wzięły plecaki i w podskokach wyszły z sali plastycznej. Jednak w klasie została jedna uczennica, która zawsze pomagała nauczycielce sprzątnąć sale. Maria przecierała wilgotną szmatką ławki, z zaciekawieniem dyskretnie zerkała na prace uczniów. Na samym wierzchu leżały rysunki sióstr. Tak jak podejrzewała, coś jest na rzeczy.


Żwawym krokiem obie siostry szły korytarzem. Jak zwykle omiotały wszystko i wszystkich chłodnym spojrzeniem.

-Nie rozumiem, o co jej chodziło?-spytała Kasia nie patrząc na Julię

-Może nie lubi tego rodzaju sztuki...Ludzie mają dziwne gusta, pomyśl, nie podoba im się ani świerza krew, ani mrok, ani śmierć...

-Nigdy ich chyba nie zrozumiem...

Julia pokiwała głową. Nauczycielka miała powody do obaw. Ich rysunek był piękny, ale niepokojący. Dwie kartki składały się na rysunek dziewczyny. Miała długie, kruczoczarne włosy zasłaniające twarz, białą, trochę porwaną koszulkę z długim rękawem i czarne rurki. Dziewczyna stała w mrocznej alejce. W tle dostrzec można było sylwetki ludzi i panoramę miasta. Rysunek miał czerwone plamy, jakby był skropiony krwią. Siostry upierały się, żę zrobiły je czerwonym atramentem ze swoich wiecznych piór, ale Marii (o czym nie wiedziały) udało się dostrzec, jak jedna z nich chwytała coś pod swoimi T-shirt'em, gdy duga uważnie lustrowała wszystkich dookoła. Jednak rysunek miał ukryty podtekst. Tylko oko demona mogło dostrzec mroczne linie nakreślone przez siostry. Symbole widniały na bokach obrazka, okalając dziewczynę jak ramka. Sama dziewczyna miała zakrwawioną bielutką bluzkę, w ręce trzymała nóż, a postacie naookoło leżały martwę na ziemi. Brukowana ulica i mury pokryte mrocznymi symbolami i krwią jasno dawały znać o dokonanym mordzie. Mroczne linie miały też to do siebie, że umiały wydawać dźwięki, które również słyszały tylko istoty ciemności. Dziewczyny słyszały melodię "The happiest day".


https://youtu.be/7vYkjNHXV1o

jestę fnafowiczę


Kiedy uradowane siostry wróciły do domu, rozprawiając żywo o swoim rysunku, od razu zauważyły, że coś jest nie tak, drzwiczki kredensu były otwarte, akilka szafek niedomkniętych, między innymi ta, w której był ogromny, błękitny słój na ciastka.

Kasia i Julia spojrzały na siebie z czymś przypominającym strach, gdyby go odczuwały. Niemal w jednym momencie rzuciły się, aby sprawdzić zawartość słoja. Na szczęście, ktokolwiek tu był, miał tyle rozumu, aby nie sprawdzić, co jest na dnie. Malutkie buteleczki pełne czerwonej posoki pozostały nietknięte.

Ale jednak cokolwiek, lub ktokolwiek miał czelność pojawić się w tym mieszkaniu, nadal musiał być w środku.

Demony uprawiają magię. Najczarniejszy rodzaj magii. Jeśli w czyichś żyłach płynęła ludzka krew, nie mógł już wyjść z mrocznych pomieszczeń. Przy prubie ich opuszczenia bolało go serce.

-Sprawdzę sypialnię - wyszeptała ledwo słyszalnie Julia.

Kasia kiwnęła głową i skierowała się w stronę łazienki.

Łazienka okazała się pusta - tam raczej nie było się gdzie ukryć. Na to pomieszczenie składały się jedynie ściany wyłożone błękitno-zielonymi, malutkimi płytkami, podłogi, również wyłożonej płytkami, tylko czarnymi i większymi, w których odbijał się najmniejszy ruch, umywalka, toaleta i prysznic.

Zielonooka - chociaż jej oczy były teraz szkarłatne - ruszyła wesprzeć siostrę. Ta właśnie okrążała swoje łóżko z szerokim uśmiechem. Pomimo czerwonego koloru tuniki, Kasia i tak zorientowała się, że jej siostra ma na niej krew. Przysunęła się do Julii wskazując podbródkiem łóżko. Blondynka powoli skinęła.

-Nie bój się, Marysiu... - wysyczała.

-Nie zrobimy Ci krzywdy... - podjęła Kasia.

-No chodź, chodź....

Nagle spod łóżka wytoczyła się Maria, jej włosy opadał kaskadami na ramiona, a w zaciśniętej dłoni trzymała szpilkę.

-Nie boję się was. - rzuciła z wyższością - jesteście potworami, ale mnie nie przestrszycie... ja.. - urwała nagle, bo uświadomiła sobie, że Julia szczerzy się do niej jak psychopatka, a Kasia w zamyśleniu, jakby to była najnormalniejsza w świecie czynność podoje jej gigantyczny nóż.

-Ty...?

Dziewczyna zamarła. Rzuciła się na Julię i przecięła szpilką jej wargę. To był błąd. Ostatni błąd w jej życiu.

Blondynka cofnęła się do tyłu. Blond kosmyki zasłoniły jej twarz. Dłonią zakrywała zranione miejsce. Po chwili cofnęła zakrwawioną dłoń. Odgarnęła włosy z twarzy. Szpilka pozostawiła długą szramę, zaczynającym się na kosci policzkowej, a kończącej się przy wardze. Julia uśmiechnęła się szerzej, obnażając śnieżnobiałe kły. Na widok pobladłej Marii zaśmiała się dziewczęco.

-Pobaw się z nami Marysiu...-powiedziała Julia

Kasia również się wyszczerzyła. Podeszły bliżej dziewczyny. Maria błyskawicznie zrobiła unik i wybiegła z pokoju, kurczowo zaciskając palce na zakrwawionej szpilce. Słyszała jeszcze dziecięcy chichot i głos Kasi

-Pobaw się z nami...

Maria pobiegła jak najdalej od sypialni. Miała dowody, lecz nie sposób teraz uciec. Schowała się za kanapą. Oddychała nierównomiernie, zadecydowała się wyjrzeć. W tej właśnie chwili zza winkla wychyliła się Julia, dalej z psychopatycznym uśmiechem na ustach.

-Pobaw się....-zawołała

Czarnowłosa szybko schowała się z powrotem, ale było za późno. Znalazły ją. Znów wyjrzała, lecz rzadnej z sióstr nie było w przedpokoju. Nieco bardziej pewna siebie oparła się o kanapę. Nagle dostrzegła po swojej prawej coś kątem oka, coś czerwonego i błyszczęcego. Wyciągnęła rękę, by ochronić głowę, jednak to wcale nie zatrzymało Julii przed wbiciem noża prosto w serce dziewczyny

-Pobaw....-powiedziała chichocząc

Ostatnie co jeszce zdążyła zobaczyć Maria przed śmiercią, to Kasię. Dziewczyna podeszła do siostry, popatrzyła na nią, uśmiechnęła się, wyciągnęła siekierę i dobiła azjatkę

-Słodkich snów...-szepnęła brunetka


godzinę później


Po zabawie z Marysią obie dokładnie przeszukały ciało. Jak się okazało miała przy sobie dyktafon. Bez namysłu odtworzyły nagranie.

->odgłosy otwieranych drzwi i kroków, zamykanie drzwi, przekręcanie klucza<Emm...pamiętacie, jak mówiłyśmy, że damy wam takie naszyjniki?-z pewnością mówiła Julia

-Aha!-głosy były piskliwe, z pewnością małych dziewczynek

-No cóż...-ten głos należał do Kasi

-Kłamałyśmy.-dopowiedziała Julia

Nastała cisza, lecz po chwili odezwała się Kasia

-Ale nie miejcie nam za złe...potrzebujemy świerzej krwi...bez niej naszyjniki nie były by tak piękne i użyteczne...

Znów zrobiło się cicho, po chwili odpowiedział kolejny głos, barwa wskazywała na kolejną małą dziewczynkę

-A-aaa...z kąd macie t-tą krew-w...-jąkała się

-Oh...jeżeli naprawdę chcesz, to z chęcią ci pokażemy...-to był głos Julii-podejdź poprostu

Znów nastała cisza, słychać było kroki, a po chwili szept

-It's time to die...

Przez chwilę nic się nie działo, ale po chwili dobiegł je odgłos, jakby coś ostrego przeszywało coś miękkiego i delikatnego. Po chwili coś z łostokiem upadło na podłogę. Dało się słyszeć krzyk, po chwili nagranie urwało się. Najwidoczniej zabrakło miejsca.

Siostry siedziały z kamiennymi twarzami, mimo burzy uczuć, jaka toczyła się w nich. Złość, niedowierzanie i coś, co można by nazwać strachem. Ale demony nie odczuwają strachu. To był niepokój. Było tak blisko. Maria musiała ukryć gdzieś dyktefon, gdy wyszły z domu.

Na szczęście udało im się ją zatrzymać. Marysia leżała rozpruta na podłodzę. Miała rozciętą jedną wargę, a drugą wyrwaną. Było widać czaszkę. W oko miała wbitą szpilkę, którą uprzednio zraniła Julię. Wyrwana głowa leżała kawałek dalej w kałuży krwi. Jedną ręke dziewczyna miała wygiętą pod dziwnym kontem, w dłoni drugiej brakowało palców. Pogruchotane siekierą żebra przedziurawiły płuca, do których dostała się krew. Nabrały krwi do flakoniku, który schowały w porcelanowym puzderku w kształcie serca z dwoma, precyzyjnie wyrzeźbionymi gołębiami. W pewnym momencie Julia poszła do łazienki. Otoworzyła jakąś szufledę i po chwili wróciła do siostry z igłą, miseczką i czarną, grubą nitką.

-Zszyjesz mi?

Kasia pokiwała głową i wzięła od siostry przybory. Usiadły na kanapie. Brunetka zaczęła powoli zszywać Julii ranę po szpilce Marii. Krew ściekała strumykami do miski, którą trzymała blondynka kilka centymetrów pod szczęką. Po kilku minutach jej siostra skończyła szycie. W miejscach po igle zostały zaczerwienienia. Julia odgarnęła włosy na prawo, tak, że większość z nich przykrywała teraz szwy.


następnego dnia


Ciało Marii zostało poćwiartowane i bezceremonialnie spuszczone w toalecie. Zadowolone z siebie siostry, jakby nigdy nic poszły do szkoły. Uczniowie i nauczyciele może i nawet nie wiedzieli o choćby zaginięciu najpilniejszej uczennicy, z przyzwyczajenia ubrali czarne stroje. Oczywiście demoniczne siostry przyszły ubrane po swojemu. Pierwszą lekcją była lekcja języka polskiego. Trudno powiedzieć, czemu przyszły wcześniej. Jednak, jak się miało okazać, było to złym pomysłem. Weszły do klasy. Polonistka siedziała przy swoim biurku.

-Oh, jesteście już?...To dobrze, mam wam coś do powiedzenia...

Kasia i Julia wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Rzuciły plecaki pod ławkę i usiadły w pierwszym rzędzie naprzeciw pani.

-Więc...wczoraj Maria Kowalska powiedziała mi, że zachowujecie się dziwnie, nie wspominając o braku szacunku do osób zmarłych-zmierzyła wzrokiem ich kolorowe T-shirty i shorty-zmuszona byłam napisać list do ważych rodziców

Julia przewróciła oczami. Ile razy jeszcze będą musiały mówić, że nie mają rodziców

-Jesteśmy adoptowane...

Pani skreśliła kilka wersów na kartce, leżącej przed nią i napisała kilka nowych.

-W takim razie, list do waszych opiekunów.-włożyła papier do koperty, zakleiła i podała im

Kasia odebrała list i przez chwilę oglądała go uważnie, po czym porwała go i puściła. Skrawki papieru zfrunęły miękko na podłogę

-To nie będzie konieczne...-podeszła bliżej nauczycielki, dołączyła do niej Julia

-Powiedz...-zwróciła się do niej, jak równej sobie, a nawet z lekką pogardą blondynka, odgarnęła włosy, odsłaniając świerza zszytą ranę, pokrytą zaschłą krwią-boisz się śmierci?


Rozdział 7


-Właśnie o takim zachowaniu opowiadała mi Maria! - wykrzyczała polonistka - Julia, co ci się stało? Byłaś już u lekarza?

-Daruj sobie - syknęła szarooka - A więc...Boisz się śmierci?

Nauczycielka machinalnie sięgnęła do torebki w poszukiwaniu telefonu.

-Szukasz czegoś? - zapytała drwiącym głosem Kasia. - Może tego? - rzuciła telefonem polonistki o podłogę i mocno przydepnęła go butem.

-Julia, Kasia. Porozmawiajmy, - nachyliła się do nich - może chcecie pójść ze mną do szkolnego psychologa?

Julia tak mocno spoliczkowała kobietę, że na jej twarzy wykwitł czerwony ślad. Pierwsze szkarłatne plamy zaczęły pojawiać się na T-shirtach sióstr.

-A może ty chcesz pójść z nami do grobu? - Julia była mocno poddenerwowana.

-Dziewczynki, ja na prawdę nic nie rozumiem z tej sytuacji, myślę, że możemy znaleźć jakiś kompromis który..

-Nie możemy! - warknęła Kasia

Brunetka rzuciła polonistce wyzywające spojrzenie. Wpatrując się w nią zjadliwie wyciągnęła nóż i podała go siostrze. Julia przyjęła narzędzie i przystąpiła do działania. Powoli zbliżała sie do nauczycielki szeroko się uśmiechając. Kasia podążała tuż za nią.

-Tak się składa - mówiła jakby od niechcenia Julia - że w ostatnim czasie również byłyśmy całkiem blisko z Marysią. Ona... - zrobiła pauzę jakby zastanawiałą się co powiedzieć.

-Dała nam to - dokończyła Kasia wyciągając szpilkę Marii. - Może chciałaby pani to odebrać?

Kobieta niepewnie wyciągnęła rękę po szpilkę. Jednak Julia była szybsza. Chwychiła ją pierwsza i wbiła w szyję nauczycielki. Z rany trysnęła krew, siostry śmiały się i zaczęły zadawać kolejne ciosy.

Krew tryskała wszędzie: po tablicy, biurku, dzienniku, ławkach.

-Dobranoc...-szepnęła Kasia zadajac decydujący cios

Siostry czekało teraz tylko gruntowne i szybkie sprzątanie sali, zanim przyjdzie reszta uczniów. Jednak zanim zaczeły Kasia wyciągnęła małą fiolkę, podobnie jak reszta, z zatyczką uwieńczoną rubinem, oplecioną czarnymi łańcuszkami i ozdobioną krwistoczerwonymi dekorami. Napełniła fiolkę krwią i wcisnęła do kieszeni.

-Nadmiar nie zaszkodzi - mruknęła do Julii.

-Co racja, to racja - westchnęła blondynka i rzuciła ręcznik w kierunku siostry. Zaczęły czyścić na szybko sale.

Wycierały ręcznikami podłogę i ściany. Kasia dodatkowo czyściła tablicę świeżo zamoczoną gąbką. Julia szorowała ławki i krzesła. Po 15 minutach usłyszały przekręcaną klamkę. Julia jak na komendę rzuciła się do drzwi i ciągnęła klamkę z całej siły, by osoba za drzwiami nie mogła wejść. Z pewnością był to dorosły mężczyzna, blondynce trudno było utrzymać klamkę w górze. Kasia docierała ostatnie plamy, po czym wyrzuciła szmatki za okno.

-Pospiesz się-szepnęła szarooka.

Kasia kiwnęła głową. Zostawiła największą kałuze krwi, w której leżała polonistka. Ścisnęła swój naszyjnik, rozbłysł on czernią, stopniowo przechodzącą w szarość. Po chwili wyglądała, jak zrobiona z baniek mydlanych. Możę Kasia nie opanowała sztuki zmieniania się w kruka, ale umiała być niewidzialna, przynajmniej dla ludzi. Julia zmieniła się w czarny dym. Kruk usiadł na biurku, do środka wszedł dyrektor. Przerażony wpatrywał się w martwą kobietę. Nie dostrzegł przez to cienia na ścianie.

-O mój Boże, Agata...

Kruk patrzył na dyrektora. Ptak zakrakał gardłowo i wyleciał przez otwarte okno. Trzepocząc skrzydłami wznosił się nad boiskiem, potem nad lasem. Znizyła lot i wylądowała pośród krzwów. Buchnął czarny dym i Julia stała na środku polany. Mimo popołudnia miejsce to budziłoby grozę w sercach ludzi, jednak dla demonów było zwyczajne. Polana jak polana. Po chwili obok szarookiej zmaterializowała się Kasia.

-Wracajmy do domu...wydaje mi się, że dziś nie będzie lekcji...-rzuciła patrząc z ukosa na las.


kolejnego dnia


Lekcja religi była koszmarem dla demona. Te wszystkie krzyże, różańce, woda święcona, Biblia....Lepiej nie mówić. Na szczęście lekcja ta nie była obowiązkowa, wiąc siostry od razu zwolniły się z lekcji. Katechetka przyjęła zwolnienie z podrobionym podpisem rodziców. Jednak przebywanie w jednym budynku z osobą tak silnie wierzącą było nie do zniesienia. Trzeba było się jej pozbyć.

Ten dzień był do tego idealny. Zakonnica została dziś po lekcji, siostry zajrzały do sali. Czuły tą nieprzyjemną woń wierzącego. Ochrona, którą otaczała się kobieta była bardzo bolesna. Niby ogień parzyła bladą skórę dziewczyn. Według planu Kasia miała zagadać katechetkę

-Dzieńdobry-syknęła, starając się nie okazywać bólu.

-Szczęść Boże.-odpowiedziała uśmiechnięta.

Ból sie nasilił. Czuła, jak ogniste języki parzą jej ręce i twarz. Niczym bat smagały ją po plecach. Kątem oka zauważyła, jak siostra zakrada się do kobiety od tyłu.

-Chciałam zapytać...-wbijała paznokcie w spód dłoni, byle nie myśleć o bólu-jak pani interpretuje tą książkę...-wymyśliła na szybko.

-Masz na myśli Pismo Święte? Oh,-widać było, zę szykuje się dłuższa wypowiedź-ja...

Julia obróciła krzyż wiszący na ścianie, odczuwała przenikliwy ból podchodząc do niego, czuła jak jasność i czystość próbuje nad nią zapanować, jak z sykiem parzy jej dłoń, wyciągnięto w jej kierunku. Gdy dotknęła drewna ból się nasilił. Jakby trzymała w dłoniach rozżarzony do białości pogrzabacz. Z trudem przekręciła krzyż. Ból nie ustał, ale się zmniejszył. Katechetka nic nie zauważyła, dalej żywo rozprawiała o Bogu. Julia wyjęła nóż i przedziurawiła leżącą na biurku Biblię. I ona i Kasia czuła, jak wracają im siły. Oczy zaczęły błyskać im na czerwono. Tego już nie przeoczyła zakonnica.

-Kasiu, co z twoimi oczami?-przerwała monolog-Chodź tu. Oh, czuje obecność sztana. Czyżby przypadkiem diabeł się tobą nie interesował?-ujęła jej podbrudek, lekko przekrzywiając jej głowę, by lepiej przyjrzeć się jej błyskającym na czerwono tęczówką.

Znów to okropne uczucie przepełniło brunetkę. Cofnęła sie szybko

-Zostaw!

Katechetka uczyniła znak krzyża.

-Odejdź szatanie. Zostaw tą dziewczynkę...

Ból był nie do wytrzymania. Wtedy nagle Kobieta zatrzymała się, nie mogła zaczerpnąć powietrza, odkaszlnęła krwią.

-Śpij...-usłyszała Kasia zza katechetki

-Boże wszechmogący...-wyszeptała, po czym padła na ziemię.

Za kobiętą stała Julia, machnęła głową, zrzucając niesforne kosmyki z oczu. Spojrzała na siostrę.

-Bezpieczne.


Przedstawienie postaci


Hej :) Tu Caff

To nie jest rozdział, którego (nie)wyczekiwaliście. Mam kompletną martwice weny, więc pomyślałam, że nieco przbliże wam postacie Julii i Kasi.

Pamiętajmy, że te opisy nie muszą się do końca zgadzać z rzeczywistymi postaciami (mogą,...ale nie muszą)

...

Zaczynajmy :)

Kasia:

Wiek: 13 lat ludzkich

Wyglad: Jak można zauważyc z retrospekcji z rozdzialu 1, Kasia jest średniego wzrostu, szczupłą, zielonooką jasną brunetką. Ma bladą cerę.  Zawsze ma przy sobie swój rubinowy naszyjnik ze skrzydełkiem kruka, dokładniej prawym.

Charakter: Jak każdy demon jest nieczułą, żadną krwi, psychopatyczną sadystką. Nienawidzi nudy, choć za dnia jest z pozoru nieco ospała. Jednak pozory mylą...

Broń: Jej ulubioną bronią jest siekiera. Nigdy sie z nią nie rozstaje, nawet podczas snu mocno trzyma ją ukrytą pod poduszką.

Umiejętności:

-Niewidzialność: Podczas tego stanu dostrzec mogą ją tylko inne demony. Dla ludzi jest niemal niewidoczna, czasem dostrzegają tylko jej cień (patrz: rozdzial 7) Jest to dość rzadka umiejętność, jej naszyjnik świeci wtedy na czarno, a potem na szaro

-Niesamowita szybkość: Jest możliwa tylko gdy Kasia jest niewidzialna, przypomina wtedy wampira. Trudno to wytłumaczyć jak wtedy wygląda, jest to dobrze pokazane w Sims 3 (wampiry), albo w Avengers 2 (Quicksilver) .

-Czerwone przebłyski w oczach: Jest to naturalne u demonów. U obu sióstr pojawia sie ono gdy sa złe, lub świerzo naładowane krwią.

-Zew krwi: Podobnie jak wyżej, jest to normalne. Gdy demony wyczują ofiarę, przestają sie kontrolować, nie panują wtedy nad sobą, w ich głowach jest tylko jedno haslo: Zabić.

-Czarna magia: Obie siostry praktykują czarną magię, mianowicie rytuał napełniania naszyjników krwią, (patrz: rozdzial 2) czy też mroczne linie

-Umiejętności krawieckie: Wnioskując z tekstu (patrz: rozdział 6) można przypuszczać, że nie najgorzej szyje

-Umiejętności plastyczne: O tym również jest mowa w ów rozdziale, wykonując piękny rysunek na lekcji plastyki ujawniają się jej zdolności do rysunku

-Telepatia: Demony potrafią zaglądać do cudzych myśli, czasem mogą też sprawić, by człowiek momentalnie był im posłuszny. Takie zdolności posiadają obie siostry

-Telekineza: Tak samo jak w przypadku telepatii, demony umieją poruszać przedmiotami myślą.

-Podróże międzywymiarowe: Obie siostry potrafią przemieszczać się, zaginając przestrzeń. To naturalne u demonów zjawisko pozwala im między innymi podróżować do piekieł. Naszyjniki świecą wtedy na czerwono


Julia:

Wiek: 13 lat ludzkich

Wygląd: Z retrospekcji wynika, że ma długie blond włosy i szare oczy, jest wysoka ( jednak mniej więcej tego samego wzrostu co jej siostra) i szczupła. Jak Kasia ma bladą cerę. Nosi naszyjnik z lewym skrzydełkiem kruka.

Charakter: Mściwa, sadystyczna, żądna krwi, bezuczuciowa psychopatka. Jest aspołeczna i nie lubi przebywać w tłumie.

Broń: Jej specjalnością sią noże. Zawsze ma jakiś przy sobie. W tylnej kieszeni spodni ma swój ukochany scyzoryk. Podobnie jak Kasia nawet podczas snu jest zwarta i gotowa do ataku, mocno trzymając nóż. Ciekawostką jest, że preferuje japońskie noże do warzyw.

Umiejętności:

-Zamienianie się w kruka: Opanowała tą rzadką sztukę niemal do perfekcji, umiejąc wytrzymywać około godziny w ciele ptaka jest bardzo skuteczna (patrz: rozdział 5)

-Zamienianie się w dym: Pojawia się w tej postaci przez chwilę, zmieniając się w kruka. Odwołam się teraz do śmierciożerców z ostatniej części: Harry Potter i Insygnia Śmierci. Wygląda to podobnie. Jej naszyjnik świeci wtedy czarno-czerwonym światłem

-Czerwone przebłyski w oczach: (patrz: Kasia/Umiejętności/Czerwone przebłyski w oczach)

-Zew krwi: (patrz: Kasia/Umiejętności/Zew krwi)

-Czarna magia: (patrz: Kasia/Umiejętności/Czarna magia)

-Umiejętności plastyczne: (patrz: Kasia/Umiejętności/Umiejętności plastyczne)

-Samoobrona: Julia zna pare sztuczek, choć czasem jej refleks jest wystawiany na próbę.

-Telepatia: (patrz: Kasia/Umiejętności/Telepatia)

-Telekineza: (patrz: Kasia/Umiejętności/Telekineza)

-Podróże międzywymiarowe: (patrz: Kasia/Umiejętności/Podróże międzywymiarowe)

Rozdział 8


Po zabójstwie katechetki siostry nie miały ochoty sprzątać. Na szyi nosiła krzyż a w kieszeni chowała różaniec. Po za tym, kto wie czy jej strój nie był poświęcony?

Dla pewności nie wzięły także krwi.

W sali więc pozostało ciało i mnóstwo kałuży krwi oraz organów. Siostry szły korytarzem na lekcję języka angielskiego. Podbiegła do nich grupka trzecioklasistów składająca się z dwóch chłopców i czterech dziewczynek. Na początku patrzyli nie wielkimi oczami, a potem zaczęli wykrzykiwać:

-Wariatki!

-Wiedźmy!

-Widzieliśmy was!

-Morderczynie!

Kasia i Julia spojrzały po sobie. Kiwnęły głowami, porozumiewały się bez słów. Głowy trzecioklasistów w jednej chwili wypełnił uporczywy zgrzyt, który przynajmniej ich uciszył.

-Posłuchajcie - zaczęła Julia.

-My wcale nie zrobiłyśmy tego na poważnie... my... - zacięła się Kasia

-My kręciłyśmy scenę do filmu...

-Tak, pani katechetka zgodziła się ją z nami odegrać, jutro przyjdzie normalnie do szkoły i będziecie mieć kolejne, jeszcze ciekawsze lekcje, zobaczycie.

-Możemy zobaczyć jak nagrywacie? - wyrwało się jednej dziewczynce o bardzo piskliwym głosie.

Siostry uśmiechnęły się do siebie.

-Jasne - rzuciła Julia - chodźmy na salę gimnastyczną, tam kamery są już ustawione.

-Zrobimy tylko makijaż i już do was idziemy.

Na twarzach dzieci rozkwitły szerokie uśmiechy. Złapały się za ręce i ruszyły na salę gimnastyczna.

-Mam pomysł. - wyparowała Kasia, kiedy tylko radosna szóstka zniknęła za rogiem - Zaraz na prawdę pójdziemy zrobić makijaż. Będą miały niezapomniane widowisko...

Julia kiwała głową z aprobatą.

-Szkoda tylko, że nie opowiedzą o nim wnukom...

Dziewczyny roześmiały się i weszły do najbliższego pustego pomieszczenia.


Piętnaście minut później


Dziewczyny były na prawdę bardzo zadowolone ze swojej pracy.

Doskonały makijaż jeszcze bardziej powiększał ich szkarłatne oczy i uwydatniał kości policzkowe. Włosy ściągnęły w kucyki na czubkach głów. Wyglądały równie pociągająco co niebezpiecznie, a ich czarne, mocno dopasowane ubrania jeszcze to podkreślały.

Kiedy przyszły na salę gimnastyczną trzecioklasiści siedzieli na ławeczce pod ścianą.

Julia zmarszczyła brwi.

-Wiecie co, najlepiej usiądźcie tam - wskazała ręką w róg sali - żeby kamera was nie obejmowała.

-To będzie scena naszej kłótni... - Kasia nagle urwała - w sumie... wasza szóstka mogłaby nam pomóc. - zwróciła się do Julii - wiesz co mam na myśli?

Blondynka z udawanym entuzjazmem pokiwała głową.

-Tak, tak, moglibyście nas rozdzielić... nie macie się czego bać, to tylko gra aktorska. to jak, pomożecie?

-Okay!-dzieci uradowane pokiwały głowami, wręcz podskakiwały z uciechy

Julia i Kasia uśmiechnęły się bezuczuciowo. Szybko poszło.

-A! I pamiętajcie, to ostrza sceniczne.-Julia wyciągnęła nóż, dzieci mimo to cofnęły się-Niegroźne. Nic wam nie zrobią...

Trzecioklasiści pokiwali głowami

-Dobra...-dziewczyny ustawiły się naprzeciwko siebie-Światła, kamera...i...akcja!

W jednej chwili ich twarze z uśmiechów zmieniły się w grymas złości. Podeszły bliżej siebie. Mierzyły się wzrokiem.

-Agata!?-krzyknęła Kasia, wymślając na szybko imię, które jej siostra noisłaby w "filmie"-Co ty sobie myślisz!?

-Magda, mówiłam ci, żebyś opamiętała!-Julia nadała Kasi nowe imię-zmusiłaś mnie do tego.

-Więc to jest teraz moja wina!?-wrzasnęła brunetka-A kto zapomniał wyłączyć kamery!? Jesteśmy nagrane Magda. NAGRANE!

-Tak twoja. Trzebabyło pomyśleć żeby mieć jakiś immunitet, nim zachciało ci się mordować tą zakonnice! A nie zwalać wszystko na mnie!

Kasia popchnęła blondynkę. Ta cofnęła się o krok i oddała siostrze. Brunetka uderzyła ją w brzuch, oczywiście lekko, a szarooka podcięła jej nogi, jednak dała głową sygnał, że to zrobi, więc brunetka sama runęła w dół. Kasia "upadła". Julia podbiegła do niej by znów "zaatakować". Zielonooka wyciągnęła nóż, "niechcący" chybiąc. Jej siostra również "zupełnie przypadkiem" chybiła ciosa nożem, choć gdyby biły się tak na serio, bez trudu wbiłaby ostrze aż po rękojeść w czoło Kasi.

Dziewczyna przeturlała się i podniosła. Obie mierzyły się wrokiem, nie drgnął rzaden mięsień. Kasia spojrzała na dzieciaki. Jak sparaliżowane woatrywały się w "bijące się" siostry. Julia podążyła za spojrzeniem brunetki. Nieznacznie machnęła głową w kierunku Kasi.

-No teraz.-wypowiedziała niemal bezgłośnie.

Cała szóstka odsknęła się. Podbiegła do nich i w chwili gdy obie dziewczyny miały ponowić atak chwyciły je za ręce i rozdzieliły. Tylko na to czekały, błysnęła czarwień. W błyskawicznym tępie odwróciły się i wbiły noże głęboko w ciała najbliżej stojacych dzieci. Padło na czarnowłosego chłopca w fioletowej koszulce i czarnowłosą dziewczynkę w czarnej bluzce na długi rękaw z białymi paskami na końcach. Julia wbiła broń w gardło dziewczynki, Kasia rozcieła brzuch czarnowłosego, tak, że wnętrzności wylały się z krwią na zewnątrz. Dziewczynka zmarła od razu. Za to chłopiec zatoczył się do tyłu i upadł krztusząc się krwią, po chwili i on skonał. Blondynka zaśmiała się psychicznie, zaraz po niej zawtórowała jej siostra. Na ich czarnych kurtkach pojawiły się czewrwone plamy, mimo iż kurtki były ciemne było to widoczne, oczy błyskały im gniewnie. Julia wyrwała nóż z gardła dziewczynki i podeszła do blondynki w żółtej sukience. Wbiła nóż aż po rączkę prosto w serce dziewczynki. Upadła nie mogła zaczerpnąć powietrza. Ddziewczyny popatrzyły na swoje trzy ofiary. Popatrzyły na resztę, dokończą się bawić później.

Pozostała żyjąca czwórka stała jak wryta. Po chwili brunetka w zielonym swetrze i blondyn w żółtym swetrze krzykneli i spróbowali uciec. Ruda dziewczynka w czerwonej koszuli na krótki rękaw, z opatrunkiem na oku stała jak wryta, nie umiała zrobić nawet kroku. Julia zamierzyła się na chłopca, który nie zdążył uciec zbyt daleko, gdy dziewcznka była już niemal przy drzwiach sali gimnastycznej. Blondyn zasłonił rękami głowe, Julia już miała wbić nóż, gdy poczuła, jak coś na nią wskakuje, po czym chwyta ją oburącz za szyje. Usłyszała

-Zostaw mojego brata!- krzyknęła dziewczynka w swetrze.

Kasia obejrzła się, ona również miała zaraz zabić rudą dziewczynkę, dalej będącą sparaliżowaną przez strach. Julia jednak chwyciła "odważną" za sweter na karku i sprawnym pociągnięciem zciągnęła brunetkę z pleców, trzymała ją przed sobą jakieś pół metra nad ziemią. Przebiła jej brzuch nożem. Brunetka odkaszlnęła krwią i zmarła. Blondynka odrzuciła ciało dziewczynki na bok. Obejrzała się. Kasia właśnie wyciągała nóż zpomiędzy żeber dziewczynki. Obie podeszły do blondyna. Zaczał łkać. Łzy spływały mu po policzkach

-Proszę, nie...-zdążył powiedzieć nim obie siostry wbiły noże w jego klatkę piersiową.

-Śpijcie dobrze...


Wybaczcie nie mogłam się powstrzymać...

Liczę na FNAFowiczów ;)

Caff


Rozdział 9


Do mieszkania Kasia i Julia wróciły niemal w podskokach, miały ponad litr krwi. Rozlały ja do małych, stumililitrowych buteleczek i ukryły w kredensie. Po jednej buteleczce do każdej z sześciu, pięknie zdobionych karafek. Zamknęły drzwiczki i popatrzyły na siebie nawzajem

-Więc co teraz? - wyszeptała Julia

-Nie wiem,-odpowiedziała jej już głośniej Kasia - a co miało by być?

-Wiesz, trudne pytania zadajesz, ale moim zdaniem powinnyśmy odprawić rutuał, bo energia - wskazała na swój naszyjnik - powoli się kończy. Dobrze wiesz, że lepiej nie czekać do ostatniej chwili.

-Okay, potem mogłybysmy poćwiczyc telepatię tylko...

-Tylko co?

-Nic, ale mam jakies dziwne przeczucie, że coś dzieje się w którymś z innych wymiarów na naszej linii czasoprzestrzeni...-powiedziała

Julia spojrzała na nią jakby z lekkim niepokojem.

-Ja...też coś ostatnio czułam, ale...nieważne. Napełnijmy naszyjniki i sprawdzimy to.

Kasia przytaknęła. Dziś postanowiły użyć krwi Oliwki. Po chwili krew zasiliła naszyjniki. Siostry patrzyły w jeden punkt przed sobą, nie mrugały. Zdawały sie nawet nie oddychać. Demoniczna energia rozprzestrzeniła się po ich ciałach i trafiła do serca. Orzeźwiająca posoka była jak świerze powietrze, po latach odseparowania od świata za oknem. Całkowicie już czerwone oczy wpatrywały się w nicość, chłonąc magię z naszyjników.

Po dłuższym czasie wzięły głęboki wdech, wymieniły porozumiewawcze spojrzenia.

-Gotowa?-spytała Kasia

Julia skinęła bezgłośnie głową. Zamknęły oczy. Ich naszyjniki rozświetlały pomieszczenie czerwonym blaskiem. Obraz się rozmazał.


Pozostawiając ciała na Ziemi pojawiły się w domu. Tym prawdziwym domu. Lewitując kilkanaście centymetrów nad ziemią rozejrzały się wokoło. Ogromna, podziemna jaskinia do połowy zalana była lawą. Były na rodzaju mierzeji, na samym środku wielkiego, rozgrzanego jeziora lawy. Sklepienie ciemnobrązowej jaskini pokryta była stalagmitami, a z lawy wyjurzały się stalaktyty i stalagnaty. Twarz sióstr nie zdradzały nic, rzadnych emocji. Powoli sunęły dalej. Przy mierzeji wynużały sie ręce, obdarte do kości, a czasemi i czaszki potępionych, starających się usilnie uniknąć kary i chwycić czegokolwiek, byleby wyjść. Jaskinie zapełniały wrzaski skazanych. Jednak obie dziewczyny minęły ich bez słowa. Jakby nigdy nic, leniwie leciały dalej.

Gdy dotarły na brzeg jeziora doleciały do szarokich,krętych,  kamiennych schodów, prowadzących w dół. Na chwile spóściły wzrok, po czym pokonały pierwsze stopnie. Schody pokrywały czaski i kości, porozrzucane nieregularnie. W miejscu poręczy płonął ogień. Płomienne języki wiły się i skręcały w skomplikowanym tańcu. Zeszły pod jezioro. Lawa zdawała się lewitować. Dopiero teraz widać było okazałość miejsca. Kasia i Julia powoli sunęły w dół, podziwiając karanych. Jedni pływali we wrzącej krwi, innych atakowały węże, jeszcze inni płoneli w ognistych grobach. Krzyki rozdierały przestrzeń. Potforne wrzaski, nie do zniesienia dla ludzkiego ucha sprawiały jednak demonom przyjemność. Siostry przymknęły oczy i zanurzyły się w tym przyjemnym dźwięku.

Leciały dalej. W końcu dotarły na sam dół odwróconego stożka. Lewitowały w czymś, podobnym do sali tronowej. Dwa pasy ognia prowadziły do serca komnaty. Stał tam wysoki, kamienny tron, stojący na wzniesieniu, kilka metrów nad dziewczynami. Na tronie siedział mężczyzna, ubrany w garnitur, patrzył nieco znużony na demoniczne siostry. Przeczesał dłonią brązowe włosy, po czym odezwał się do Kasi i Julii

-Mam nadzieje, że macie mi do powiedzenia coś ciekawego.-oparł głowę na dłoni.-ile dusz stracono?

-15, Lucyferze...-skinęły głowami w geście powitania

Uśmiechnął się złowieszczo. Wstał i zszedł do dziewczyn. Widać było teraz dokładnie, że jego cień, rzucany na ściany miał rogi.

-Dobrze...bardzo dobrze...Spisałyście się...Już słyszę ich krzyki...-rozmarzył się

Dygnęły bez słowa. Spojrzały nań czerwonymi oczami. Odwrócił się i ponownie usiadł na tronie. Rozłożył się na nim i rzucił, jakby od niechcenia.

-Jednak czas wam się kończy..

-Nie!-krzyknęła Kasia

-Daj nam jeszcze trochę czasu..-dodała Julia

-Nie słynę z cierpliwości...-powiedział znudzony-jednak dobrze...Macie tydzień...Nie więcej...Od...teraz...

-Nie zawiedziemy cię...

Obraz się rozmazał.

Wróciły na Ziemię.

Dziewczyny poczuły chłód posadzki, leniwie otworzyły oczy. Leżały na podłodze przed kredensem. Podniosły się, rozcierając skronie. Rozejrzały się nieprzytomnie. Nic się nie zmieniło od czasu ich podróży.

Podróż sprawiła, że były wyczerpane. Ciężko im było nawet wstać. Krew w najszsyjnikach skończyła się szybciej niż podejrzewały. Ostrożnie odkręciły smukły, porcelanowy flakonik, z którego cienkimi struzkami wypływała szkarłatna krew ich polonistki.

Zapach krwi działał na siostry jak narkotyk. Pozwoliły, aby ich naszyjniki wchłonęły odpowiednią ilość a resztę wypiły, oblizując przy tym wargi.

-Julia?

-Hm?

-Mam pomysł...

Julia wyszczerzyła czerwone od krwi zęby w uśmiechu. Juz po spojrzeniu siostry wiedziała, że to będzie wspaniały pomysł.

-Tylko... Musimy zrobić makijaż od nowa.

Julia uniosła brwi w kpiącym spojrzeniu, ale Kasia wiedziała, że Julia dla Kasia poszłaby do nieba. Z resztą Kasia dla Julii zrobiłaby to samo.

-Ty - kontynuowała Kasia - tylko poprawisz swój makijaż, żeby wyglądał jeszcze bardziej... niebezpiecznie, a potem sprawisz, żebym wyglądała jak mała, zapłakana dziewczynka, która boi się Ciebie.

-Zgoda. Reszty sie juz chyba domyślam.

Po dziesięciu minutach Julia wyglądała groźnie, jakby była niebezpiecznym uviekinierem z psychiatryka. Tymczasem Kasia wyglądała na małą, przestaszona dziewczynkę, której oczy z przerażenia latały we wszystkie strony.

Kasia wybiegła z mieszkania, wyglądała jakby płakała, dzięki makijażowi cała jej twarz była czerwona, a oczy zapuchnięte. Złapała za rękaw jakiegoś mężczyznę. Ten odwrócił się do Kasi i popatrzył na nią współczująco.

-Coś się stało? - zapytał.

-Ta-ta-tam... w moim mie-mieszkaniu....

-Ale co się stało, spokojnie, pomogę Ci, tylko powiedz dokładnie co się wydarzyło.

-Ona.. Ona... jest u m-mnie w do-domu...

Kasia wykrzywiła twarz w przerażeniu. wybuchła głośnym płaczem.

-Niech pan ja zabierze! - wykrzyczała.

-Dobrze, zaprowadź mnie tam, to zobaczę, co jestem w stanie zrobić.

Kasia nadal zanosząc się płaczem pokiwała głową. Odwróciła się powoli i ruszyła chwiejnym krokiem z powrotem do mieszkania.

Drzwi zaskrzypiały, kiedy popchnęła je opuszkami palców. Weszła do środka razem z mężczyzną. Wszystkie rolety były zasłonięte i tylko kilka świec dawało nikłe światło. Coś przemknęło obok nich. Mężczyzna spróbował zapalić światło. Bezskutecznie.

-Hm... wygląda na to, że wywaliło korki.

Nagle drzwi zatrzasnęły się za ich plecami. Kasia zaczęła się śmiać. Po chwili dołączyła do niej Julia. Zapalając kilka lampek siostry stanęły po obu stronach mężczyzny.

-niech pan się z nami pobawi... - wyszeptały obie.

-Dziewczynki, - głos mężczyzny drżał - wasz żart jest na prawdę mało zabawny. Kiedy...

Nie dokończył, bo gdy zapaliły się kolejne lampki z mroku wyłonił się straszny widok.

Na dywanie namalowany był pentagram, po środku leżało wciąż bijące serce. Podłoga, ściany i meble były oblane krwią. Siostry popchnęły mężczyznę, tak, że ten upadł prosto na serce. Potem złapały się za ręce i stanęły nad nim szepcząc dziwne, niezrozumiałe słowa.

Gdy skończyły, Julia wyjęła strzykawkę i wbiła ją mężczyźnie w szyję. powoli przyciskała tłoczek, aż cała zawartość strzykawki zaczęła krążyć w żyłach nieszczęśnika. Tymczasem Kasia włożyła mu nóż do otwartej dłoni i zamknęła na nim palce.

Źrenice mężczyzny momentalnie rozszerzyły się tak, że nie widać było nawet białek jego oczu. Zaczął wrzeszczeć i rzucać się  po podłodze jak opętany.

Wstał zaczął ciąć swoje ciało nie przestając wrzeszczeć. Pluł krwią. Jego ciało jakby sie rozkładało, a on dodatkowo je ranił.

-Dobranoc...

Po paru minutach kolejna dusza ruszyła wprost do Lucyfera.


Godzinę później


Kasia i Julia czyściły meble. Pozbyły się ze smutkiem już pentagramu z podłogi i docierały stół i komody. Martwy mężczyzna ciągle leżał w tym samym miejscu. Jego głowa i twarz obdarta była ze skóry. Poza ranami ciętymi, które sam sobie zadał, miał zmiazdone żebra, Podcięte gardło, pentagram wycięty na plecach, brakowało mu jednej ręki, ucha i nosa. Język został wyrwany, a jelita wyciągnięte na zewnątrz. Po długim, sumiennym sprzątaniu i pozbyły się i ciała, i śladów. Zostało serce.

-Moge je już wziąść? Długo nie wytrzymam...-wydyszała Julia

-Oczywiście, weź.-Kasia podniosła bijące serce i podała siostrze. Julia wzięła je i szybko rozpięła czarną kurtkę. Na odkrytym brzuchu miał głęboką ranę w kształcie leżącego półksiężyca. Wcisnęła niedbale serce pod skórę. Czuła jakby ktoś uderzył ją w brzuch, ale zaraz po tym, jak jej człony znów wiążą się ze sobą.

-Od razu lepiej...-odetchnęła

Kasia uśmiechnęła się bezuczuciowo.

-Zmyjmy te makijaże.-zaproponowała brunetka.

Chwyciły się pod ręce i poszły do łazienki.

Rozdział 10


Kolejnego dnia, gdy siostry przyszły do szkoły, na lekcji angielskiego, będącego pierwszą lekcją, do klasy wszedł pewien mężczyzna. Miał niebieskie oczy i brązowe włosy. Nosił jasnobrązowy płaszcz, czarne spodnie i czarne buty. Na głowie miał szary kapelusz.

-Dzieci...-powiedział nauczyciel-W związku z..ostatnimi wydarzeniami, do naszej szkoły został zaproszony pan Adam-tu mężczyzna skłonił się-... jest on prywatnym detektywem.

Siostry pobladły, zdawały się być teraz niemal białe. O tym nie pomyślały. Jednak z drugiej strony cieszyły się, że znów mają się kogo pozbyć.

Spóściły wzrok, udawając, że notują coś w swoich zeszytach. Rzucały detektywowi ukradkowe spojrzenia, co nie uszło jego uwadze. Przyglądał im się uważnie, podczas gdy nauczyciel wygłaszał jakieś swoje mądrości.

Czuły się obserwowane. Nie lubiły się tak czuć.

-Więc..-nauczyciel kończył swoje wywody - Będzie on zbierał informacje, mam nadzieje, że nie sprawi wam to dyskomfortu...

Detektyw zaczął chodzić pomiędzy ławkami, siostry za każdym razem, gdy obok nich przechodził odwracały wzrok i chyliły głowy, jakby były bardzo pochłonięte lekcją.

To była katorga. Detektyw zdawał się za nimi chodzić, ciągle obserwował, jakby były jedynymi osobami w tej szkole. Przez to zawyczaj musiały odwracać wzrok, żeby nie dostrzegł ich przebłysków w oczach. Musiały przestać chwilowo zabijać, były głodne krwi, głodne ludzkiego strachu i cierpienia. Ale nie mogły nic zrobić, nie gdy pan Adam węszył. Musiały się od niego uwolnić. Obmyśliły plan.

Postanowiły zacząć od jutra.


kolejnego dnia


Do końca lekcji pozostało jeszcze sporo czasu. Detektyw podszedł do nauczyciela i wyszeptał coś do niego.

-Ach tak, oczywiście - odpowiedział nauczyciel, po czym zwrócił się do reszty klasy - po przerwie zgłosicie się czwórkami, po liście do pokoju nauczycielskiego.

Pokój nauczycielski.

Tam popełniły pierwsze morderstwo w tej szkole następne w tym samym miejscu byłoby już nudne.

Nie, pana Adama zabiją gdzieś indziej. Mogą zacząć nawet wzbudzać podejrzenia, aby detektyw się nimi zainteresował i bliżej przyjrzał ich sprawie.

Spojrzały na siebie porozumiewawczo. Pochyliły się nad książkami, odając, że są nadzwyczaj pochłonięte lekturą podręcznika. Zerkały co jakis czas na pana Adama. On również posyłał im ukradkowe spojrzenia. Wtedy Julia przybliżyła się do Kasi i udawała, że szepcze jej coś do ucha. Gdy się odsunęła Kasia pokiwała głową. Znów spojrzały na detektywa, pan Adam odwrócił wzrok, ale wiedziały, że patrzył na nie, gdy "szeptały" między sobą. Siostry uśmiechneły się pod nosami. Łyknął przynęte. Własnie w tej chwili zadzwonil dzwonek na przerwę.

Większość uczniów wybiegła od razu z klasy. Demonyczne siostry wyszły razem równym krokiem. Uwielbieły chodzić jak w wojsku, niemal nieludzko równym tępem. Widziały jak pierwsza czwórka wychodzi do gabinetu, przewodniczył im pan Adam, który zerkał na Kasie i Julię co jakis czas, jakby przy większej nieuwadze mógłby nie dostrzec jakiegoś podejrzanego ruchu z ich strony. Udając, że niczego nie zuważyły siostry razem korytarzem. Nie musiały oglądać się za siebie, by wiedzieć, że detektyw świdruje ich spojrzeniem. Weszły do łazienki. Zanim zaczęły jakiekolwiek rozmowy sprawdziły, czy w toaletach są jakieś dziewczyny. Niemal wszystkie drzwi były pootwierane, poza jednymi. Wszystko szło jak po maśle.

-Dobra, powtórzmy plan.-rzuciła brunetka

-Zgadzam się siostro.-Julia starała się móić na tyle głosno, by dziewczyna w kabinie je usłyszała, a jednocześnie na tyle cicho, aby myślała, że nie mają zamiaru, by ktoś je słyszał

-Najpierw...pozbywamy się jakiejś przypadkowej osoby...-zaczęła Kasia

-Potem...czekamy na reakcje detektywa...

-Mordujemy, aż będzie mial pewność, że to my i nas wezwie...

-A potem...-szarooka nie kończyła

Razem zaśmiały się psychicznie i wyszły z łazienki. Od razu przyległy do ściany, tak jak przypuszczały, zaraz z toalety wybiegła jakaś przerażona drugoklasistka. Uśmiechnęły się, pobiegła nakablować. Poszły pod klasę, usiadły na ławce obok drzwi, wyjęły ze swoich plecaków drugie śniadanie, ich ciała były głodnę. Z pokoju nauczycielskiego wyszła druga już czwórka uczniów,  która od razu poszła zebrać kolejną grupkę na przesłuchanie. W tym momencie ta sama dziewczynka podbiegła do pana Adama, pociągnęła go za jego jasnobrązowy płaszcz. Mężczyzna nachylił się, a mała powiedziala mu pare słów na ucho. Detektyw wyprostował się. Pogładził ją po głowie i dziewczynka pobiegła w stronę schodów na parter.

Pan Adam spojrzał na Kasię i Julię podejrzliwie, ale te tylko udawały, że są bardzo skoncentrowane na przeżuwaniu swoich kanapek. Już niewiele czwórek pozostało do przepytania. Akurat one wypadały w ostatniej z nich. Telepatia okazała się bardzo przydatna. Chwaliły się w myślach, że posłużyły sie nią do zawładniecie umysłem nauczyciela i oznajmiły o wchodzeniu czwórkami do pokoju nauczycielskiego. Sam nigdy by na to nie wpadł, kazałby isć im pojedyńczo, a tak zniweczył by cały misternie usnuty plan. Rozbrzmiał dzwonek i wszyscy weszli do klasy. Za kilka chwil dziewczyny miały zacząć działać.

Weszła przed ostatnia grupa. Potem mieli wejść Kasia, Julia i dwóch kolegów Piotrka, którego zabiły na początku roku.

Czekanie działało im na nerwy, sekundy zamieniały się w minuty bezczynnego wpatrywania się w ścianę. W końcu nadszedł czas, aby razem weszli do pokoju nauczycielskiego. Usiedli na kanapie. Pan Adam chodził po pokoju trzymając długopis w lewej ręce i obracając go w palcach. Jego czujne oczy spoczęły na uczniach.

-Czy znaliście ofiary dziwnych morderstw? - zapytał po dłuższej chwili.

-Większość z nich - wyrwał się blondwłosy chłopiec siedzący obok Julii.

-A wy? - zapytał siostry.

-Większość tylko z widzenia - powiedziała Julia.

-Ale, naturalnie, nauczyciele nie byli nam obcy - dodała z wymuszonym uśmiechem Kasia.

Detektyw przyjrzał się jej uważnie. Potem jego wzrok spoczął na drugim koledze Piotrka.

-Jak odebraliście te tajemnicze zdarzenia? Czy coś przykuło waszą uwagę?

-W zasadzie to tak, Maria z naszej klasy pewnego dnia wyszła później z lekcji, potem zrobiła się jakaś cichsza... no i wie pan co potem...

-A wy, dziewczęta? Zauważyłyście coś... podejrzanego?

-Hmm... - Julia zmrużyła oczy - pamięta pan śmierć tych czwartoklasistek? One często... widziałyśmy jak próbują kraść biżuterię...

-No dobrze. was już chyba zwolnię. Przekażcie nauczycielom, że odezwę się do nich wkrótce.

Dwóch kolegów Piotrka wyszło. Kasia i Julia patrzyły na chwile bykiem na pana Adama, o czym nie spuszczając z niego wzroku wyszły równym krokiem na korytarz.


kilka minut później


Detektyw usiadł przy biórku i ukrył twarz w dłoniach. Musiał wszystko przemyśleć, poukładać. To czego dowiedział się od Marcelinki wstrząsneło nim. Te siostry zachowywały się dziwnie, ale nie podejrzewał, że stać je na taki czyn. Miał podejrzenia co do nich, ale potrzebował dowodów. Nagle na korytarzu rozległ się pisk, podobny do krzyku dziecka, po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Mężczyzna wstał i szybkim krokiem podszedł do drzwi, może nareszcie znajdzie coś przydatnego. Otworzył drzwi i ukazał mu się widok straszny. Przed drzwiami leżała zabita Marcelinka. Poznał ją jedynie po różowych trampkach i fioletowej sukience w różowe kwiatki, napewno nie po twarzy. Głowę miała wręcz rozłupaną. Patrzyła przerażonymi oczami w nicość. Na jej nieruchomej klatce piersiowej spoczywała żółta kartka samoprzylepna. Pan Adam przyklękł obok ciała i przyjrzał się kawałkowi papieru

-"Ene due rike fake..."

Pod spodem naklejona była nalepka żółtej, uśmiechniętej buźki, lecz jej uśmiech został namalowany krwią.

Więc to, co mówiła dziewczynka przed śmiercią było prawdą.

Zaczynała się kolejna rzeź.


Rozdział 11


Kolejny dzień nie wydawał sie szczególny. Czerń panowała wszędzie, a na korytarzach pojawiły się korkowe tablice z wywieszonymi zdjeciami i krótkimi opisami osób zamordowanych lub zaginionych. Siostry stały właśnie przed jedną z takich tablic, nic nie mówiąc wpatrywały sie z kamiennymi twarzami w fotografie.

-Żywi są zdecydowanie nudniejsi niż martwi. Zobacz jaki tu potencjał...-powiedziała Kasia do Julii

-Prawda? Patrz...ona tak ładnie wyglądała by z wyrwanym okiem...albo on...krwawy uśmiech napewno by mu nie zaszkodził.

-Tak-przytaknęła jej siostra-a patrz na niego. Gdyby wyciąć mu policzek wyglądałby o wiele lepiej, a jej do twarzy byłoby z rozłupaną czaszką.

Dziewczyny kiwnęły równocześnie głowami.

-Wiesz...ci koledzy Piotrusia bardzo mnie denerwują.

-Mnie też-odpowiedziała jej blondynka

-Dlaczego oni się smucą? Przecież on nie żyje.-powiedziała zielonooka

-Też ich nie rozumiem.

Milczały przez chwile, po czym Julia szepneła

-To nie ładnie zacząć zabawę i jej nie skończyć.

Siostry uśmiechnęły się bezuczuciowo i spojrzały sobie w oczy

-Pobawmy się z nimi.


godzinę później


Siedząc w swojim biurze, detektyw usłyszał kroki, a zaraz po tem wrzaski. Spojrzał na drzwi, z początku bał się je otworzyć, nie chcąc znaleźć kolejnego martwego dziecka na progu. Powoli podszedł do drzwi, ciągle słysząc krzyki z korytarza. Otworzył je. Z ulgą stwierdził, że żadne ciało pod nimi nie leży. Przed jego gabinetem przebiegło dziecko. Potem kolejne i kolejne, po nich nawet kilkoro na raz. Wrzasków było coraz więcej. Pan Adam szybkim krokiem skierował się w miejsce, gdzie biegły dzieciaki. I wtedy zobaczył, co było przyczyną tego zlotu.

Pod sufitem wisiał Bartek, jeden z kolegów Piotrka. Był blady, a w wielu miejscach miał czarne ślady, jednak to nie było to, co najbardziej rzucało się w oczy. Brzuch miał ponacinany, niemal odcięty, z wielkich dziur na podłogę, szyby i parapet wylatywała krew i wnętrzności. Krwawiły mu oczy, miał na twarzy krwawy uśmiech. Na rękach i nogach widniały liczne nacięcia, z których powoli sączyła się krew. Jasny T-shirt i jeansowe shorty poplamione były zczerniałą krwią. Gardło miał podcięte w kilku miejscach. Widok był okropny.

-Dzieci, wracajcie do klas.

Część zgromadzonych od razu pobiegła do pozornie spokojnych sal lekcyjnych. Innych pan Adam wyganiał wielokrotnie. W końcu na korytarzu nie ostało się żadne dziecko. Detektyw podszedł bliżej ciała. Nagle jedna z żyłek, którymi chłopiec przywiązany był do sufitu puściła i ręka Bartka bezwłądnie opadła w dół. Mężczyzna cofnął się o krok, jednak gdy tylko spojrzał na twarz chłopaka, widać było, że od kilku godzin nie żyje. Podszedł bliżej. Dostrzegł wtedy, że chłopak ma mocno zciśniętą pięść, z której wystawał kawałek papieru.

Pan Adam powoli podszedł do wiszącej ręki chłopca i spróbował otowrzyć dłoń Bartka. Jednak pięść martwego zaciśnięta była z niesamowitą siłą. Po kilku próbach siłowania się z pięścią chłopca, z niemałym oporem detektywowi udało się rozchylić palce Bartka na tyle, by wydobyć spod nich zawiniątko. Rozwinął i wygładził papierek, z przerażeniem odrzucił go na podłogę. Ta sama naklejka żółtej buźki, ten sam krwawy uśmieszek, ten sam charakter pisma.

-"...torba borba ósme smake..."

Detektyw szybkim krokiem skierował się do swojego biura. Czyżby zrobiły to te siostry? Jak dwie dziewczynki mogą byćbezlitosnymi zabójczyniami? Kiedy pan Adam wszedł do pokoju zauważył coś, czego nie było zanim wyszedł sprawdzić, co się dzieje. Była to kartka wyrwana z zeszytu, mężczyzna podniósł ją i przeczytał

-"Las na tyłach szkoły."

Pan Adam spojrzał na las. W jednej chwili pobiegł po schodach na parter, po czym przebiegł przez korytarz i wybiegł na dziedziniec. Popędził chodnikiem wzdłuż boiska, nie mogł się spóźnić, może uda mu się uratować dziecko. Minął czarną bramę, odgradzającą szkołę i skręcił w lewo. Niekoszona nigdy trawa siegała mu do kolan. Zaczęły pojawiać się pierwsze drzewa. Detektyw biegł pomiedzy sosnami, szukając gdziekolwiek oznak życia. Podążając na oślep błądził po lesie. Oddech był niespokojny, pot spływał z czoła. Mężczyzna musiał przystanąć zanalizować sytuacje.

Po chwili dostrzegł połamane gałązki krzewów i wydeptaną ścieżkę w trawie. Znalazł wskazówkę. Dziecko musiało tędy przebiegać. Było gonione lub dzieś podążało. Pan Adam wyszedł na szlak i zaczął iść. Co chwila narzucał coraz szybsze tempo, po chwili biegł. Podążał wgłąb lasu. Po kilku minutach szlak się zmienił. Stał się szerszy, bardziej nieregularny, jkilka metrów dalej znów się zmienił. Krew. Wielka kałuża krwi. Rozbryzgana posoka pokrywała ziemię, trawe i krzewinki. Czerwona smoga prowadziła głębiej w las. Morderca wlekł dziecko po ziemii. Idąc za krwistym śladem pan Adam doszedł do drzewa. Pod nim leżał blady, ale w jednym kawałku Maciek. Kolega zmarłego Bartka i Piotrka. Detektyw podbiegł do niego.

-Mój Boże, Maciek...wszystko w porządku? Nic ci nie jest?-lekko potrząsnął chłopcem

Z przerażeniem zobaczył jak połowa Maćka osuwa się na ziemię. Chłopak był przepołowiony. Detektyw cofnął się o kork. Z chirurgiczną niemal precyzją dziecko zostało przekrojone wzdłuż. Pan Adam nie musiał się dokładnie przyglądać, by stwierdzić, że nastąpiło batonowanie. Chłopak żywcem został rozcięty, bardzo ostrym nożem, jednocześnie zabójca twardym obiektem pogłębiał nacięcie, uderzając w ostrze. Detektyw przyklęknał przy ciele. Przerażone oczy Maćka wpatrywały się w niego. Mężczyzna podniósł wzrok. Nad ciałem, pinezką do drzewa została przypięta karteczka samoprzylepna z dobrze znaną naklejką

-"...deus, deus, kosmateus..."


pół godziny później


Trwała własnie lekcja języka niemieckiego. Demoniczne siostry uśmiechały się od siebie. Szło jak po maśle. Wtedy drzwi otworzyły się i do klasy wszedł prywatny detektyw. Szepnął pare słów na ucho nauczycielowi. Mężczyzna skinął głową, a pan Adam powiedział.

-W celu dochodzenia-spojrzał na dziewczyny. Kasia i Julia pochyliły się nad notatkami.-Chciałbym od każdego otrzymać kartkę, gdzie swojim własnym charakterem pisma wypisze cały alfabet...

Uczniowie otworzyli brudnopisy i powyrywali czyste kartki. Każdy zaczął skrobać litery, po czym oddawać zapisane strony detektywowi. Nie patrząc mężczyźnie w oczy dziewczyny oddały kartki. Pan Adam zebrał wszystkie stron i złożył w równy plik.

-Dziekuje za współprace. Dzieki wam uda mi się szybciej wytypować i ująć morderce.

Kasia i Julia uśmiechnęły się nieznacznie. Wszystko zgodnie z planem.


Rozdział 12


Nazajutrz pan Adam siedział przy biurku i przeglądał kartki, które dali mu uczniowie. Spojrzał na szufladę biurka. Powoli otworzył ją, w środku leżały trzy samoprzylepne kartki, które znalazł przy ciałach. Zaczął porównywać charaktery pisma. To jedyne co mu pozostało. Próbował znaelźć odciski palców na papierze, ale nie było na nich nic. Jakby sprawca w ogóle nie dotykał papieru. Pierwsza kartka miała zupełnie inny styl liter, druga była trochę podobna, ale litery "f" i "m" różniły się od siebie. Od trzeciej do dziesiątej nie było nawet mowy o podobieństwie. Jedenasta była nawet podobna, ale nie zgadzały sie litery "s" i "d". Jednak gdy panu Adamowi została ostatnia kartka, z przerażeniem zauważył, że zgadza się ona z charakterem pisma mordercy. Spojrzał na podpis. "Julia kl. 6B". Więc jednak. Wreszcie mężczyzna dostał pożądny dowód. Wyjał telefon z kieszeni płaszcza. Odblokował go i zaczął wpisywać numer. 99...

Pan Adam już miał nacisnąć klawisz z siódemką, gdy dobiegł go dziewczęcy pisk. Kolejne zabóstwo. Szybkim krokiem wyszedł na korytarz, może uda mu się przyłapać Julię na gorącym uczynku. Wrzask dobiegał z łazienki dziewczyn, nie zwracajac na to uwagi wbiegł do środka. Jednak to co zauważył, było ostatnim, co by mu przyszło do głowy.

W kałuży krwi leżała martwa Julia, klęczała przy niej jej zapłakana siostra. Julia na jasnym T-shirt'cie wielką, krwistoczerwoną plamę. Była jeszcze bledsza niż zwykle. Nieobecnym wzrokiem wpatrywała sie w nicość. Przerażona Kasia tuliła ciało siostry do siebie krzycząc.

-Julia, prosze nie odchodź! Nie zostawiaj mnie! Julia?! Julia! Julia, obódź się! Obódź się! Proszę!

Jednak dziewczyna pozostawała zimna i nieruchoma. Kasia zaczęła zanosić się płaczem. Wydawała z siebie nieludzko wysokie piski. Kołsała sie lekko z blondynką w objęciach. Łzy spływały Kasi po policzkach i skapywały na twarz szarookiej.

-Odsuń się.-polecił rzotrzęsionej brunetce pan Adam. Nie wierzył w to. Przecież to Julia była morderczynią. Ale to były fakty, to działo sie naprawdę. Może morderca zastraszał dziewczynę, by ta pisała te okropnosci, a może kazał jej zabijać, a potem by zapewnić sobie bezpieczeństwo zabił i ją.

Kasia jednak dalej trwała przy siostrze, gdy mężczyzna wziął Julię i zaczął odsuwać ją od zielonookiej ta zaczęłą krzyczeć.

-Nie! Niech mnie pan zostawi! Niech pan mnie do niej puści!-rozpaczliwie wyciągała ręce w kierunku ciała.

W żaden znany detektywowi sposób nie udało się odciągnać siostry Julii od jej zwłok. W końcu pan Adam pozwolił jej zostać przy ciele.

-Możę uda mi się ją jeszcze uratować...-Zaczął podnosić koszulkę Julii, jednak błyskawicznie Kasia położyła rękę na brzuchu siostry, uniemozliwiając tym samym działąnie detektywowi.

-To chyba jasne, że nie żyje! Cios został zadany pod kątem, ominął żebra i trafił prosto w serce.

Detektyw przyjrzał jej się podejrzliwie.

-Z kąd to wiesz?

Kasia zastanawiała się chwilę, po czym powiedziała

-Uważałam na biologii, poza tym...widziałam trochę.

-Co wiidziałaś? Opowiedz mi wszystko...-pan Adam wyciągnął z kieszeni płąszcza ołówek i notatnik.

-Więc...-zaczęła Kasia trzęsąc się troche.-Po-o-szłam do toalety i-i poprosiłam sio-strę, by przytrzym-mała mi drzwi, b-bo zamek zepsuł s-się jakiś czas temu i-i nie można zamkną-ć drzwi...-jąkała się-U-usłyszałam kroki i-i jak coś-ś upada na-a podłogę...Gdy wy-yszłam sprawcy już n-nie było, a Ju-ulia leżała na-a ziemii...

Pan Adam zakończył notować i włożył notatnik do kieszeni.

-Nie znalazłaś czegoś...szczególnego przy jej ciele?

-Nie-e...chociaż...tak! Tak, znalazłam! Miała przy sobie to...-podała detektywowi żółtą karteczkę

-"...i morele baks..."

-Naprawdę ci współczuje...-powiedizał do zszokowanej Kasi. Dziewczyna objęła rękami ramiona, przełknęła ślinę i pokiwała głową.

Mężczyzna wyjął telefon i dokończył wpisywanie numeru policji. Nacisnął zeiloną słuchawkę i przyłożył telefon do ucha.

-...Halo?..Dzieńdobry. Mówi prywatny detektyw, Adam Zaręcki. Zajmuje się sprawą morderstw w szkole numer 13. Znaleziono kolejne ciało...Tak...Tak...Przypuszczalna godzina zgonu, 15:23...Nie...Damska toaleta...Tak...Nie...Dziękuje. Dowidzenia.-rozłączył się.

-Policja przyjedzie za...-zaczął, jednak spostrzegł, że ani Kasi, ani ciała Julii nie ma. To było dziwne, ale zajmując się tą sprawą pan Adam doświadczył wielu dziwnych zdarzeń.

Brunet postanowił powrócić do swojego gabinetu, czyli jednego z dwóch pokojów dyrektora. Nikogo nie było już w szkole, kilka minut temu lekcje dobiegły końca. Usiadł przy biurku i ukrył twarz w dłoniach. To wszystko nie miało sensu. Było nielogiczne. Spojrzał na blat biurka i zobaczył coś jeszcze. Leżało tam pięć karteczek samoprzylepnych.

-Przerzecież morderstwa były tylko cztery...-powiedział do siebie i podniósł "dodatkową" karteczkę

-"...Raz, dwa, trzy, giniesz ty."

Podniósł wzrok. Przed jego biurkiem stała Kasia, ale i ku jego zaskoczeniu, żywa Julia. Omało co, a niebieskooki spadłby z krzesła.

-Przyszła kolej na ciebie...-powiedziała Kasia.

-Julia...przecież ty nieżyjesz...-zaczął sparaliżowany przez strach

-To ty chyba w duchy wierzysz...-wyszczerzyła się blondynka

-Ale...jak?-niedowierzał

-Toksyna z ryby najeżki...Wywołuje objawy śmierci...Jesteśmy młode, ale nie głupie...-rzuciła Kasia

-Byłeś bardzo namolny...ciągle węszyłeś. I wiesz co?...-zaczęła Julia-

-Nie lubimy takich ludzi.-dokończyła po siostrze brunetka.

Kasia uśmiechnęła się bezuczuciowo. Obeszła biurko.

-Ene, due, rike, fake...Torba, borba ósme smake...Deus, deus, kosmateus...i morele baks...Raz, dwa, trzy...

Stanęła przy mężczyźnie, wyciągając siekierę

-Giniesz ty.-zamachnęłą się

-Słodkich snów...

Siekiera błysnęła w słońcu, wpadającym przez okno. Po chwili głowa detektywa spadła na podłogę i potoczyła się kawałek dalej. Dziewczyny dokończyła zabawę, nabrały krwi i nie zostawiając śladów opuściły pokój. Gdy policja przyjechała, zastała tylko pozbawionego głowy prywatnego detektywa, który wzywał ich nim zginął.

Niewinne demony

Mała poprawka :)


Rozdział 13


Siostry nie było stać na szkolne obiady na cały rok. Wykupiły je na tydzień. I pożałowały. Na stołówce pracowała tylko jedna, stara, wredna kucharka. Zawsze wrzeszczała na dziewczyny i nigdy nie dawała deserów. Określała dzieci mianem "nienażarte mordy". Mało tego-wstrętnie gotowała. Za każdym razem gdy Kasia i Julia jadły cokolwiek, ich ciała krzywiły się i wzdrygały. Tylko siłą zmuszały się do przełknięcia ochydnej, tłustej breji, która miała imitować ziemniaki z wątróbką.

-Na jakiej podstawie ona uważa się za kucharkę?-spytała Kasia z obrzydzeniem odrzucając wydelec na talerz.

-Też nie rozumiem...-Julia mieszała widelcem coś, co mogłoby przypominać ziemniaki. W końcu, za przykładem siostry odłożyła widelec.

Wzięły tace i równym krokiem odniosły kucharce.

-Pół dnia stoje przy garach, a wy nawet nie tkniecie! Już! Wracać mi do stolika!-wrzasnęła oburzona.

Oczy sióstr błysnęły czerwienią. Rzuciły tace na blat i wyszły.

-Hej! Gdzie wy, niewdzięcznice się wybieracie!? Wracać mi tu, nienażarte mordy! Niech ja się tylko wybiore do waszych rodziców!-krzyczała za nimi.

-Czy mi się wydaje, czy ona właśnie zaprasza nas do zabawy?-spytała Julia, szczerząc się do siostry

-Też odnosze takie wrażenie, siostrzyczko...-powiedziała Kasia


po lekcjach


Kucharka mrucząc coś pod nosem zmywała talerze. Nagle ktoś zapukał w ściane przy okienku, gdzie dzieci oddawały tace. Wyjrzała, ale nikogo tam nie zastała.

-Przeklęte bachory....-rzuciła pod nosem, wracając do sprzątania.

Odłożyła niedbale umyty talerz na stosik i włożyła ręke do pełnego zlewu, szukając kolejnego. W jednej chwili poczuła ukłucie, syknęła z bólu, wyciągnęłą przedmiot z wody. Był to duży, ostry tasak. Zdziwiła się. Nie przypominała sobie, by wrzucała go do zlewu. spojrzała na swoją dłoń. Na jej wierzchu widniała długa, głęboka szrama. Przeklneła, gdy poczuła jak woda z płynem do mycia naczyń dostaje się do rany. Chciała pójść po szmatkę, wiszącą na uchwycie piekarnika, jednak zatrzymała się przestraszona. Nie była sama w kuchni. Stały tam dwie dziewczyny, śledzące ją uważnie wzrokiem. Rozpoznała Kasię i Julie

-To wy, wstrętne smarkule!...-krzyknęła

-Troche grzeczniej...-powiedziała bezuczuciowo Julia

-Niby czemu miałabym się was słuchać!?-powiedziała wyzywająco.

-Bo umiemy zrobić tak...-powiedziała Kasia.

Wyciągnęła dłoń ze zgiętymi palcami w strone kucharki. Zraniona dłoń kobiety mimowolnie powędrowała do przodu. Kucharka próbowała ją opuścić, bezskutecznie

-Jak to zrobiłaś, chołoto?-krzyknęła na Kasie

-Jak już mówiłam, troche grzeczniej...-powiedziała Julia, wyciągając dłoń w stronę solniczki.

Szklany pojemniczek z białymi kryształkami uniósł się w powietrze i podlecił do dłoni kucharki. Zwolna przechylił się, a ziarenka soli wysypały się wprost na rane przestraszonej kobiety. Wrzasnęła, gdyby szkoła nie była pusta, z pewnością dotarłoby to do każdego dziecka, nawet po drugiej stronie budynku.

-Wiesz...-jakby od niechcenia zaczęła Kasia-umiemy też dużo wiecej

Dziewczyny zaśmiały się psychopatycznie

-Niech się pani z nami pobawi...-wyszczerzyły się

-Wy małe...-niedokończyła, zobaczyła jak Julia wyjmuje duży nóż spod jej jeansowej kórtki.

-Tylko się nie wierć...Nie będzie bardzo bolało...-Julia podeszła do kobiety-będzie bolało jak diabli...-wyszczerzyła się

Kucharka spróbowała się wyrwać, ale nie mogła. Spojrzała na Kasię. dziewczyna patrzyła na nią spodełba, trzymając lekką drżacą dłoń wyciągniętą w strone kobiety. Trzymana w kasinym uścisku nie mogła uciec, patrzyła tylko na Julię, nieuchronnie zbliżającą się w jej stronę. Blondynka zaśmiała się dziecięco, po czym odcięła kobiecie ręke. Kończyna spadła na podłogę i zostawiając krwisty ślad potoczyła się po podłodze. Kucharka chciała krzyknąć lecz rzaden dźwięk nie wydobył się z jej gardła. Przeniosła wzrok na zielonooką. Wskazujący palec drugiej ręki brunetka przykładała do ust. Julia odcięła jej kolejną ręke, potem jedną i drugą nogę. Kasia opuściła ręke, a pozbawione rąk i nóg ciało kucharki spadło na podłogę. Dziewczyny zaśmiały się i chwyciły wszystkie noże, jake były w kuchni. Ostrzami przeszyły ciało kucharki, jednak nie uśmiercając jej. Ostatkiem sił uniosła głowę. Przerażonym wzrokiem szukała dziewczyn, jednak tam ich nie było. Oparła głowę o podłoge, gdy nagle dostrzegła pochylajace się nad nią siostry. Kasia z tasakiem w dłoni  zamachnęła się.

-Dobranoc...-wyszeptała, po czym odcięła kobiecie głowę.

Kasia i Julia stały przez chwile nad ciałem, po czym spojrzały na siebie

-Jak myślisz, co będzie jutro na obiad?-spytała siostrę brunetka

-Jak na moje oko...czernina...-wyszczerzyła się szarooka


kolejnego dnia


Coraz mniej uczniów przychodziło do szkoły numer 13. Rodzice nie chcieli, by ich dzieci uczyły się w pobliżu mordercy. By zatrzymać dzieci i nie zbankrutować szkoła postanowiła zorganizować nocowanie w szkole. Był to też ostatni dzień, w którym demoniczne siostry stąpały w tych ciałach po ziemii. Od razu więc podpisały formulaż i oddały go nauczycielce. Wystarczyło tylko zaczekać do wieczora. Ponieważ była to ostatnia lekcja, Kasia i Julia pobiegły do szatni, zmieniły szkolne trampki na glany, i wyszły na zewnątrz. Chłod jesieni im nie przeszkadzał.

Demony kochały odczuwać chłód, taki sam, jaki spowijał ich serca.

Wróciły do domu, zrzuciły plecaki z ramion i poszły do swojich pokojów. Spakowały swoje piżamy do jednej torby, włożyły tam też swoje szczoteczki do zębów, pastę, kubeczki i ręczniki do twarzy. Wolały nie wycieraż się papierem toaletowym z toalety dla dziewczyn. Byłoby to trochę niehigieniczne, zwarzając na to, że kilkadziesiąt dziewczyn ich dotykało, zapewne brudnymi rękami. Do torby wrzuciły jeszcze trochę pieniędzy, aby w razie potrzeby mieć za co kupić pożywienie dal swoich ciał, zgodę od rodziców z podrobionymi podpisami, szczotki do włosów, dwa koce, a na samym dnie-siekierę i nóż i kilka buteleczek krwi. Były spakowane i gotowe.

-Tyle duszyczek w jednym miejscu...-rozmarzyła sie Julia

-Tak...Wiesz co siostro...Mam pomysł...Trzeba będzie tylko na kilka minut odwrócić uwagę nauczycieli...Czy nie mieliśmy oglądać filmu przed snem?

-Owszem. I chyba już nawet wiem, co masz na myśli...-wyszczerzyła się Julia

Dziewczyny usiadły na łóżku Julii. Blondynka wyciągnęła z szafki nocnej laptop. Demony nie czują potrzeby korzystania z tych wszystkich elektronicznych gadżetów, siostrą nie często zdażało się go używać. Tylko kilka razy sprawdziły skrzynkę mail'ową, która miała należeć do ich rodziców, by sprawdzić, czy dyrekcja nic nie napisała o ich "dziwnym" zachowaniu lub by obejrzeć sobie "wieczorynke" w postaci horroru. Zaczeły przeglądać intertnet w poszukiwaniu krótkich, ale dla normalnych ludzie strasznych filmików. Na szybko posklejały to w jeden film i zgrały wszystko na płytkę CD. Wyszczerzyły się. Do nocowania zostało siedem godzin.

Jednak przez siedem godzin można bardzo się nudzić. Choć demony nie mają nic przeciwko czekaniu, to po jakimś czasie było to irytujące.

W telewizji nie było nic ciekawego. Rozmawianie przez plansze do rozmowy z duchami zrobiło się nudne. Nie miały ochoty oglądać horrorów. Lekcje już odrobiły. Wyglądało na to, że nie było już nic do roboty. Siostry postanowiły więc zagrać w łapki. Z psychicznym uśmiechem usiadły na kanapie i zaczęły klaskać, śpiewając jednocześnie piosenkę z jednego z ich ulubionych filmów, zmieniając jednak pierwszy wers

-One, two – sis're coming for you
Three, four – better lock your door
Five, six – grab your crucifix
Seven, eight – gonna stay up late
Nine, ten... – Never sleep again

Na koniec zaśmiały sie dziecięco

-Kocham zabijać...-powiedziała Julia

-Ja te...-nie dokończyła Kasia. Uniosła trzy palce.

Spojrzały w jeden punkt. Ściana. Jednak wiedziały, że coś jest nie tak. Bezgłosnie wstały z kanapy. Przymkneły oczy. Buchnął atramentowy dym, a Julia zamieniła się w kruka. Kasia stała się niewidzialna. Brunetka wyszła z mieszkania i bezszelestnie weszła do mieszkania sąsiadki. Kobieta przykładała ucho do ściany, która dzieliła mieszkanie 13 i 14. Kasia minęła ją, ledwo powstrzymując się od uśmiercenia jej na miejscu. Wyciągnęła ręke w strone okna. Po chwili rączka przekręciła się i okno z cichym skrzypnięciem otworzyło się na oścież. Po chwili zielonooka spojrzała na drzwi. Bezgłośnie zamknęła je drugą ręką. Usłyszała trzepot skrzydeł. Blondynka pod postacią czarnego ptaka siedziała na parapecie. Po cichu zeszła z parapetu i zamknęła okno od zewnątrz. Podeszła do swojej siostry, która zmaterializowała się na pomarańczowo-żółtej terakocie w otwartej kuchni sąsiadki. Kobieta zauważyła, że głosy sióstr ucichły, obróciła się i wydała z siebie zduszony krzyk.

-Oh...-powiedziała nerwowo poprawiając włosy-co..co wy tu dziewczynki robicie? He-he-zaśmiała się, próbując zatuszować strach i wstyd-nie usłyszałam, gdy wchodziłyście...

-Jesteśmy tu, by się ciebie pozbyć...beznamiętnie powiedziała Julia

-Doprawdy...Udany żart Julciu...-zaśmiała się nerwowo

-Ty już dobrze wiesz, co jest żartem, a co nie-blondynka zmarszczyła brwi

Udawany uśmiech zniknął z twarzy sąsiadki

-Dziewczynki...Ale wy..chyba nie macie zamiaru...-cofnęła się o krok, jednak jej plecy natrafiły na zimną ścianę

Kasia podeszła do niej bliżej. Z pomiędzy czarnego T-shirta ze srebrną gwiazdką i zielonej kurtki jeansowej wyciągnęła ukochaną siekierę.

-Śpij dobrze...-szepnęła


Rozdział 14


Było ciemno. Latarnie rzucały blade światło na ulicę, którą szły dwie siostry. Trzymając torbę równym, wojskowym krokiem szły w stronę szkoły. Gdy przekroczyły próg budynku, skierowały się do sali od angielskiego. Rzutnik był już włączony. Wychowawczyni pierwszej klasy i nauczyciel historii siedzieli przy komputerze i ustawiali odpowiednią głośność. Na podłodze, na dużych brązowych materacach, dotychczas leżących w magazynku nauczycieli W-F'u, siedziały dizeciaki otulone kocykami. Niektóre trzymały pluszowe maskotki, inne przyniosły z domu jasie. Kasia i Julia omiotły wszystkich chłodnym spojrzeniem. W końcu na stojące w progu dziewczyny zwróciła uwagę wychowawczyni młodszych klas

-Jesteście już. Czy macie podpisaną zgodę od rodziców?-spytała

-Tak, mamy ją...-powiedziała Kasia, patrząc na nauczycielkę spode łba

-Proszę...-Julia wyciągneła w strone kobiety dłoń z formularzem.

Po chwili demoniczne siostry zajęły miejsce na końcu sali. Położyły tam torbę i wyciągnęły sowje piżamy. Były przy tym bardzo ostrożne, by przypadkiem razem z ubraniami nie wyjąć broni. Wyszły z klasy i poszły do łazienki przebrać sie w piżamy.

-Wiesz...to miejsce wydaje się idealne na kolejne morderstwo...-rzuciła siostrze blondynka

-Zgadzam się z tobą siostrzyczko...Popatrz...Bycie samemu w łazience w nocy, daje poczucie osamotnienia...

-Tak...A patrzenie w lustro daje wrażenie, jakby było się załamanym-powiedziała szarooka

Odruchowo spojrzały w lustro, jednak po chwili odwróciły wzrok. Nie lubiły przeglądać się, a napewno nie w miejscu publicznym.

Przebrały się i wróciły do salii. Usiadły na materacu i przykryły się kocami. Spojrzały na ekran. Wtedy przypomniały sobie i płycie leżącej gdzieś w ich torbie. Wyszczerzyły się, ale by nie wzbudzać podejrzeń po chwili ich twarze znów przybrały kamienny wyraz.

-Dziękuje wam wszystkim za przybycie. Naszym priorytetem jest zapewnienie wam bezpieczeństwa, więc jesli będziecie musieli wyjść z klasy, poinformujcie nas o tym...-powiedział nauczyciel historii

Ostatnim, co dziewczyny miały na myśli, to sygnalizowanie, że opuszczają salę.

-Przypominam o tym, że w salii nie wolno zachowywać się głośno, nie wolno rozmawiać przez telefon, ruszać komputera i opuszczać jej bez pozwolenia.-powiedziała wychowawczyni pierwszych klas.

Skinęła głową na historyka. Mężczyzna kliknął coś w komputerze u na ekranie pojawił się obraz. Już po chwili Julia i Kasia zniesmaczone odwróciły wzrok. Film animowany. Wolałyby obejrzeć coś mniej kolorowego. Klasyczny horror na "dobranoc" byłby bardzo na miejscu.

Nudziło im się. Postanowiły więc zacząć zabawę.

-Ta dziewczyna..-szepnęła Kasi na ucho Julia, wskazując blondynkę w biało-różowym dresie-to Amelia. Ma strasznie słabe serce...

-Oh..jakie to przykre-powiedziała z udawanym smutkiem brunetka

Wyszczerzyły się. Niczego nie spodziewająca się Amelia podparła głowę rękami i z uśmiechem oglądała film. W jednym momencie demoniczne siostry utkwiły wzrok w nauczycielach. Powoli obserwowały, jak uśmiech znikają z ich twarzy.

-Zaraz do was wrócimy..-mechanicznie powiedział nauczyciel historii

Wstali i równym krokiem wyszli  z klasy. Dziewczyny słyszały, jak schodzą po schodach na parter. Wtedy Kasia wstała i szybko podeszła do komputera.

-Hej! Nie wolno nam dorykać komputera!-zwrócił jej uwage szatyn w żółtej bluzce ze słonikiem..

Jednak odrazu umilkł. Jedyne co słyszał to natrętny zgrzyt. Julia skutecznie go uciszyła.

-Czyżby?-rzuciła Kasia i znów szperała w komputerze. Uklękła i delikatnie wsunęła płytę CD. Po chwili obraz na ekrania zaczął śnieżyć. Zaraz po tym wesołą kreskówkę zastąpiły przerażające migawki. Krzycząca kobieta, niemowle topiące się w krwi. człowiek, rozcinany na pół, upiorna lalka i pozytywka z wrzaskami w tle. Do tego mała dziewczynka ubrana na biało ze ściekającą krwią, czaszka, która odwróciła się i spojrzała na przerażone, krzyczące dzieci przed rzutnikiem. Był tam też lekarz z czasów dżumy, niewiadomoco, wychylające się zza sciany, ćwiartowane ciało, pluszak obryzgany krwia i wiele innych krótkich filmików.

Dzieci wrzeszczały ze strachu. Kasia i Julia napawały sie słodkimi krzykami. Odchyliły głowy do tyło i z przmrużonymi oczami wsłuchiwały się w krzyki przerażonych. Jednak ich chwile szczęścia przerwały kroki nauczycieli. Skołowany historyk i wychowawczyni wpadli do klasy.

-Co tu się dzieje!?-spytał mężczyzna, po czym utkwił wzrok w ekranie. Wychowawczyni pisnęła wystraszona.

Nauczyciel podbiegł do biurka i wyłączył nagranie. Wychowawczyni zajęła się uspakajaniem dzieci.

-Przepraszamy za tą usterkę techniczną...-zaczął mężczyzna-zapewniamy, że to już sie nie powtórzy...-powiedizał puszczając znów kreskówkę. Psychiczne uśmiech zniknęły z twarzy sióstr. Jednak, dostrzegły sznase. Roztrzęsiona Amelia podeszła do nauczycieli. Wychowawczyni okiwała głową i dziewczyna wyszła z salii. Dziewczyny przekrzywiły jednocześnie głowy na lewo. Podeszły do historyka.

-W czym moge wam po...-niedokończył. mechanicznie pokiwał głową i odwrócił się.

Dziewczyny uśmiechnęły się psychicznie i wyszły z salii. równym krokiem skierowały się do łazienki. Zaczaiły sie za winklem, a gdy upewniły się, żę dziewczyna ich nie widzi podeszły bliżej. Amelia przemywała twarz wodą. Podniosła wzrok, spojrzała w lustro i odskoczyła. Po chwili powróciła na miejsce. Przyjrzała się odbiciu.

Za nia stały dwie dziewczyny. Wyglądały niemal tak samo jak te siostry, z którymi chodizła do klasy. Jednak te w odbiciu-szlochały. Jeszcze nigdy niewidziała, by te dwie okazywały uczucia. Odbicia płakały, miały zakrwawione ręce. Krzyczały, ale Amelia nie była pewna co. Nie słyszałą ich. Prowadziły z nią niemy monolog. Podeszły do lustra. Zaczęły bić w nie pięściami, krzyczały, płakały. Wyglądało to tak, jakby próbowały wydostać się z lustra. nagle przestały. Zaparowały oddechem powierzchnie lustra. Zaczęły coś pisać, plamiąc krwią szkło. Gdy skończyły, położyły dłonie na gładkiej taflii lustra.

-Pomóż nam.

Amelia przyłożyła dłonie w miejscach, gdzie znajdowały się dłonie dziewczyn. Jednak po chwili odbicia zniknęły. Blondynka odwróciła się. Pisnęła przestraszona. Za nia stały Kasia i Julia. Jednak te chłodne, codzienne. Ich koszulki pokryte były krwią. Miś z piżamy Kasi zdawał się płakać krwią, a Julia na koszulce zamiast "Time to sleep" napisane miała "Time to die"

-Spij dobrze, Amelciu...

Krzyk rozdarł wieczorne niebo.

Siostry nawet nie wahały się, zostawiając ciało Amelii z nieskończona ilością cienkich ran zadanych tępym nożem. Zwieńczyły swoje dzieło podcinając jej gardło. Nic je już nie obchodziło. Ich żądza krwi od jakiegoś czasu narastała coraz bardziej, a dzisiaj nastąpił jej punkt kulminacyjny.

Szybkim krokiem ruszyły z powrotem do sali.

Pozostali uczniowie wrócili do oglądania filmu animowanego. Nudy. dziewczyny jeszcze raz niepostrzeżenie wyszły. Obmyśliły już nowy plan.

Po kilku minutach Kasia wbiegła do sali. Złapała za rękę chłopca po kilku kursach pierwszej pomocy i z proszącym wzrokiem zaczęła mu tłumaczyć, że Julia spadła ze schodów i jest nieprzytomna. Chłopak od razu zerwał się z miejsca i pobiegł za Kasią.

po przebyciu kilku kondygnacji schodów Kasia i Damian - bo tak było na imię chłopcu - Zobaczyli Julie leżącą u stóp schodów. Widzieli, że ej klatka piersiowa unosi się i opada, ale nie widzieli jej twarzy, była odwrócona. Damian zbiegła po schodach i uklęknął obok lezącej blondynki.

Na moment zawahał się, kiedy zobaczył, że pod kurtyną jasnych włosów, ma krew na całej twarzy. Delikatnie odgarnął kilka kosmyków. W tym momencie Kasia zatkała mu usta dłonią, a Julia powoli wstała z ziemi.

Obie wyszczerzyły zęby w uśmiechu i wyjęły wciąż poplamione krwią Amelii noże. Zaczęły od drobnego nacięcia wzdłuż obojczyków. Połamały mu kości kończyn, powykręcały kostki i nadgarstki.

Chłopak wił się z bólu.

Siostry mnożyły nacięcia, a z Damiana powoli uchodziło życie.

Po chwili dusza drugiego dziecka opuściła jego ciało.

-Dziewczynki co wy ro...-usłyszały głos zza siebie głos wychowawczyni. Po nim dobiegł je pisk

Odwróciły się, kobieta przerażona patrzyła na zakrwawione dziewczyny i leżącego na ziemii Damiana. Cofnęła się o krok. Siostry wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Powoli zaczęły podchodzić do wychowawczyni młodszych klas.

-Naprawdę, to nic osobistego...-zaczęła Kasia

-To tylko i wyłącznie przyjemność.-zakończyła Julia

-Dziewczynki...-kobieta szukała za sobą poręczy schodów

-Poprostu śpij...poprostu śnij...-na piżamach dziewczyn zaczęły się pojawiać krwawe plamy

Kasia chwyciła naszyjnik. Zabłysnęło szare światło i Kasia zniknęła. Przerażona kobieta odwróciła się i pobiegła po schodach, ale jakaś niewidzialna siła zepchnęła ją w dół. Wychowawczyni potknęła się zleciała ze schodów, wspierając się na łokciach widziała, jak brunetka się materializuje, schodząc ze schodów

-Wybierasz się gdzieś?...-spytała

Wychowawczyni usłyszała kroki za sobą. Julia trzymając dwa noże podeszła do niej, za machneła się i wbiła jeden z nich w oczodół kobiety. Wrzeszczała z bólu, wtedy blondynka poderżnęła je gardło, przecinając struny głosowe. Wychowawczyni młodszycj klas krzyczała, lecz z jej gardła nie wydobył się rzaden dźwięk. Szarooka, choć teraz jej teczówki przybrały rubionwy kolor, wbiła nóż w drugi oczodół kobiety. Brunetka podeszła do siostry i popatrzyła na umierającą w agoni kobietę. Wyjęła siekierę i pogruchotała nauczycielce żebra.

-Po prostu śpij...po prostu śnij...

Ciało nauczycielki - tak samo jak ciała Amelii i Damiana - siostry zostawiły nie zacierając śladów. Nudziło im się już to. Chciały zwyczajnie zabijać dalej.

Nauczycielka, gdy jeszcze żyła, przez chwilę krzyczała.

Możliwe, że teraz ktoś przyjdzie zobaczyć co się stało.

Siostry przywołały w pamięci zmodyfikowaną rymowankę ze swojego ulubionego filmu. Śpiewały ją jeszcze dzisiaj po szkole.

-One, two – sis're coming for you
Three, four – better lock your door
Five, six – grab your crucifix
Seven, eight – gonna stay up late
Nine, ten... – Never sleep again

Przerażające uśmiechy wykwitły na ich twarzach.

Czekały aż ktoś w końcu zejdzie po schodach na dół. Czekanie było irytujące. Siostry nie miały pojęcia ile stały na środku korytarza. kilka.... sekund? minut? może całe godziny?

A przecież miały już tak mało czasu.

Zaczeły chodzic w tę i z powrotem. Po chwili usłyszały delikatne kroki. Zerwały się z miejsc.

Zauważyły, że ku nim schodzi uczennica piątej klasy.

-Pomóż! - wykrzyknęła Julia z dołu.

-Wychowawczyni młodszych klas chyba nie żyje! - udawała przerażenie brunetka.

-Już biegnę - piątoklasistka przyspieszyła kroku.

Pobladła kiedy znalazła juz sie na dole.

-My... my już... je-jej chy-chyba nie pomożemy - wyjąkała

Siostry zrobiły posępne miny.

-Może zagrasz z nami w łapki? - zasugerowała Kasia.

Piątoklasistka chyba nieco się ośmieliła. Pomimo tego, iż takie zachowanie byłony kompletnie nie na miejscu

-Czemu nie...

Siostry po raz kolejny przywołały rymowankę

-One, two – sis're coming for you
Three, four – better lock your door
Five, six – grab your crucifix
Seven, eight – gonna stay up late
Nine, ten... – Never sleep again

Natomiast dziewczynka była juz przerażona. Zaczęła powoli cofać się. Lecz oczy Julii zabłysneły niczym dwa rubiny. Kasia tak samo.

-Śpij dobrze... - wyszeptały.


Rozdział 15


Czwarte już ciało zostało na miejscu zbrodni. I tak siostry nie miały zamiaru zostawać tu dłużej. Czas sie kończył, a wolały nie testować cierpliwości Lucyfera. Naszyjnik Kasi rozbłysł szarością. Julia wlepiła spojrzenie w podłogę, kołysała się w przód i w tył. Po chwili jej siostra pojawiła się przed nią, trzymając torbę z ich rzeczami.

-Wracajmy....Zbliża się północ....-szepnęła

Dziewczyny chwyciły się za ręce i równym krokiem zeszły na klatkę schodową. Minęły ciała Damiana i nauczycielki. Idąc boso przez kałuże krwi, zostawiały ślady stóp na schodach i korytarzu. Ale nie dbały o to. Co z tego, że ktoś się dowie gdzie mieszkają, kim są. Kiedy wszyscy zrozumieją, ich już dawno nie będzie. Zeszły na parter, pchnęły drzwi i wyszły na zewnątrz. Chłod nocy był dla nich kojący i choć ich ciała trząsły się z lekka, demoniczne siostry patrząc na wszystko wokół wilkiem kierowały sie w strone ich bloku.

-Zdążymy?-spytała zielonooka

-Jeśli sie pośpieszymy i nie będzie rzadnych incydentów...-odpowiedziała jej blondynka

Przyśpieszyły kroku i juz po kilku minutach weszły do swojego mieszkania. Rzuciły torbę na podłogę. Poszły jeszcze na chwile do łazienki. Spojrzały w lustro. Ich ciała zrozpaczone biły pięściami w szybę

-Jeszcze chwilę...Zaraz wyjdziemy i będziecie wolne...-powiedziała Julia, patrząc na swoje odbicie spodełba

-Żartowałyśmy...Wy zginiecie, a my będziemy wolne!-Zaśmiała się Kasia

Chwyciły małe, papierowe pudełeczko, leżące na umywalce. Przygotowały je już wcześniej. Cyjanek potasu. Idąc do salonu Kasia zaczęła rozmowę

-Pamiętaj, bieżemy tylko, gdyby nie wyszło.-uprzedziła siostrę

-Wiem, będą miały zwiększoną aktywność...-dodała Julia

Doszły do salonu. Blondynka wyjęła z torby noże, podała jeden siostrze.

-Będzie bolało?-spytała zielonooka

-Tak, ale nie nas...

Uśmiechnęły się bezuczuciowo. Spojrzały na zegar ścienny wiszący w kuchni. 23:59.

-Na trzy...-Kasia idealnie odmierzyła zas do północy

-Raz...-podniosły noże na wysokość brzuchów

-Dwa...-zwróciły broń ostrzami do siebie

-Trzy...

Równo z wybiciem godziny dwunastej noże przeszyły ciała sióstr. To było dziwne uczucie, jakby ukłucie szpilką. Spojrzały w dół. Ich koszulki zaczęły się robić czerwone. Plama rosła, powoli spływała po koszulce, na nogawki shortów, po czym sunęła ku podłodze. Po chwili odczuły coś podobnego do uderzenia w brzuch. Ciała.

-Uparte są...-skrzywiła się Julia

Osunęły się na kolana. Ledwo powstrzymały się przed upadkiem na twarz. Zaczęły się trząść, Lucyfer się niecierpliwił. Kasia pospiesznie wyjęła z kieszeni pudełko z cyjankiem. Szybko wypchnęła dwie tabletki z opakowania i podała jedną Julii, szybko wrzuciły sobie trucizne do ust i połknęły.

-Choćmy...Ukarze nas, jeśli się spóźnimy...-ponagliła szarooką Kasia

Julia pokiwała głową. Obie zaczęły krzyczeć, czarny dym zaczął ulatywać z ciał sióstr. Gdy ostatnie resztki demonów wydostały się z dziewczyn, obie upadły, zaczęły sie ksztusić. Nagle poczuły cały ból, jaki sobie zadały. Syknęły z bólu. Pobladły, gdy spojrzały na swoje rany. Czarny dym ukształtował się, przybierając postać podobną do sylwetki człowieka. Ich duże oczy świeciły na biało. Czuć było siarkę.

-Byłyście naprawde bardo użyteczne, aż szkoda, że teraz umrzecie...-Demon Kais zaczął oglądać swoje dłonie, tak dawno nie widział swojego pierwotnego ciała

-Wszystko co miłe kiedyś się kończy...Miłego zgonu-twarz demona Julii wykrzywiła się w wielkim, białym uśmiechu

Już miały wzbić się w powietrze, gdy nagle zrobiło się niewyobrażalnie jasno. Światło odbiło demony, z hukiem wylądowały na podłodze

-Jak...-szepnął demon zielonookiej

Dziewczyny ciężko dyszały, uniosły się na przedramionach i spojrzały na tajemniczą jasność. Gdy obraz się wyostrzył, zobaczyły 26 sylwetek. Rozpoznały swoje ofiary. Matematyczkę, Piotrka, nauczyciela biologii, dwie dziewczynki, które prosiły je o naszyjniki, Oliwkę, Marysie, polonistkę, katechetke, szóstkę dzieci, które zamordowały podczas "filmu", mężczyzne, którego podstępnie zwabiły do mieszkania, Marcelinkę, Bartka, Maćka, pana Adama, starą kucharkę, sąsiadke, Amelie, Damiana, wychowawczynie młodszych klas i piątoklasistkę, którą zabiły niecałe pięć minut temu.

Dusze otoczyły demony. Piekielne istoty zaczęły syczeć od jaśniejącego kręgu, niepozwalającemu im odlecieć. Duchy rudej dziewczynki z opatrunkiem na oku i Damiana podleciały do Kasi i Julii. Dziewczyny nie były pewne, co robili. jaśniejące sylwetki włożyły dłonie do wnętrza sióstr. Zaczęły się krztusić, miały mdłości. Po chwili wypluły białą substancje. Cyjanek, który kilka chwil temu połknęły. Dusze skinęły głowami i dołączyły do innych. Duchy zacieśniały krąg, podchodząc coraz bliżej demonów. Te zasłaniały rękami głowy, starając się ochronić przed czystością je otaczającą.

-Czemu wy nam pomagacie!? To my was zabiłyśmy!-krzyknęła Kasia, trzymając się za ranę na brzuchu.

Wszystkie dusze spojrzały na nie

-Wybaczamy...-powiedziała katechetka

-To nie byłyście wy, tylko one...-dodała Amelia

Dziewczyny uśmiechnęły się nikło.

-Dziękujemy...-wyszeptały ze łzami w oczach

Nagle demony zaczęły skwierczeć, syczeć i krzyczeć. Spóźniały się.

-To jeszcze nie koniec!-krzyczały-my wrócimy!

Siostry zdążyły jeszcze zobaczyć, jak z krzykiem z demonów zostaje popiół i swąd spalenizny, i wielki rozbłysk bieli, nim osunęły się na podłogę


Kasia i Julia długo otrząsały się z szoku. Owszem, pamiętały wszystkie wydarzenia z czasy, gdy demony przejęły ich ciała. Ale wszystko było jakby zamazane.

To zwyczajnie nie były ich wspomnienia.

Wszystko to, co zrobiły złego zostało przez wszystkich zapomniane. nawet w ich własnych umysłach wspomnienie zamierało.

Siostry mogły żyć normalnie.

Epilog



13 lat później


Kasia szła prowadząc wózek. Wielkimi zielonymi oczami spoglądał na nią kilkutygodniowy chłopczyk o kruczoczarnych włosach.

Brunetka uśmiechnęła się pod nosem. Jej obcasy delikatnie stukały o chodnik wydając charakterystyczny dźwięk.

Po kilku minutach spaceru wyjęła chłopca z wózka i podeszła pod drzwi domu swojej siostry. Julia urodziła kilka dni temu. Kasia nie mogła sie doczekać, aż zobaczy jej córeczkę.

Zapukała.

Julia uchyliła drzwi. Uśmiechnęła się na widok chłopca.

-Wchodźcie, wchodźcie.-przyjaznym gestem zaprosiła je do środka

-I gdzie ona jest?

-Na górze, właśnie się obudziła. Zdejmij kurtkę małemu, a ja ją zaniosę do salonu.

Kasia rozebrała synka i weszła z nim do salonu. Julia i jej córeczka już czekały. Kasia podeszła bliżej.

-Jak ją nazwakiście?-spytała, podając dziecku palec wskazujący do potrzymania

-Trochę się nad tym zastanawialiśmy, ale.. w końcu wybraliśmy Alicja...-Julia spojrzała na swoją pociechę

-Jest śliczna...-Ksia uśmiechnęła się do małej.

-Twój Kacperek też...-posłała chłopczykowi promienny uśmiech

W jednym momencie oczy dzieci zabłysnęły niczym dwa, piękne rubiny.

Z twarzy kobiet zniknęły uśmiechy, wymieniły zszokowane spojrzenia. Znów spojrzały na pociechy. Dzieci zaśmiały się.

Znów błysnęła czerwień.


The end

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.